sobota, maja 31, 2014

SZKOŁA KSIĘŻNICZEK DISNEY- DZIŚ ROSZPUNKA


W filmie „Zaplątani” Roszpunka została zamknięta w wysokiej wieży. Radzi sobie z życiem w odosobnieniu, znajdując sobie różne zajęcia, m.in. robótki ręczne. Jeszcze jako niemowlę została porwana przez złą Gertrudę. Księżniczka pragnie zobaczyć świat spoza wieży, w której zmuszona jest mieszkać. Gertruda jednak więzi Roszpunkę, gdyż jej włosy posiadają magiczną moc – pozwalają czarownicy utrzymać wieczną
młodość. Nie wolno ich jednak ściąć, bowiem wtedy stracą tę siłę. Zachęcona  przez  wiernego  kompana,  Pascala i zmotywowana  przez  swą  dociekliwą  naturę postanawia  odkryć,  jak  wygląda  życie  poza
wieżą.

Roszpunka to współczesna dziewczynka pełna słodyczy,  ale  jednocześnie  asertywna... Wie,  że  przede wszystkim  powinna słuchać głosu swojego serca.

Wszystkie odcinki „Szkoły Księżniczek” emitowane są w Disney Channel oraz na stronie:
http://www.disney.pl/szkola-ksiezniczek-2
http://www.facebook.com/disneyjuniorpl
http://www.disney.pl/ksiezniczki

Premierowe odcinki „Szkoły Księżniczek”o godzinie 8:55 w Disney Channel:
Roszpunka- 31.05
Bella- 07.06
Tiana- 14.06
Best of- 21.06

Z okazji dzisiejszego odcinka o Roszpunce, mam dla Waszych dzieci kilka fajnych niespodzianek:
kolorowanka nr 1- kliknij tutaj
kolorowanka nr 2- kliknij tutaj
szablon korony Roszpunki- kliknij tutaj
szablon trójwymiarowego Pascala do pokolorowania- kliknij tutaj
Roszpunka do sklejenia- kliknij tutaj

A już wkrótce, na moim profilu FB ogłoszę księżniczkowy konkurs z nagrodami! Zapraszam :)

piątek, maja 30, 2014

"MESSI. MAŁY CHŁOPIEC, KTÓRY STAŁ SIĘ WIELKIM PIŁKARZEM", Y. Żółtowska- Darska, Wyd. Egmont 2014

Choć nie jestem fanką piłki nożnej z ciekawością sięgnęłam po tę książkę. Nie rozumiem po co 22 facetów biega za 1 piłką, faulują, a w końcu cieszą się i płaczą, kiedy strzelą gola. No nie jestem w stanie pojąć sensu tej zabawy. A jednak pierwszą biografię Leo Messiego dla dzieci przeczytałam z zapałem w jeden dzień. Przyznam jeszcze, że zanim otrzymałam ten tytuł, nie wiedziałam w ogóle kim jest Messi...

A jest to obecnie 27- letni przystojny mężczyzna :) , który swą zatwardziałością i niecodziennym talentem spełnił swe marzenie. Nie każdy wie, że zanim został znanym i cenionym piłkarzem, zmierzył się z chorobą i bolesnym, wieloletnim leczeniem. Cierpiał na karłowatość przysadkową, czyli niedobór hormonu wzrostu. Chłopiec nie rósł, był dużo niższy od swoich rówieśników, a tym samym przezywano go Małym i Karłem. Było mu z tego powodu przykro, lecz radził sobie z emocjami, uciekając w piłkę nożną. W końcu lekarz zalecił chłopcu codzienne zastrzyki z somatotropiną. Bolały strasznie, ale mama Leo "pocieszała go, jak umiała: Lio, nie płacz. Jak boli, to znaczy, że działa. Kiedy urośniesz, będziesz wiedział, że ten sukces bolał. Nic nie przychodzi łatwo. No dalej, wyciągaj strzykawkę i miej już to z głowy." Dzięki temu, Messi urósł do 1,69 cm.

Od kiedy chłopiec dostał na 4. urodziny prawdziwą, skórzaną piłkę, oszalał na jej punkcie. Kopał, biegał, grał. Wszyscy chcieli go mieć w swojej drużynie. Zazwyczaj musiał grać ze starszymi, bo jego rówieśnicy mieli inne, mniej "poważne" zajęcia. Talent Messiego dało się więc zauważyć od samego początku. Dlatego też kiedy skończył 5 lat, babcia zapisała go do pierwszego piłkarskiego klubu. I wtedy jego kariera zaczęła się szybko rozkręcać.

Dziś Messi jest piłkarzem FC Barcelona, 4 razy otrzymał już Złotą Piłkę, 6 razy wywalczył mistrzostwo Hiszpanii i Superpuchar Hiszpanii, zdobył 240 goli dla Barcelony w lidze hiszpańskiej i podobno zarabia rocznie 41 mln euro!

Historia ta została napisana "na zamówienie" 9-letniego syna autorki- Yvette Żółtowskiej- Darskiej. Mama, choć jest dziennikarką i miłośniczką futbolu, bardzo dokładnie i profesjonalnie przygotowała się do spełnienia prośby syna. Dzięki temu powstała ciekawa i wzruszająca powieść. Wydawca natomiast postarał się o piękną oprawę graficzną- kolorowe zdjęcia, ilustracje, dobrej jakości papier.

Polecam książkę małym chłopcom i im tatusiom, wszystkim miłośnikom piłki nożnej oraz mamom i dziewczynkom, które tak jak ja, nie mają o tym pojęcia. Bo to nie tylko opowieść o sporcie, ale i o wielkim talencie, skromności, marzeniach i trudnej, acz możliwej drodze do ich realizacji.

środa, maja 28, 2014

"BASIA I SŁODYCZE", Z. Stanecka, M. Oklejak, Wyd. Egmont 2012

Moje Starsze Dziecko zrobiło mi w zeszłym tygodniu awanturę. "Ja chce Basia! Basia! Basia! Basia! Chce!". No tak, 3-latek już wie, czego chce. Tylko, że my z Mężem nie mieliśmy już ochoty czytać ciągle tych samych przygód Basi ("Basia i taniec", "Basia i pieniądze", "Basia i podróż", "Basia i alergia"). Choć są świetne, ile można?! Pocieszałam się tym, że to normalne- maluchy w tym wieku, jak się uprą, to bawią się tylko jedną ulubioną zabawką, śpiewają w kółko jedną piosenkę, czytają jedną ulubioną książeczkę... Dobrze, że "Basia" to cała seria i to nas ratuje! Tylko jeszcze nie tego wieczoru...

Po 2 dniach zdobyliśmy kolejne "Basie"! Hurra! Z radości skakała cała Rodzina! Rysio, bo ma kolejną Basię! Rodzice, bo w końcu poczytają o nowych przygodach ukochanej przez Syna Basi! A mała Zuzia skakała, bo wszyscy inni skakali..., a zresztą każdy powód jest dobry, by trochę się wyszaleć...

Tym razem ulubiona postać opowiada swą przygodę ze słodyczami. Dzieci je niestety uwielbiają i niejedno, tak jak Basia śni, o jedzeniu tylko nich. I często wygląda to podobnie- dzieci CHCĄ słodkości, a rodzice ich zabraniają. Jednak może być też inaczej- Basia "(...) kiedyś sądziła, że są po prostu pyszne. Potem dowiedziała się, że tuczą i psują się od nich zęby, więc nie można ich jeść codziennie. A dziś okazało się, że niektórzy uznają je za truciznę, a inni, i to dorośli, pocieszają się nimi. Okazało się też, że na słodycze można być uczulonym i że można się nimi tak przejeść, że nie ma się ochoty nawet na jednego, maleńkiego lizaczka. Okropnie to wszystko skomplikowane (...).".

wtorek, maja 27, 2014

"ALICJA W KRAINIE CZARÓW", na motywach powieści L. Carrolla, Wyd. Olesiejuk 2014


Tym razem chciałabym przedstawić Wam metodę usprawniającą czytanie. Stosuje się ją u dzieci, które znają już wszystkie litery i potrafią je składać w wyraz. Tą metodą jest czytanie w parach z rodzicem. Pierwszym krokiem jest pozwolenie dziecku wybrać interesującą książkę. Następnie oczywiście należałoby wybrać dogodne miejsce do czytania- tam, gdzie nic Was nie będzie rozpraszać, będzie cicho, wygodnie i przyjemnie. Czytanie tekstu rozpoczyna rodzic. Robi to półgłosem, spokojnym tempem, wydłużając delikatnie wyrazy oraz zwracając uwagę na znaki przestankowe. Unikajmy głoskowania, sylabizowania oraz skandowania. Naszym celem jest pokazanie dziecku odpowiedniego sposobu czytania (początkowo w zwolnionym tempie). Krótko po rozpoczęciu lektury, włącza się również dziecko, starając się czytać równo z nami. Kiedy słyszymy, że mały czytelnik dobrze sobie radzi, ściszamy swój głos (ale czytamy dalej wspólnie) i przestajemy wydłużać wyrazy. Kiedy zaobserwujemy problemy z zacinaniem się, przekręcaniem wyrazów, w niepoprawnym ich odczytywaniu, ponownie włączamy się do czytania półgłosem w zwolnionym tempie. Taka forma wspólnego czytania z dzieckiem powinna odbywać się codziennie, minimum 10 minut. Systematyczność ma tu kluczowe znaczenie! Zapewniam Was, że stosując ten trening szybko zauważycie pozytywne zmiany w tempie i poprawności czytania :)

Jeśli na półce z książkami znajdzie się najnowsze wydanie "Alicji w Krainie Czarów" na motywach Lewisa Carrolla Wydawnictwa Olesiejuk, jestem pewna, że właśnie tę lekturę wybierze Wasze dziecko (w tej samej serii ukazał się "Pinokio"). Jest to przepięknie i oryginalnie wydana klasyka literatury dziecięcej. Wielki format 29, 5x 36,5 cm, twarda oprawa, magiczne i kolorowe ilustracje urzekają jako pierwsze. Kiedy zaczynamy czytać, z każdym kolejnym zdaniem wraz z dzieckiem wkraczamy w niesamowitą historię o Alicji i niezwykłej krainie (jako mała dziewczynka marzyłam, by też przeżyć podobną przygodę...). Opowieść jest cudowna, bardzo dobrze przełożona. Treść zapewne pamiętacie, więc nie będę jej streszczać.

Wielkość liter w tym wydaniu idealnie odpowiada potrzebom młodych czytelników, dlatego jest to idealny wybór na wspólny trening czytania. Polecam!

poniedziałek, maja 26, 2014

MAMO, ZBADAJ SIĘ!

Z okazji Dnia Matki postanowiłam zadbać o siebie. Od kiedy na świecie pojawiły się Moje Najukochańsze Dzieciaki, przestałam myśleć o sobie i dbać o siebie. Niestety.
Pomyślałam w końcu, że jeśli nie zadbam o siebie,to po 1. daję zły przykład swoim Brzdącom, a szczególnie Córce; po 2. zapominając o sobie, szybciej się wykończę, a wtedy kto zajmie się moimi Skarbami?!

Zatem, postanowiłam przyłączyć się do akcji społecznej "RAK. TO SIĘ LECZY".

"Choroba naszej cywilizacji. Atakuje bez względu na wiek, zasobność portfela czy styl życia. Czasem bywa bezlitosny, ale coraz częściej udaje się z nim wygrać. Wcześnie wykryty i właściwie leczony może być pokonany nawet w stu procentach. Na świecie jest już 28 milionów ludzi, którzy wygrali z rakiem. To oznacza, że coraz więcej nowotworów złośliwych przestaje być chorobą śmiertelną.
Polacy nie doceniają wagi profilaktyki, przede wszystkim w kwestii zdrowia i życia. Nie badają się, bo wolą „nie wiedzieć” lub zgłaszają się, gdy choroba jest zaawansowana a jej leczenie jest trudniejsze i kosztowniejsze. Według prognostyk nowotwory będą głównymi chorobami w Polsce. W 2009 roku na raka zachorowało prawie 140 tysięcy osób. Obecnie ponad 300 tysięcy osób jest chorych i żyje z nowotworem. A te liczby, według statystyk polskich, mogą się zwiększać.
Najgorsi wrogowie w profilaktyce i leczeniu nowotworów. Dla wielu Polaków rak oznacza wyrok. Niewiedza na temat tej choroby czyni z niej społeczne tabu. Konieczność wycofania się z życia zawodowego i społecznego. Poczucie bezsilności i izolacji. Nawet sposób mówienia o raku przesiąknięty jest defetyzmem a przecież pozytywne nastawienie jest niemal tak samo ważne jak odpowiednia terapia.
Celem kampanii jest przekonanie Polaków do badań, nauczenie ich, że rak jest chorobą, którą można skutecznie leczyć. Kampania pragnie także obalić szkodliwe stereotypy związane z rakiem, przełamać lęk przed nowotworem i zmienić język opisujący go.
Zaprosiliśmy znanych i lubianych aktorów z różnych pokoleń, aby zachęcali Polaków do badań. Mówimy językiem lekkim, filmowym o sprawach nielekkich. Ale właśnie o to chodzi, aby edukować bez straszenia i pokazywać, że badanie daje nadzieję na wyleczenie. Taka edukacja, włożona w usta Ewy Szykulskiej, Stanisława Mikulskiego, Cezarego Pazury, Jarosława Boberka a przede wszystkim Jerzego Stuhra, który pokonał raka, jest najbardziej przekonująca."-
przekonują organizatorzy. Więcej znajdziecie tutaj: http://www.rak.tosieleczy.pl/.

Tymczasem jestem już po wizycie u dermatologa (znamiona sprawdzone!), za tydzień idę do ginekologa (cytologia, badanie piersi). Stawiam na profilaktykę! Zachęcam i Was do zadbania o siebie i wykonania badań profilaktycznych oraz do włączenia się do akcji!

piątek, maja 23, 2014

SPORTOWE URODZINY KACZORA DONALDA

Jeśli jesteście z Warszawy lub okolic, zachęcam do wzięcia udziału w sportowych urodzinach Kaczora Donalda, które odbędą się już jutro, czyli w sobotę 24 maja.

A poza tym, Wydawnictwo Egmont serdecznie zaprasza wszystkich czytelników na spotkania z autorami i ilustratorami podczas trwających właśnie Targów Książki-Scena dla dzieci (sala w galerii, Poziom -1):

Sobota, 24. maja 2014 r.
10.00 –11.00 - spotkanie z autorkami serii „Basia” Zofią Stanecką i Marianną Oklejak. Autorki przeczytają fragmenty swojej książki o Basi i porozmawiają z najmłodszymi o przygodach bohaterki. W programie również warsztaty plastyczne.

16.00 – 17.00 - spotkanie z autorami serii Czytam sobie (Zofia Stanecka, Marianna Oklejak, Ewa Nowak  Zbigniew Dmitroca).

No to już wiecie, co robicie jutro... :)

czwartek, maja 22, 2014

"WIĘCEJ NIŻ ZABAWA. TWORZYMY ZABAWKI, WYMYŚLAMY GRY", praca zbiorowa, Wyd. Jedność 2014

Co ma wspólnego zabawa z kształtowaniem osobowości dziecka? A no bardzo wiele! Przecież osobowość kształtuje się podczas wykonywania codziennych czynności. Najszybciej oraz najbardziej człowiek rozwija się w okresie dzieciństwa, a w tym właśnie okresie bardzo istotną rolę stanowi zabawa.

Zabawa rozwija kreatywność, wrażliwość, samodzielność, motywację wewnętrzną, samokontrolę, inicjatywę, dyscyplinę, wytrwałość, skuteczność, pracowitość, zmysł krytyczny, cierpliwość, optymizm, wiarę w siebie, współpracę, szlachetność, rozwagę, oszczędność, jak i inne cechy charakteru. Książka "Więcej niż zabawa" zapewni wsparcie w rozwoju wszystkich powyższych wartości, zwracając również wiele uwagi na ekologię.

Jest to publikacja, w której zawarto dziesiątki pomysłów, inspiracji, ale przede wszystkich instrukcji na wykonanie własnych zabawek oraz gier! To genialny sposób na nudę, rozbudzenie kreatywności, jak i integracja pokoleń podczas wspólnej pracy. Nasze dzieciaki toną w ogłupiających, głośnych, bezsensownych stosach zabawek, marząc o kolejnych gadżetach, komputerach i innym elektronicznym sprzęcie. Tymczasem, kiedy to my byliśmy mali, a już tym bardziej nasi rodzicie i dziadkowie, najukochańszymi, jak i jedynymi zabawkami były te zrobione własnoręcznie. Pamiętam robione z włóczki zwierzaki i lalki, szmacianki z chusteczek, postaci z drewnianych łyżek, domki z tekturowych opakowań ...

Boicie się, że współczesne pociechy nie zauważą uroku "domowych" skarbów rozrywki? Że rzucą w kąt np. gitarę z pudełka? To jesteście w błędzie. Jeśli maluch bądź starszak w Waszym towarzystwie spędzi wiele godzin na wspólnej pracy, której efektem będzie wielkie COŚ CZYM MOŻNA SIĘ BAWIĆ, a ponadto towarzyszyć temu będzie radość, śmiech, miło spędzony czas z rodzicem, rodzeństwem czy dziadkami, zapewniam Was, że wykonana zabawka będzie traktowana przez dziecko jak trofeum. I z pewnością zapamięta ją do końca życia.

Gorąco polecam książkę "Więcej niż zabawa". Jest to świetny pomysł na nadchodzący Dzień Dziecka, pod warunkiem jednak, że jeszcze wspólnie z dzieckiem z niej skorzystacie i stworzycie razem jakieś cudo. Bo nic tak nie łączy, jak wspólna praca i zabawa.

środa, maja 21, 2014

"PRZEMIANA. OD NADWAGI DO ODWAGI, CZYLI JAK ODNALAZŁAM SIEBIE", T. Johnson, Wyd. Galaktyka 2014

Słyszałam już o diecie Dukana, bezglutenowej, 5:2, 50/50, owsiankowej, czekoladowej, ryżowej, chilli, dash, paleo, oxy, zone, mayo, kopenhaskiej, Cambridge, śródziemnomorskiej, koktajlowej, Atkinsa, według grupy krwi, Kwaśniewskiego, south beach, proteinowej, a nawet o łykaniu tabletek z tasiemcem. Każda z tych propozycji zapewnia, że jest dietą cud. Za każdą murem stoi przynajmniej jeden lekarz. Każda z nich ma tysiące zwolenników, lecz więcej zawiedzionych. Dlaczego tak trudno uwierzyć, iż jedyną skuteczną i zdrową dietą jest zmiana nawyków żywieniowych? O wspaniałych właściwościach racjonalnego odżywiania przekonała się Tory Johnson- znana w USA współtwórczyni porannego programu "Good Morning America".

Tory uwielbia jeść. Zawsze jadła wszystko to na co miała ochotę, a uwielbiała przede wszystkim ociekające tłuszczem, cukrem i solą dania. Jadła niekoniecznie z głodu, gdyż nigdy go nie odczuwała. Jadła z radości, ze smutku, dla pocieszenia i uczczenia. Każdy powód był dobry, by coś zjeść. W świecie, w którym wszystko jest na wyciągnięcie ręki, wcale to nie jest takie trudne. Można pomyśleć, że Polska dużo różni się od Stanów, jednak coraz bliżej nam do epidemii otyłości, która jest skutkiem szybkiego, niezdrowego i bezmyślnego odżywiania.

Pewnego grudniowego dnia, Tory spotkała się z wiceprezeską programu ABC News- szychą, od której zależy być lub nie być prezenterów. Od szefowej usłyszała, że "nie wygląda zbyt dobrze". To wystarczyło, by bohaterka książki odważyła się na wielki krok- w końcu przyznała się sama przed sobą, że jest gruba i źle się z tym czuje. Zapragnęła schudnąć, lecz po wielu nieudanych próbach, tym razem miało jej się udać. Przestraszyła się, że jeśli tego nie dokona, pożegna się z pracą.

"Przemiana" to literatura faktu, a jednocześnie poradnik i świadectwo sukcesu. To opowieść o trudnej drodze do idealnej wagi. To opis pokus, walki samej z sobą, ale też i z ludźmi, którzy byli obok. To także zaskakująca historia przemiany zalęknionej kobiety w pewną siebie i swoich pragnień babkę!"Ta książka nie opowiada o żadnej diecie. Nie jestem lekarką, dietetyczką ani instruktorką. Jestem zwyczajną kobietą, która ma kochającą rodzinę i satysfakcjonującą pracę. Ale mam ochotę pochwalić się całemu światu, że w końcu udało mi się schudnąć. Zajęło mi to okrągły rok, jednak warto było, bo dzięki temu odzyskałam pewność siebie, a moje poczucie własnej wartości osiągnęło poziom, o jakim wcześniej mi się nawet nie śniło."- pisze we wstępie.

Oto przemiana (choć na zdjęciu widoczna tylko ta fizyczna) jaką dokonała Tory Johnson:
źródło zdjęcia: http://kobieta.interia.pl/zdrowie/
diety/news-tory-johnson-od-nadwagi-do-odwagi,nId,1429080
Polecam książkę wszystkim, którzy są właśnie w trakcie walki o idealną wagę. Dzięki "Przemianie" będzie trochę łatwiej. Niech Tory Johnson będzie dowodem, jak i  inspiracją dla wszystkich odchudzających się.

"To, co kładę do głowy, jest o wiele ważniejsze od tego, co wkładam do ust. (...)
Koniec z wymówkami. Idealny moment na zmianę jest- i zawsze będzie- właśnie teraz."

wtorek, maja 20, 2014

"ŁAMIGŁÓWKI NIE Z TEJ ZIEMI", T. Flintham, Wyd. Nasza Księgarnia 2014

Kiedy z młodszą o 5 lat Siostrą byłyśmy małe ;)   , za moje własne kieszonkowe kupowałam jej co miesiąc gazetkę "Supełek z pętelką". Były tam rysunkowe krzyżówki, rebusy, labirynty i inne świetne łamigłówki. Uwielbiałam je, ale byłam już na nie za stara, potrzebowałam wyższego stopnia trudności, a takiej gazety już nie było. Czekałam więc co miesiąc na nowe wydanie "Supełka ..." i tylko liczyłam na to, że Siostra będzie potrzebowała mojej pomocy. Takie czasy...
Dziś ciągle mam ten sam problem- nie wydają labiryntów i rebusów dla mojej kategorii wiekowej. Co z tego, że mam już lat 30+ ? :)

Za to współcześnie powstają już całe książki pełne łamigłówek dla dzieci. Jedną z nich dziś prezentuję, lecz są to łamigłówki wyjątkowe, gdyż dosłownie nie z tej ziemi. Dzieją się w Krainie Łamigłówek, którą zamieszkują niezwykłe postaci: roboty, królikowęże, Śpiewający Pies i inni. Z ich udziałem starszy przedszkolak chętnie rozwiąże labirynty, szyfry, zagadki, wykreślanki, poszuka różnicy między podobnymi obrazkami, wyszuka elementy niepasujące do ilustracji..., jest tego mnóstwo, a dokładnie aż 60 zadań!

