środa, kwietnia 30, 2014

"SMACZNY POMYSŁ. GOTOWANIE Z DZIEĆMI", L. Collister, Wyd. Jedność 2010


Pamiętacie, kiedy pierwszy raz Wasza Mama, Tata, a może Babcia pozwolili Wam pomagać w przygotowaniu posiłku? Jakie to było danie? Ile mieliście lat?

Ze swoich dziecięcych zajęć w kuchni najbardziej pamiętam chyba... obieranie ziemniaków! Nienawidziłam tego całą sobą. Równie często robiłam też kanapki. To było już bardziej kreatywne i lubiane zajęcie. Jednak od najmłodszych lat uwielbiałam pomagać Babci w pieczeniu domowych ciast, smażeniu pączków, lepieniu pierogów. To właśnie dzięki nauce pod okiem mistrza, czyli Babci, lubię dziś piec i chyba nawet smacznie mi wychodzi :)

A moje Dzieciaki wpuszczam do kuchni od pierwszych miesięcy ich życia. Obserwują mnie gotującą najpierw z leżaczka, później z krzesełka do karmienia, z podłogi, aż w końcu- to dotyczy na razie tylko Rysia- rośnie mały kucharz. Praktycznie codziennie mój 3-latek patrzy jak kroję, gotuję, a on sam podaje produkty, wrzuca do miski/ garnka, miesza, a kiedy coś pieczemy w piekarniku, bacznie podgląda przez szybę, opowiada Siostrzyczce co będziemy jeść, uważa, by nie dotknęła gorącej obudowy, a w finale woła "Mama! Koniec! Chodź." :) Taki to mój Mądraliński ;)

Wpuszczam Dzieci do kuchni, pozwalam sobie pomagać. Lubię to, lecz czasem -przyznaję- brakuje mi cierpliwości. Jestem wtedy głodna, jedno Maleństwo trzyma się mojej nogi, drugie koniecznie chce wszystko zrobić samodzielnie, bo przecież tyle razy widziało mnie, jak ja to robię. A tutaj trzeba obrać, pokroić, ugotować. Tu leży nóż, tam brudne obierki, tu się gotuje, a prawie pod garnkiem skacze Mały Łobuziak. Ten krzyczy, ta ryczy, a mi się ręce trzęsą, bo jadłam 7 godzin temu i to w biegu. Taaaak... Całe szczęście takie momenty należą do rzadkości ;)

Na co pozwolić najmłodszym kucharzom? Można zacząć od planowania posiłków, wykonania listy  potrzebnych produktów, wspólnych zakupów, by dalej mogli podawać, mieszać, dodawać, układać, podpowiadać- wszystko zależy od umiejętności i chęci maluchów. Jedno jest pewne- zawsze dorosły musi czuwać nad dzieckiem w kuchni!

Nie macie jednak koncepcji na dania, które swobodnie przyrządzą kilkulatki? A może tak, jak my, ciągle lubicie poznawać nowe przepisy i smaki? "Smaczny pomysł. Gotowanie z dziećmi" podaje kilkadziesiąt kulinarnych receptur krok po kroku na pyszne posiłki- śniadania, obiady, desery i kolacje. Dla łasuchów i niejadków, dla mięsożerców i wegetarian. Dla niedoświadczonych i prawie profesjonalistów ;)

Znaleźć tu możecie przepisy na cynamonowego tosta, zapiekanki z kanapek, pasty, koktajle, lody, sałatki, pizze, risotto, sushi, zupy, placki, ciasta i ciasteczka, muffinki, bułeczki i chleby. Każda kulinarna propozycja jest przedstawiona na pięknej fotografii. Jest ich tu więc całkiem sporo, także tych z dzieciaczkami przy pracy :)

A wiecie, że wspólne przygotowywanie posiłków to prosty i skuteczny sposób na niejadka? Spróbujcie, a zdziwicie się, jak gotowanie czyni cuda!

wtorek, kwietnia 29, 2014

BLOGER= POZYCJONER, CZYLI JAK POZYCJONOWAĆ BLOGA?

Serfując po Internecie, niemal na każdym kroku można natknąć się na linki prowadzące do blogów. Blogi tworzone są w różnych celach. Jedne pełnią rolę swoistego pamiętnika, którego karty dostępne są dla wszystkich. Inne z kolei nastawione są na komercyjną działalność. Ich autorzy, dzięki przyciągającej uwagę treści, chcą po prostu zarabiać i nie ma w tym nic dziwnego. Jak zatem wpłynąć na zwiększenie odwiedzin naszego bloga, który stanowi tylko kroplę w morzu stron internetowych? Pozycjonowanie oraz optymalizacja to recepta na sukces. Jednak jak się za nie zabrać, aby efektywnie zwiększyć popularność bloga? Przede wszystkim należy dostosować się do kilku rad specjalistów, którzy swoją wiedzą dzielą się na swoich blogach, serwisach branżowych czy nawet firmowych stron ( np. http://www.eactive.pl/pozycjonowanie/ - praktyczny przepis na co zwrócić uwagę krok po kroku).

Zacznijmy od słów kluczowych, które pełnią istotną rolę w wyszukiwaniu pożądanych treści. Nie musi to być tylko jedno słowo, ale kilka precyzyjnych, np. „spódnice” można zamienić na „spódnice mini” lub „spódnice plisowane”. Ważne jest aby nawiązywały do danego tematu. Już sam tytuł wpisu powinien zawierać słowo kluczowe. Także nagłówki nie powinny być ich pozbawione. