czwartek, stycznia 30, 2014

"PITU I KUDŁATA W OPAŁACH", L.K. Talko, Wydawnictwo Znak 2014


Tak hipotetycznie i między nami, przyznam się Wam, że na mnie tak zwany "podryw na pieska" (czyli facet podrywający babki dzięki urokowi swojego psa) wcale nie działał i nie działa. Ale co innego "podryw na dziecko". Jak widzę tatuśka wygłupiającego się ze swoim synem czy córką, i gdy widać, że autentycznie jest on zaangażowany w relację ze swoim potomkiem, obojętnie jakiej płci i w jakim wieku, by nie był, to jest to dla mnie widok rozczulający. I wiem, że na inne kobiety też tak to działa (chociaż z założenia dzieciaty chłop ma już swoją połówkę i z przyzwoitości podrywać nie powinien). A gdy facet jeszcze pisze zabawne poradniki, powieści rodzinne, felietony o perypetiach dzieci i ich rodziców, to już w ogóle unosimy się nad ziemią z zachwytu, jaki to wyjątkowy mężczyzna. Wiele z nas, by takiego chciała, ale Leszek K. Talko jest tylko jeden...

Właśnie do księgarń trafiły najnowsze opowiadania "Pitu i Kudłata w opałach" z serii Kumple Mikołajka, napisane właśnie przez zachwalanego Leszka Talko. Oczywiście już je przeczytałam. Czytałam wieczorami sama, ale kiedy wybuchałam śmiechem, bo już nie mogłam się powstrzymać, Mąż dziwnie na mnie spoglądał. Czytałam więc fragment głośno, po czym po komentarzu "No, dobre, hehe...", wracałam do cichej lektury i znowu razem chichotaliśmy. Jak tu się nie śmiać, kiedy absurdalny świat dzieci zderza się z racjonalnym światem dorosłych i żaden z nich nie pojmuje drugiego? Taki brak porozumienia, a jednak nie wywołuje klapsów, ani rzucania przedmiotami o ścianę. Autor ma tak inteligentne poczucie humoru, że nieporozumienia między maluchami a staruchami ;) wydają się aż sensem życia!


"Pitu i Kudłata w opałach" to zbiór przygód młodych bohaterów, opisanych z ich perspektywy. Autor przyznaje w wywiadzie dla "Gazety Wyborczej" (z dn. 22.01.2014):
"Kiedy dzieci zaczęły czytać moje książki, były oburzone. Że to kompletnie nie tak było, że to nie był Pitu, tylko ja, a ta historia to w ogóle nie my, tylko nasza koleżanka. Koniecznie miałem też przeprowadzić poważną rozmowę z panią rysownik, bo przecież jedno z nich ma na rysunkach zupełnie inną niż w rzeczywistości fryzurę. Trudno dzieciom wytłumaczyć, że one jako one i postaci literackie nieco się różnią i że nie jest to opowieść o ich życiu w skali jeden do jednego. Chciałem, żeby książka opowiadała o pewnych sytuacjach szerzej i dzięki temu stała się bardziej uniwersalna."


Mnie zachwyciła, choć mam już trzydzieści lat...
Książka ta poprawia każdy nastrój i małych, i dużych. Młodszym czytelnikom uświadamia, że "kurczę, ci dorośli to jednak wszyscy są tacy sami. Nie mam tak źle...". Starszy czytelnik, jeśli udzieli mu się humor autora, jest duża szansa, że złapie dystans do niektórych "wyskoków" swoich dzieci. 


Podsumowując, jeśli nie będziesz się śmiać przy tych tekstach, to coś jest z Tobą nie tak. Jesteś chory, albo może nie czytasz ze zrozumieniem?! Moim skromnym zdaniem, Pitu i Kudłata są fajniejsi od Mikołajka, którego też lubię, ale jakoś bardziej chciałabym usiąść w ławce z Kudłatą, a później kopać piłkę z Pitu...

wtorek, stycznia 28, 2014

"ZDROWY MALUCH", M. Sikoń, M. Skowron, Wyd. Galaktyka 2013

Mniej więcej w połowie pierwszego roku życia malucha, zaczyna się dla niego wielka smakowa przygoda. Oprócz mleka, którym żywił się wyłącznie przez około 5-6 miesięcy, teraz nadszedł czas na inne produkty. Rozszerzanie diety to zupełnie inne doświadczenie zarówno dla smyka, jak i jego mamy. Istnieje wiele modeli żywnościowych najmłodszych. Można karmić wyłącznie piersią przez pierwsze 6 miesięcy, a nawet o wiele dłużej. Można od pierwszych dni życia karmić butelką pełną miłości i mleka modyfikowanego. Można karmić i butelką i piersią na przemian. Później (ok. 6 miesiąca według zaleceń WHO) można podawać oseskowi dania słoiczkowe lub przygotowywać posiłki domowe. Można zdecydować, by nasz brzdąc był małym wegetarianinem albo "wszystkożercą". Obojętnie, który model jest nam bliższy, komponując jadłospis dla malca musimy uwzględnić zalecenia dietetyków zawarte w piramidzie zdrowego żywienia. A według niej, mięso i jego produkty powinno się spożywać nie więcej niż 2 razy w tygodniu.  Wszystkie pozostałe składniki zdrowej diety to warzywa, owoce, zboża, produkty mleczne, jaja, nasiona, orzechy, oliwa i oleje roślinne oraz dużo dużo wody. Powinno się je spożywać codziennie!

Kuchnia polska obfituje w dania mięsne, tłuste, ciężkostrawne. Według większości Polaków, a szczególnie mężczyzn, najlepiej by każdy posiłek zawierał kawał mięcha. A do tego dużo więcej niż szczypta soli, glutaminian sodu, rozmaite E (czyli chemiczne dodatki żywnościowe, konserwanty). Tymczasem nasze organizmy (a szczególnie te najmłodsze z najmłodszych) potrzebują produktów naturalnych, pełnych witamin i innych wartości odżywczych. A te dostarczają posiłki przygotowanie niekoniecznie z/ lub na mięsie! Prawdą jest, że dzieci (jak i dorośli), jedzące mniej mięcha są zdrowsze i szczęśliwe ;)

Książka "Zdrowy maluch. Poradnik żywieniowy dla rodziców" został napisany przez założycielkę portalu wegemaluch.pl, dietetyczkę, wegetariankę- Monikę Skowron oraz miłośniczkę zdrowego odżywiania- Magdalenę Sikoń. Obie panie to także doświadczone mamy. Dzielą się swą wiedzą na temat bilansowania diety dzieci od 6. miesiąca do 3. roku życia. Podają fakty z zakresu nauk o żywieniu człowieka, jak i zdradzają swoje przepisy na urozmaicone dania. Ogromnym atutem tej publikacji jest to, że na każdy etap rozszerzania diety autorki proponują inne receptury dań, odpowiadające potrzebom maluchów. Dzięki temu rodzic, czytając tę publikację otrzymuje nie tylko schemat rozszerzania diety, ale i ciekawe i szybkie pomysły na zdrowe i domowe posiłki. Według mnie super, to jest właśnie to, czego my- gotujące mamy, babcie, a może i nawet tatusiowe potrzebujemy i szukamy.

Poradnik więc jest praktyczny, mądry, przejrzysty, a do tego ładnie wydany. Adresowany jest do wszystkich gotujących i karmiących dzieciaki, ale nie tylko wegetarian! Gorąco polecam!

czwartek, stycznia 23, 2014

CHORÓBSKO ZNOWU U NAS

Wraz z mrozami, uczepiło się nas jakieś choróbsko. Rysio od 3 dni ma wysoką gorączkę, Zuzka od dzisiejszej nocy coś marudna, pewnie też ją bierze, Mąż i ja kichamy i kaszlemy... Nie spaliśmy jeszcze w tym tygodniu, więc nie jesteśmy w najlepszych humorach. Mąż niestety musi pracować, a Dzieciaki i ja zaszyliśmy się w naszym małym mieszkanku otoczeni planszówkami i książkami. Dzięki nim, spędzamy atrakcyjnie czas i nuda nas jeszcze nie dopada. Na pisanie nie mam siły, więc bądźcie cierpliwi, a za kilka dni, jak tylko poczujemy się lepiej, zasypię Was recenzjami świetnych gier planszowych oraz ciekawych książek.

My więc zdrowiejemy, a Was zachęcam do udziału w słodkim konkursie, w którym do wygrania książka "Słodkie chwile" Wydawnictwa Jedność.

wtorek, stycznia 21, 2014

"BASIA I TANIEC", Z. Stanecka, M. Oklejak, Wyd. Egmont

Wcale nie rzadko zdarza się, że dzieci tak bardzo się czymś emocjonują, że aż robią się z tego chore. Ogromna radość, podekscytowanie, a przy tym lęk przed nieznanym to przeżycia, z którymi trzeba nauczyć się sobie radzić. Wpływają one na ciało, które często reaguje fizycznymi objawami, np. gorączką, bólem brzucha, biegunką, suchością w gardle, drżeniem rąk itd.

Miałam uczennicę pierwszej klasy, która w dniu wycieczki zawsze się chorowała i musiała zostawać w domu. Stało się tak kilka razy. Wspólnie z jej rodzicami doszliśmy do wniosku, że jest to właśnie nadmierna ekscytacja szkolnym wyjściem. Wyjaśnienie dziewczynce co się z nią dzieje, uświadomienie jej emocji w pozytywnej, pełnej akceptacji atmosferze okazało się sukcesem. Od tamtej pory uczennica ta już zawsze brała udział w wycieczkach i nigdy później nie stanowiło to dla niej problemu.

W radzeniu sobie z emocjami, bardzo ważne jest ich uświadomienie sobie. Wszystkie emocje są równie ważne, potrzebne i dobre! Dzieci oczywiście potrzebują w tym zakresie pomocy zaufanej i bliskiej osoby. Z pomocą przychodzą także opowieści i książeczki terapeutyczne. Do takich można zaliczyć całą serię "Basi". W części "Basia i taniec", poruszany zostaje właśnie problem radzenia sobie z ekscytacją, a jednocześnie lękiem przed nieznanym.

Pewnego popołudnia mama Basi stwierdza, że chciałaby uczestniczyć w zajęciach flamenco. W tej samej szkole tańca organizowane są także zajęcia baletu dla dzieci, w związku z tym, i mama i Basia postanawiają uczyć się pięknie ruszać w rytm muzyki. Dziewczynka nie może się doczekać pierwszych zajęć, a kiedy wreszcie mają się za chwilę rozpocząć, źle się czuje, ma tremę. Całe szczęście mama tłumaczy jej, że także czuje lekki niepokój przed czymś, co robi pierwszy raz. Obie wspierają się i życzą sobie udanej zabawy. Po zajęciach są bardzo szczęśliwe i nie mogą doczekać się kolejnych tańców.

Opowieść ta jest dowcipna, radosna i mądra, jak to u "Basi" bywa :)

niedziela, stycznia 19, 2014

SŁODKI KONKURS

Tym razem zapraszam wszystkim łasuchów na słodki konkurs.
Zadanie konkursowe polega na podaniu prostego, szybkiego i zdrowego przepisu na słodką chwilę dla całej rodziny (obojętnie jak to interpretujecie).
Dobrze by było, gdyby pomysł zawierał także zdjęcie, choć nie jest to wymóg konkursowy.
Jak zwykle będzie mi miło, jeśli polubicie profil Facebook'owy bloga
lub/i staniecie się obserwatorami mojej strony.

Na Wasze ciekawe propozycje czekam do 31 stycznia! Przesyłajcie je na adres
konkurs.odkrywczamama@gmail.com
Koniecznie się podpiszcie.
Po zakończeniu zabawy, prace konkursowe wraz z fotkami oraz podpisami autorów opublikuję na blogu Odkrywczej Mamy.
Spośród wszystkich nadesłanych słodkich pomysłów wybiorę jeden najfajniejszy i nagrodzę książką
"Słodkie chwile" Wydawnictwa Jedność (recenzja tutaj):


Sponsorem nagrody jest:


piątek, stycznia 17, 2014

"FOTOGRAFIA RODZINNA. ZDJĘCIA PRZEZ POKOLENIA", C.Mumm, Wyd. Helion 2013


Za kilka dni obchodzić będziemy Dzień Babci i Dziadka. Tym ważnym i kochanym osobom można podarować kwiatek lub czekoladki albo coś bardziej osobistego, a najlepiej personalizowanego. Sympatycznym gestem prosto z serca jest upominek zrobiony własnoręcznie, jak i fotografia, przedstawiająca wnuka/i. Od całkiem niedawna hitem dla moich- jak i moich Dzieci- Dziadków jest kalendarz z naszymi zdjęciami. Jest to świetny pomysł, tym bardziej, kiedy widzi się radość w oczach obdarowanych. Poza tym, taki prezent ani nie zwiędnie, ani nie zostanie zjedzony po kilku dniach :) Pozostanie co najmniej przez rok, a widzę, że i o wiele dłużej.

Do kalendarza ze zdjęciami wybieram najlepsze fotki rodzinne. Wcale nie jest ich wiele, bo ciągle uczę się sztuki fotografowania. Ostatnio szkoliłam się z podręcznikiem "Fotografowanie dzieciństwa", tym razem jestem po lekturze kolejnej książki o tej tematyce- "Fotografia rodzinna. Zdjęcia przez pokolenia".

Czym ta publikacja różni się od pozostałych tego typu? Z założenia jest ona przewodnikiem do rozkręcenia fotograficznego biznesu, działając na postawie marketingu partnerskiego. Lecz przy okazji pokazuje wszystkim innym zainteresowanym (czyli amatorom), jak uwieczniać ważne rodzinne uroczystości, relacje międzyludzkie, spotkania, wykonywać portrety. Każdy etap w życiu rodziny oparty jest na innych istotnych, sentymentalnych momentach, które warto sfotografować- ciąża, narodziny, pierwszy rok życia, dojrzewanie rodziny, różnorodność pokoleń. Każdej z tych chwil nadajemy inny charakter. Sztuką jest to ukazać na obrazie.

Książka ta zatem porusza tematy fotograficzne (sprzęty, techniki, rekwizyty, pozy, prezentacje sesji itp.), jak i obraca się wokół marketingu i promocji swojej działalności. Można z niej skorzystać w dwojaki sposób. Mnie bardziej interesowała strona fotograficzna, lecz z dużą ciekawością zapoznałam się i z tajnikami marketingu partnerskiego. Jak dla mnie- amatora, dużym atutem publikacji jest jej prosty język, pozbawiony fachowych terminów. Dzięki temu udało mi się przeczytać ją w 100% ze zrozumieniem, a przez to i z przyjemnością. Poza ciekawymi poradami, znaleźć w niej można oczywiście setki pięknych zdjęć.  Zaczerpnęłam stąd wiele pomysłów na nasze rodzinne fotki i z pewnością będę się wzorować autorką, jak i inspirować jej wskazówkami.

środa, stycznia 15, 2014

"DRUGIE DZIECKO. PODRĘCZNIK PRZETRWANIA", N.Edwards, Wyd. Mamania 2013

Kiedy byłam w ciąży z drugim Dzieckiem (czyli całkiem niedawno to było...), przerażała mnie myśl pierwszych tygodni po porodzie. W głowie kłębiły się myśli, jak sobie poradzę (bo, że poradzę to sobie obiecałam, była tylko kwestia tego JAK?), jak pogodzę uwagę na dwoje Maluchów z równymi co do ważności potrzebami, czy Pierworodny dawno odstawiony od piersi znowu zapragnie karmienia go naturalnie, jak zorganizować spacery, pory posiłków i spania, czy Starszak nie będzie zazdrosny... Rzeczywistość okazała się bardziej do ogarnięcia, niż się zdawało. Najgorsze co mogłam zrobić, to nastawić się negatywnie. Na szczęście mam inną naturę, jestem do życia nastawiona zadaniowo...

Mimo tego, gdzieś w połowie ciąży zaczytałam się w książce pt. "Drugie dziecko. Podręcznik przetrwania". Dzięki niej uporządkowałam sobie w głowie wiele spraw związanych z byciem mamą i to podwójnie. Uspokoiłam się, bo dowiedziałam się- choć teoretycznie- co mnie może spotkać. Mogłam więc zrobić plan A i w razie czego plan B w czasie różnych sytuacji. Pomogło, wiele przeczytanych treści sprawdziło się, niektórych udało się uniknąć, a inne ciągle wdrażam.

Poradnik ten podpowiada między innymi:
- jak poinformować pierworodnego o pojawieniu się wkrótce rodzeństwa,
- jak zorganizować czas okołoporodowy, by pierwszy maluch był bezpieczny i szczęśliwy, a mama mogła spokojnie rodzić i dochodzić do siebie,
- co zrobić, by dzieci nie były o siebie zazdrosne (pochwalę się, że nam się to na razie udaje!),
- jak i kiedy wykarmić całą rodzinę,
- czy da się równie kochać wszystkie swoje dzieci,
- jak połączyć opiekę nad dwojgiem, skoro matka jest tylko jedna,
- jak kłaść spać dwójkę dzieci,
- jak starsze i młodsze maleństwo nawzajem wpływa na swój rozwój,
- jak wyjść z domu z dziećmi, a jak bez nich,
- jak wrócić do pracy i pogodzić wszystkie obowiązki.

Autorka szczerze opowiada o swoich doświadczeniach, zamieszcza też odczucia innych mam. Radzi, podpowiada. Pisze autentycznie, nie koloryzuje macierzyństwa, nie straszy. Czytelniczka wśród wielu propozycji rozwiązań życia codziennego z dwójką dzieci, na pewno odnajdzie coś dla swojej rodziny. Z pewnością jakiś model przetrwania bardziej wartościowy niż "bylebyśmy się nie pozabijali"...

poniedziałek, stycznia 13, 2014

5 PONADCZASOWYCH ZABAW PALUSZKOWYCH

Bawicie się paluszkami ze swoimi maluszkami? Macie swoje ulubione rymowanki? U nas są to klasyczne zabawy, które pamiętam z dzieciństwa. Oto 5 ponadczasowych zabaw paluszkowych (wersje słyszałam różne, te są nasze ulubione):

1.
Sroczka kaszkę warzyła
i swoje dzieci karmiła.
Temu dała na łyżeczkę,
temu dała na miseczkę,
temu dała  na paluszek,
temu dała na okruszek,
a temu nic nie dała
i frrrrr... poleciała.

2.
Idzie kominiarz po drabinie,
fiku miku już w kominie.
Tu zadzwoni,
tu zapuka,
A dzień dobry, panie Kluka!

3.
Idzie rak nieborak,
jak uszczypnie
będzie znak.

4.
Gdy się rączki spotykają,
to od razu się witają.
Gdy się kciuki spotykają,
to od razu się witają.
...
5.
Kosi kosi łapci,
pojedziem do babci,
babcia da nam mleczka,
a dziadek ciasteczka.
...


A i tak najfajniejszą zabawą paluszkową jest
zdejmowanie sobie butów i wkładanie ich do buzi :)

sobota, stycznia 11, 2014

"FOTOGRAFOWANIE DZIECIŃSTWA", L. K. Stone, Wyd. Helion 2012

Jeśli macie więcej niż jedno dziecko lub sami jesteście kolejnym dzieckiem w rodzinie, pewnie zauważyliście, że każdy następny potomek ma mniej indywidualnych zdjęć niż ten poprzedni. Moja znajoma zwierzyła się, że będąc nastolatką myślała, że jest adoptowana, bo nie ma właściwie żadnych zdjęć z dzieciństwa! A jej brat, wręcz odwrotnie.

Nie chcąc, by moje Maluchy w przyszłości miały podobny żal, postanowiłam robić fotki równie często zarówno pierwszemu, jak i drugiemu. Wyposażyłam się w dobry sprzęt oraz książki o fotografii, by mieć się z czego uczyć. Do tego zapał do dobrej zabawy z dziećmi i cierpliwość. Myślałam, że to wystarczy... Hm, póki miałam tylko Rysia, pstrykałam aparatem prawie codziennie. Dzięki temu ma on tysiące zdjęć. Kiedy pojawiła się Zuzia, nagle okazało się, że brakuje mi już czasu. A przecież wydawać, by się mogło, że to tylko "pstryk" i już. A co z ustawieniem parametrów sprzętu oraz pomysłem na fotkę, by osiągnąć dobry efekt? Fotografowanie dzieci to tak naprawdę uwiecznianie etapów ich rozwoju. Trzeba więc być dobrze przygotowanym, a co za tym idzie, nigdzie się nie spieszyć, mieć czas i wenę twórczą, jak artyści.

Jedna z moich lektur na ten temat to "Fotografowanie dzieciństwa". To prawie 200 stron fachowych porad oraz wiedzy dotyczącej robienia zdjęć najmłodszym. Autor potwierdza to, co wyżej napisałam, że do takiej sesji fotograficznej dobrze jest się przygotować, to znaczy poza sprzętem zapoznać się z podstawami rozwoju najmłodszych, by wiedzieć, jak do nich dotrzeć czy czego się po nich spodziewać. Ważna jest także prewizualizacja, czyli "co trzeba dać, żeby dostać, to co chcemy". Rzadko zdarza się, że akurat uda się uwiecznić coś niesamowitego, co było jednocześnie zupełnie spontaniczne i przypadkowe. Dlatego artysta fotograf, który pracuje z dziećmi powinien mieć plan, a jednocześnie być przygotowanym na wszystko. Do tego dorzućmy jeszcze cierpliwość, elastyczność i może wyjdą piękne zdjęcia...

"Być artystą fotografem oznacza być świadomym swoich celów. Jak nadać indywidualny wyraz obrazowi, który rejestrujemy, mając przed obiektywem określoną scenę, określonego modela? Jak nasz indywidualny charakter, nasze rozumienie rzeczywistości mają się uwidocznić? Co widzimy w tej scenie, gdy się jej przyjrzymy? Trzeba pozwolić, by odpowiedzi na te pytania nawarstwiły się w obrazie. Dopiero wtedy podzielimy się z widzem historią, jaką chcemy mu opowiedzieć. Odpowiedzi ukierunkują narrację, którą zawierają nasze obrazy." (fragment książki "Fotografowanie dzieciństwa")

I jeszcze oczywiście należy świetnie znać swój sprzęt, by wręcz intuicyjnie się nim posługiwać. Jak dla mnie, to ciągle zbyt trudne. Ale w końcu ćwiczenia czynią mistrza, więc nie poddaję się i pstrykam dalej.

A książkę "Fotografowanie dzieciństwa" polecam przede wszystkim profesjonalistom oraz amatorom zapaleńcom :)

czwartek, stycznia 09, 2014

ZESPÓŁ CIEŚNI NADGARSTKA

źródło fotografii: zdrowie.gazeta.pl
Jeżeli kilka tygodni bądź miesięcy temu zostałaś mamą i odczuwasz bóle i/lub mrowienie nadgarstka, prawdopodobnie cierpisz na tak zwany zespół cieśni nadgarstka.

Schorzenie to jest spowodowane częstym noszeniem maleństwa, długim trzymaniem go, pchaniem wózka, zapinaniem guzików i zatrzasków, a co za tym idzie przeciążeniem nerwu pośrodkowego, znajdującego się w nadgarstku. Nadwyrężanie wywołuje obrzęk, odczuwany silnym bólem nie tylko w okolicy nadgarstka, ale i dłoni, palców. Ból występuje zarówno w stanie spoczynku, jak i ruchu.

wtorek, stycznia 07, 2014

"POKOLENIA", K. Droga, Wyd. Helion 2014

Już od najmłodszych lat uwielbiałam słuchać dawnych, rodzinnych historii. O moich pradziadkach, dziadkach, rodzicach, wujostwie. Opowiadali je moja Mama, Babcia oraz Dziadek. Chłonęłam te opowieści z wypiekami na twarzy. Nierzadko dziwiłam się pewnych zachowań, jak i czasów, o których słuchałam. Były zupełnie inne, niż te, w których żyłam. Słuchałam więc, pytałam, wyobrażałam sobie, jak to było kiedyś... Opowieści Dziadków często dotyczyły II wojny światowej, w której przyszło im uczestniczyć. Strach, cierpienie, ból mieszały się z miłością, przyjaźnią, odwagą. W czasie wojny ludzie tracili bliskie osoby, a jednak potrafili, musieli podnieść się, pogodzić z losem, by uśmiechać się, kochać i żyć dalej...
Czasem te same przeżycia Dziadków opowiadane były wielokrotnie. Dla nich wówczas, być może był to rodzaj katharsis, dla mnie- dziecka, coś, co było niezrozumiałe.
Historii Dziadka nigdy już nie usłyszę, a to co zostało już kiedyś wypowiedziane, niestety zostało przeze mnie zapomniane. Natomiast opowieści mej Babci oraz Mamy przeważnie są już dziś radosne i wiecznie żywe. Jakby dotyczyły dnia wczorajszego, lecz w trochę innej czasoprzestrzeni.