Kiedy na jednej ze stron ukazały się moim oczom zabawy z projektowania gier komputerowych, z sentymentem przypomniałam sobie, kiedy jako dziecko marzyłam o komputerze. Nie było szansy, bym go miała, więc zbudowałam go sobie sama- klawiaturą było srebrne opakowanie po bombonierce wywrócone do góry dnem, a ekranem- większe pudełko. Całymi godzinami udawałam, że gram na komputerze... W bardziej kreatywnych momentach, rysowałam (bo "projektowałam" to za duże słowo) cyberzabawy ;)
Jestem pewna, że i dzisiaj, kiedy prawie w każdym domu znajduje się pecet, łamigłówki i tak przynoszą wiele frajdy! Szczególnie te, które nawiązują do innej rzeczywistości.

Rebusy, labirynty, szarady i inne tego typu zadania ćwiczą koncentrację, spostrzegawczość, umiejętność logicznego myślenia, koncentrację uwagi. Jest to więc świetna rozgrzewka przed szkolnymi zadaniami. Polecam wszystkim przyszłym uczniom!

Pssst, a poza tym Drodzy Rodzice, "Łamigłówki nie z tej ziemi" to remedium na niepogodę dla Waszych dzieci, jak i dla Was (dzieciaki rozwiązują, a Wy macie chwilę ciszy w domu...).

sobota, maja 17, 2014

"PINOKIO", na motywach powieści C. Collodiego, Wyd. Olesiejuk 2014


Nie rozumiem zachwytu nad elektronicznymi gadżetami typu e- książki, tablety, e-czytniki i tym podobne. Oczywiście znamy je i czasem z nich korzystamy, ale są one jak dalecy znajomi. Książki natomiast to nasi przyjaciele, z którymi spotykamy się codziennie. Nawet setki znajomych, nie są tyle warci, co jeden prawdziwy przyjaciel. I tak właśnie jest z gadżetami i tradycyjnymi książkami.

Oto książka, która wprawiła w osłupienie mojego Syna. Najpierw stanął jak wryty, a później powiedział "O ja!" i zaczął oglądać lekturę. Scena ta wyglądała komicznie ;) A jego zachwyt dotyczył najnowszego wydania "Pinokio" na motywach Carla Collodiego.

Tytuł "Pinokio" jest znany wszystkim, których wiek zapisuje się dwoma cyframi, ale rośnie już kolejne pokolenie, które za moment usłyszy o drewnianym pajacyku. Pierwsza część oryginalnej powieści Carla Collodiego ukazała się w 1881 roku! Od tamtej pory napisano, wydano i zekranizowano setki historii o niesfornym chłopcu z długim nosem. Jedne bardziej udane, inne mniej, i też w jakimś stopniu nam dorosłym, już się opatrzyły. Lecz "Pinokio" to klasyka literatury dziecięcej i każde dziecko choć raz, nie!, choć kilka razy!-  musi usłyszeć oryginał, bądź dobry przekład na motywach Carla Collodiego! Mogę polecić najnowsze wydanie Wydawnictwa Olesiejuk- będą zadowolone i Wasze dzieci i Wy sami.

Ale wróćmy do zachwytu mojego Syna. Co konkretnie go wywołało? Przede wszystkim- bo to najpierw rzuca się w oczy- wielkość książki. Ta wersja "Pinokia" ma wymiary 37x 29,5cm, a po rozłożeniu jest oczywiście jeszcze raz tak szeroka, czyli ma ponad pół metra! Jak na książkę, to naprawdę sporo. Nie mieści nam się ani na półce, ani w dłoniach, ale to według nas podwaja frajdę, nie jest więc wadą. Czytamy, leżąc na podłodze lub siedząc z wyprostowanymi przed sobą nogami. Idealnie pasuje na 4 nogi ;)

To, że oprawa książki jest twarda, jest już właściwie oczywiste. Kartki są grubszej gramatury, by nie darły się przy przewracaniu wielkich stron. Wrażenie robią także ogromiaste ilustracje. Są one proste, bez zbędnych udziwnień i szczegółów, nawiązują do starych obrazów. Dominują kolory pastelowe, co dodaje uroku (nie ma nic gorszego niż jaskrawe, krzykliwe, wręcz oczoje*ne ilustracje, szczególnie w klasyce literatury dziecięcej!). Przedstawione postaci raczej nie należą do wesołych i zabawnych, ale zdecydowanie są magiczne, oddając nastrój opowiadanej historii.

Samej fabuły "Pinokia" nie będę Wam streszczać, bo myślę, że ją kojarzycie. Jednak dodam, że niniejsza adaptacja to dobra treść.

Zachęcam do przejrzenia najnowszej wersji tegoż tytułu oraz oczywiście do zakupu np. z okazji Dnia Dziecka.

czwartek, maja 15, 2014

"CHODZI O TO, CZY WIESZ CO TO ZWIERZĘTA", M. Brykczyński, Wyd. Nasza Księgarnia 2014


O ile pies, kot czy świnka morska mogą zostać prawdziwymi przyjaciółmi dziecka, o tyle z zebrą, tygrysem czy orłem będzie trudniej. A mimo to, dzieciaki kochają wszystkie stworzenia (przynajmniej początkowo) bez względu na pochodzenie, wielkość i drapieżność. Świat zwierząt jest fascynujący i warto tę fascynację rozwijać.

Wydawnictwo Nasza Księgarnia właśnie wydało świetną książkę pod tytułem "Chodzi o to, czy wiesz co to zwierzęta", skierowaną do 2-, 3- i 4-latków. Pozycja ta zachwyciła mojego 3-letniego Rysia, a i mnie też się podoba :)

W książce tej zawarto proste, krótkie i zabawne wiersze oraz zagadki o znanych z otoczenia zwierzętach- psach, kotach, kurach, kaczkach, krowach, koniach, papudze, rybce. Czyli samych milusińskich naszych dzieci! Utwory są dobrze zrymowane, dzięki temu podobają się, jak i łatwo wpadają w ucho i w pamięć. Poza tym, że rozwijają wrażliwość poetycką, to jeszcze dostarczają podstawowych informacji o świecie fauny. Teksty uzupełniają kolorowe i estetyczne ilustracje, które także wzbudzają zainteresowanie przedstawionymi postaciami.

Oprócz wierszy i zagadek, w książce pojawiają się zadania, opierające się na czarno-białych rysunkach. Jest to na przykład labirynt czy ćwiczenia spostrzegawczości- wszystkie oczywiście o zwierzakach, jakby mogło być inaczej ;)

Kolejnym atutem "Chodzi o to, czy wiesz co to..." jest tekturowe wydanie, co oznacza, że każda strona jest gruba, sztywna, a na dodatek ma zaokrąglone rogi dla bezpieczeństwa młodego czytelnika! Bardzo lubię, gdy wydawcy o tym pamiętają.

Podsumowując, razem z Synkiem polecamy tę wartościową książeczkę. Uczy, bawi i rozwija! 

środa, maja 14, 2014

"CZEMU NIE JESZ WARZYW?", M. Blansco, Wyd. Jedność 2014



Właściwie dlaczego dzieciaki nie jedzą warzyw?
- bo nikt w domu ich nie je,
- bo są chrupiące,
- bo są za twarde/ za miękkie
- bo nieznajomo wyglądają,
- bo mają dużo wody (... a nie oranżady),
- bo nie są słodkie,
- bo ich smak nie jest wyrazisty,
- bo trzeba je dobrze pogryźć,
- bo często są słone od solonej wody, w której były gotowane,
- bo czemu miałoby się je lubić?
Powodów jest mnóstwo, pewnie tyle, ile niejadków warzyw na świecie. Powyżej wymieniłam tylko te powody, które są mi znane i są pewnie najczęściej spotykane.

Moja Rodzina jest pożeraczem warzyw i owoców, choć oboje z Mężem zostaliśmy "wychowani" głównie na mięsie. Dopiero, gdy zaczęliśmy sami się żywić, poznaliśmy różnorodny smak roślin oraz setki dań z nimi w roli głównej. Podstawą diety naszych Dzieciaków są więc także warzywa i owoce, a mięso pojawia się od święta. Choć czasem zdarza się nam grzeszyć i jemy je częściej, ale to nigdy nie oznacza codziennie! Staram się kupować wszystkie dostępne odmiany warzyw, by ciągle rozszerzać gamę smaków, witamin i minerałów. Cieszę się, kiedy 3-letni Rysio, podczas obiady składającego się z gotowanych ziemniaków, i np. schabowego i surówki, rzuca się na surówkę, wyjada ją każdemu z talerza po kolei lub prosi o dokładkę, a dopiero jak już się skończy, zabiera się za ziemniaki, a na końcu za mięso! Ale gdy przygotuję risotto ze szparagami, niestety pluje tymi ostatnimi, wyjadając sam ryż. Nie jestem z tego zadowolona, lecz daję Dziecku prawo do ulubionych i nielubianych produktów. Na tym też polega szacunek do Człowieka...

Książkę "Czemu nie jesz warzyw?" polecam absolutnie wszystkim, lecz przede wszystkim przyszłym rodzicom, by wzmocnili organizm i zaczęli wdrażać zdrowy styl życia; kobietom w ciąży i karmiącym, by dostarczyły sobie i maleństwu moc zdrowia, a także, by już teraz przyzwyczajały maluszka do smaku warzyw (przecież to, co jemy w czasie ciąży, wpływa na smak wód płodowych, a to co jemy, karmiąc piersią, przenika do mleka!); małym i starszym dzieciom, nastolatkom, rodzicom i dziadkom!

W poradniku tym zawarto mnóstwo cennej i przystępnej wiedzy o odżywianiu na każdym etapie życia. Ponadto autorka dzieli się praktycznymi radami, które opracowała będąc mamą i promotorką naturalnego żywienia oraz miłośniczką wegegotowania. Na przykład podpowiada, w jaki sposób łączyć grupy pokarmów, by posiłki były najbogatsze wartościowo i odpowiednio się trawiły. Bardzo cennymi wskazówkami są informacje, co serwować na śniadania, obiady, podwieczorki i kolacje. Niby wydaje się to takie oczywiste, ale gdy chodzi o dania dla naszych najważniejszych osób na świecie, mamy wiele wątpliwości, co robić. Jednak większą część publikacji stanowią proste i oryginalne przepisy na pyszne bezmięsne posiłki - od śniadania po kolację, a nawet jest małe co nieco na przekąski ;)