Podobną prawdziwą opowieścią, lecz w tym przypadku spisaną, jest książka pt. "Pokolenia". Historia ta także dzieje się w czasie wojny oraz w powojennej Polsce. Jest pełna prawdziwych, tragicznych wspomnień, ale i nasycona przykładami ludzkiego szczęścia i radości. Co chwila budzi więc różne emocje.  A gdy czytelnik uświadomi sobie, że podobne sytuacje rozgrywały się w wielu polskich rodzinach, być może i w naszej, emocje są jeszcze większe.

Powieść napisana jest świetnym językiem oraz w doskonałym stylu, bez zbędnych opisów, bez niedomówień, "udziwnień". Autorka- Katarzyna Droga- ma z pewnością niezwykły talent. "Pokolenia" to jej literacki debiut.
Mam nadzieję, że na tym nie zaprzestanie.

Polecam gorąco na zimowe, długie wieczory.

sobota, stycznia 04, 2014

OBIECALIŚMY DZIECKU PSA I CO TERAZ?

 
Skoro decyzja o przyjęciu pod wspólny dach czworonoga została podjęta, trzeba przemyśleć nasze oczekiwania i możliwości, a następnie świadomie wybrać przedstawiciela konkretnej rasy.

Pierwszą sprawą jest odpowiedzialność osób dorosłych za życie czującej, myślącej istoty jaką jest pies. Przemyślmy kwestię finansów: im większy pies, tym kosztowniejszy (jedzenie, koszty leczenia). Kto zaopiekuje się naszym psem w trakcie wakacji? Czy mamy czas i ochotę na spacery i szkolenie psa. Ważną sprawą jest też ilość czasu, jaką możemy poświęcić psu.
Spacer to sedno psiej egzystencji: ruch, rozrywka, zdobywanie informacji, kontakty społeczne.

Musimy mieć świadomość, że jeśli nie zaspokoimy potrzeb naszego psa – możemy spodziewać się kłopotów z jego zachowaniem. Zła dieta, brak ruchu i stymulacji, brak wychowania, niedostatek kontaktów społecznych mogą stać się przyczyną wielu różnorakich problemów: zaczynając od braku posłuszeństwa, przez nadmierną lękliwość, niszczenie mieszkania, aż do agresji czy przewlekłych chorób.

W zależności od rasy, psy różnią się potrzebami np. psy stworzone do bliskiej współpracy z człowiekiem, jak owczarek niemiecki czy labrador mają bardzo silną potrzebę kontaktu z opiekunem. Jeśli nie planujemy szkolić swojego psa, uprawiać z nim sportu, chodzić na długie spacery – nie kupujmy owczarka, ani żadnego retrievera. Jeśli nie będziemy mieli czasu dla psa z tej grupy unieszczęśliwimy go, a sobie przysporzymy kłopotów.

Nieprawdą jest, że dla małego dziecka najodpowiedniejszy będzie mały piesek. Dzieci uczą się wyczucia i delikatności z wiekiem. Tak jak nie możemy dziwić się i karać małego dziecka za to, że zbyt mocno lub mało delikatnie pogłaskało pieska, tak też nie możemy mieć pretensji do psa, że broni się przed zadawanym mu bólem. Pamiętajmy więc, że małe pieski są delikatniejsze i niewiele trzeba żeby sprawić im ból, a nawet wyrządzić krzywdę. W trosce o dobro psa, jak i bezpieczeństwo naszego dziecka nie kupujmy psa małej rasy dziecku poniżej 5 roku życia. Psy większych ras są zwykle bardziej pobłażliwe, lepiej znoszą dziecięcą niedelikatność, co absolutnie nie oznacza, że możemy tolerować dokuczanie psu! Pamiętajmy też, że psy małych ras są często bardzo energiczne. Bywają też hałaśliwe. Jeśli cenimy spokój – nie kupujmy teriera!