Książka jest pięknie wydana- kwadratowy, duży format, twarda oprawa, atrakcyjne zdjęcia, estetyczna szata graficzna. Choć nie każde danie jest przedstawione na fotografii i tak, całość wydania prezentuje się zachwycająco. Przede wszystkim po takiej lekturze, ma się ochotę na kolorową porcję warzyw :)

poniedziałek, maja 12, 2014

Gra planszowa"PIRACKIE SKARBY", Wyd. Egmont 2014


Dziś prezentuję kolejny produkt z serii Dobra gra w dobrej cenie Wydawnictwa Egmont. Za niecałe 20zł macie zapewnione wiele chwil w gronie rodziny bądź przyjaciół, bo przecież, by grać trzeba mieć towarzystwo :) A z "Pirackimi skarbami" będzie na pewno wesoło, ale nie zabraknie też rywalizacji. By wygrać trzeba szybko myśleć, więc popijajcie w trakcie tylko sok ze świeżych owoców ;)

Gra adresowana jest do 2-5 graczy w wieku od 6 lat. Jej celem jest zdobycie jak największej liczby skarbów. Runda trwa maksymalnie 5 minut, a w całej grze powinny odbyć się 4 rundy.

9 kafelków wyspy należy ułożyć losowo w kwadrat. Każdy gracz wybiera znacznik gracza i kładzie go przed sobą. Z potasowanych fragmentów mapy, układamy stos.

Pierwszy gracz bierze z wierzchu stosu 5 fragmentów mapy i układa je wzdłuż jednego z boków wyspy. Robi to od strony prawej do lewej. Należy zwrócić uwagę, by fragmenty wyspy nie leżały bokiem bądź do góry nogami (ma to istotny wpływ na przebieg zabawy). Gdy ostatni fragment zostanie wyłożony, wszyscy uczestnicy równocześnie i jak najszybciej, odczytują zaszyfrowaną mapę. Kto szybszy ten lepszy, ale nie można się pomylić! Komu się uda, zdobywa punkt. Runda zakończona.

Zabawa ta jest prosta i przywołuje mi na myśl terenowe "podchody". Pamiętacie je z czasów dzieciństwa?

Kto więc uwielbiał odczytywać znaki pozostawione przez wcześniejszą grupę w "podchodach" właśnie, kto marzył o znalezieniu listu w butelce, opisującego drogę do ukrytego skarbu, kto lubił szyfrować wszelkie informacje, ten powinien dobrze się bawić w czasie tej gry ;)

Zachęciłam Was choć troszkę? ;)



piątek, maja 09, 2014

KONKURS Z OKAZJI 3 LAT BLOGOWANIA :)

Mijają właśnie 3 lata, od kiedy rozpoczęłam swoją przygodę z blogowaniem i Odkrywczą Mamą. 
Z tej okazji wraz z wydawnictwami, z którymi współpracuję, mamy dla Was kilka upominków,
o których pisałam właśnie na swoim blogu:





Sponsorem jest Wydawnictwo Jedność.




Sponsorem jest Wydawnictwo Olesiejuk.





Sponsorem jest Wydawnictwo Helion.


Sponsorem jest Wydawnictwo Muza.



Sponsorem jest Wydawnictwo Znak.


Jeśli macie ochotę na którąś z książek, musicie spełnić wszystkie zasady zabawy:
1. w poście konkursowym umieśćcie swój komentarz- który z postów bloga najbardziej Was zainteresował i dlaczego? Podajcie też swój adres emailowy!

2. Polubcie bloga lub stańcie się jego Obserwatorem.

3.  Informację o konkursie udostępnijcie na swoim profilu FB.

Zabawa trwa do końca 15 czerwca (termin został przedłużony!)
16 czerwca szczęśliwcy (tylko Ci, którzy spełnili wszystkie zasady!)
 otrzymają ode mnie maila, informującego o wygranej. 

czwartek, maja 08, 2014

TEST MIGDAŁOWEGO MLECZKA DO MYCIA CIAŁA LIRENE ORAZ MIODOWEGO NEKTARU DO MYCIA CIAŁA LIRENE


Moim zdaniem: oba te kosmetyki do kąpieli i pod prysznic są cudowne! Uwielbiam je! Są kremowe, gęste, idealnie się pienią. Nie wysuszają skóry, lecz nawilżają ją, a także zmiękczają i nadają piękny miodowy lub kokosowo-migdałowy zapach. Do tego są całkiem wydajne. Co tu dużo pisać, są idealne w każdym calu, absolutnie bez wad :)
Na pochwałę zasługuje też duże rodzinne i ekonomiczne opakowanie oraz atrakcyjna cena ;)
Moja ocena jest krótka- polecam bardzo bardzo!

Zdaniem producenta: Migdałowe mleczko oraz miodowy nektar do mycia przeznaczone są do wszystkich typów skóry.

Szukasz kosmetyku do codziennej pielęgnacji, który zapewni Ci chwile wyjątkowej rozkoszy pod prysznicem? Migdałowe mleczko do mycia ciała zapewni Twojej skórze doskonałe oczyszczenie, przywróci jej zmysłowy blask oraz sprawi, że stanie się miękka i gładka w dotyku.Aksamitna konsystencja rajskiego mleczka subtelnie otuli Twoje ciało zmysłowym aromatem kokosu i migdała, a Ty poczujesz się przyjemnie odprężona i zrelaksowana.

Szukasz kosmetyku do codziennej pielęgnacji, który sprawi, że poczujesz się odprężona i zrelaksowana jak nigdy dotąd? Miodowy nektar do mycia ciała rozpieszcza Twoją skórę zapewniając jej subtelną gładkość i zniewalający zapach. Miodowy nektar z oliwką i aromatem pomarańczy pobudza zmysły i delikatnie otula Twoje ciało gwarantując wyjątkowe doznania i chwilę błogiej przyjemności.

wtorek, maja 06, 2014

ŻELAZO W DIECIE NIEMOWLĄT I MAŁYCH DZIECI

Dziecko rodząc się, ma w swoim organizmie zapas żelaza na jakieś 6 miesięcy. Później szybko się one wyczerpują, dlatego tak ważne jest uzupełnianie go już od pierwszych- innych nić mleko- posiłków.

poniedziałek, maja 05, 2014

"NIEBIESKIE STREFY", D. Buettner, Wyd. Galaktyka 2014


Czy gdyby istniała pigułka zapewniająca nieśmiertelność, zdecydowalibyście się ją połknąć?
Starość kojarzy się nam z cierpieniem, bólem, chorobami, niedołężnością i w końcu ze śmiercią. Jedni nie chcą dożyć swojej starości, bojąc się cierpienia fizycznego i psychicznego, samotności czy uzależnienia od najbliższych. Inni, choć jest ich zdecydowanie mniej, czekają na wiek emerytalny, by w końcu zacząć się samorealizować- podróżują, uprawiają ulubioną dyscyplinę sportową, powracają do porzuconego niegdyś hobby. Taką starość chciałabym dla siebie, ale jak rzeczywiście będzie? Okazuje się, że mam na to wpływ już dzisiaj. Każdy z nas, może w przyszłości zostać zdrowym, uśmiechniętym, pełnym wigoru seniorem! Czy to nie wspaniała wiadomość?

Wiecie co to są Niebieskie Strefy? To miejsca na ziemi, gdzie żyje najwięcej stulatków. Oczywiście takim miejscem jest Japonia, ale także Europa i USA! Dan Buettner przebył Niebieskie Strefy, by dokładnie poznać ludzi żyjących najdłużej na świecie. Długie rozmowy oraz obserwacje pozwoliły mu na odkrycie ich codziennych rytuałów, filozofii, wartości, sensu egzystencji, diety, stylu życia. Na podstawie tych spotkań napisał książkę "Niebieskie strefy". Oprócz historii poznanych osobowości, zawarł w niej informacje o najnowszych badaniach z dziedziny geriatrii, a także opracował 9 lekcji długowieczności. W dużym skrócie:

Lekcja 1. Zadbaj o naturalny ruch, czyli bądź aktywny w sposób, który nie wymaga myślenia.

Lekcja 2. Hara hachi bu, czyli bezboleśnie ogranicz liczbę kalorii o 20%.

Lekcja 3. Roślinny punkt widzenia, czyli unikaj mięsa i przetworzonego jedzenia.

Lekcja 4. Grona życia, czyli pij czerwone wino (z umiarem!).

Lekcja 5. Miej cel, czyli patrz z szerszej perspektywy.

Lekcja 6. Nie śpiesz się, świat poczeka, czyli zwolnij, pozbądź się stresu.

Lekcja 7. Duchowa więź, czyli bądź członkiem wspólnoty duchowej.

Lekcja 8. Najbliżsi na pierwszym miejscu, czyli niech rodzina będzie dla ciebie priorytetem.

Lekcja 9. Wśród swoich, czyli otaczaj się ludźmi myślącymi podobnie jak ty.

Jeśli sądzicie, że lektura ta jest adresowana do ludzi dojrzałych wiekiem, jesteście w błędzie. To książka dla ludzi w każdym wieku, gotowych zrozumieć, co jest w życiu najważniejsze. Dla czytelników świadomych siebie, nie bojących się refleksji, a w konsekwencji zmian dotychczasowej egzystencji. Koniec z życiem FAST. Czas na bycie SLOW!

piątek, maja 02, 2014

BEZGLUTENOWY CHLEBEK BANANOWY

Po bardzo długiej przerwie w publikowaniu przepisów kulinarnych, w końcu wracam! Mam nadzieję, że teraz, kiedy mamy lepsze naturalne oświetlenie (w końcu dzień jest dłuższy :)  ) zdjęcia będą lepiej się prezentować. Został jeszcze problem 2 małych łasuchów, których trudno opanować, gdy widzą coś do jedzenia :) Mogłabym pstrykać fotki, gdy jestem w kuchni sama, ale jak tylko tam wchodzę, rusza za mną cała armia, bo a nuż się komuś coś pysznego dostanie...

Kiedy odwiedza nas moja Siostra, z przerażeniem stwierdza, że właściwie to prawie cały dzień przygotowuję komuś jedzenie! Chyba rzeczywiście coś w tym jest- jak się ma same żarłoki w domu (z tasiemcami w brzuchu, bo jedzą, a nic po nich nie widać!), to co się tu dziwić.
Jakiś czas temu więc, bym choć trochę mogła odetchnąć od pichcenia, Siostra przywiozła nam domowy, świeżutki, przepyszny bezglutenowy chlebek bananowy własnego wypieku! Okazał się cudowny, rewelacyjny do tego stopnia, że dla Męża został ostatni kawałek. Od tego czasu uwielbiamy chlebek bananowy. Robi się go błyskawicznie, zawsze się udaje, a ponadto za każdy razem może smakować inaczej, ponieważ można dodawać różne rodzaje mąki oraz dowolne zmielone bądź rozdrobnione bakalie. Pycha! Spróbujcie sami, a jestem pewna, że i Wy zwariujecie na punkcie tego chlebka ;)



Składniki:
3 średnie banany mocno przejrzałe, aż czarne, miękkie
3 jajka
2 łyżki miodu
1 łyżka ekstraktu z wanilii
 ¾ łyżeczki sody oczyszczonej
½ łyżeczki soli
6 łyżeczek mąki dyniowej lub kokosowej lub migdałowej
garść dowolnych bakalii zmielonych lub rozdrobnionych

Przygotowanie:
Wszystkie składniki połączyć razem mikserem. Banany powinny się same "rozpaćkać". Ciasto odstawić na 5 min., a następnie przelać do formy. Piec ok. 50 min. w temperaturze 175 stopni.
Ciasto jest z gatunków wilgotnych.