Jeśli chcemy sprawdzić zaangażowanie naszego dziecka, pozwólmy mu opiekować się na początku wirtualnym pieskiem. Na rynku pojawił się projekt współfinansowany ze środków Unii Europejskiej - ModelDoggy dostępny na stronie www.modeldoggy.com . Jest to gra, która edukuje dzieci jak należy postępować z pieskami. Każdy pupil ma swój pokój, swoje posłanie, poznajemy zabawy z psem, karmimy go, pielęgnujemy. Gra ta ma również wymiar społecznościowy, dzieci mogą się wymieniać doświadczeniem, polecać sobie w jaki sposób spędzać czas z pupilem. Jeśli dziecko nie będzie miało czasu na opiekę wirtualnym pieskiem możemy się domyślić jak będzie z żywą istotą.

Równie ważna, a może nawet jeszcze ważniejsza niż wybór rasy, jest decyzja skąd weźmiemy psiaka. Przed kupieniem psa koniecznie sprawdźmy w jakich żył warunkach (posiadanie rodowodu nie jest gwarancją, że pies był właściwie traktowany!).

Kiedy mamy szczenię już w domu zapiszmy je na zajęcia psiego przedszkola. „W trakcie zajęć z psem może pracować dziecko (mniej więcej od 6-7 roku życia) – mówi Natalia Matusiak z psiej szkoły Baron. „Dobrze prowadzone psie przedszkole zmniejszy ryzyko wystąpienia problemów z zachowaniem psa. Po kursie nasz szczeniak będzie znał już podstawowe komendy, a my nauczymy się jak z nim pracować. Warto starannie wybrać szkołę prowadzącą zajęcia dla szczeniąt. Wybór metody, jaką będzie szkolony pies (tradycyjna lub pozytywna) zawsze jest istotna, ale w wypadku młodych psów, jest szczególnie ważna – podkreśla profesjonalna behawiorystka”. Podawanie smakołyków nie jest równoznaczne ze szkoleniem pozytywnym. Jeśli na zajęciach szkoleniowiec każe zastosować korektę (np. szarpnięcie smyczą) – zrezygnuj i poszukaj innej szkoły. Szarpanie szczeniaka na smyczy jest niedopuszczalne, może wyrządzić poważne szkody zarówno na poziomie fizycznym (uszkodzenie tarczycy, przestawienie kręgów szyjnych), jak i psychicznych – szczenię może zacząć obawiać się swojego opiekuna lub chodzenia na smyczy.

„Często mówi się, że pies pełni funkcje wychowawcze. Jest w tym wiele prawdy – mówi doświadczony pedagog Małgorzata Szpaderska. Ściślej rzecz ujmując, pies tworzy sytuacje wychowawcze, które dorosły może wykorzystać. Jeśli pies chce wyjść na spacer, możemy powiedzieć dziecku, że trzeba być czułym na potrzeby innych, zwłaszcza słabszych i zależnych od nas istot – uczymy wtedy dziecko empatii. Jeśli natomiast powiemy: „Trudno, wytrzyma. Teraz oglądam film. Wyjdę z nim jak się skończy” – dajemy przykład postawy egoistycznej”. Uważajmy więc na to jak traktujemy psa. Jeśli rodzic zrzuci psa siłą z fotela, może być pewny, że dziecko wcześniej czy później, zrobi to samo. Tyle tylko, że o ile pies może w pełni pozwolić na takie zachowanie dorosłym – na dziecko może warknąć, a gdy nie ustąpi – nawet delikatnie złapać zębami. W takiej sytuacji pretensje należy mieć tylko do siebie.

Dziecko będzie obserwowało i powtarzało relacje rodziców z psem. Masz doskonałą okazję nauczyć odpowiedzialności, empatii, przyjaźni, współpracy, szacunku. Opieka nad psem może stać się wspaniałą przygodą. Tylko od nas – dorosłych zależy czego dziecko nauczy się w kontaktach z psem.

 


piątek, stycznia 03, 2014

NOWOROCZNE POSTANOWIENIA

Kochani, życzę Wam samych pomyślności w roku 2014! Zdrowia, uśmiechu każdego dnia, niezapomnianych chwil spędzonych z dziećmi...

Znikłam po Sylwestrze, bo wpadłam w wir sprzątania. Nie lubię i nie czynię końcoworocznych podsumowań ani noworocznych postanowień. Ale za to robię gruntowne porządki w mieszkaniu, pozbywam się starych, bezużytecznych rzeczy, robię przemeblowanie lub chociaż zmieniam układ w szafkach.... Nie planuję, a działam, przygotowując miejsce na NOWE. I czekam na wiosnę...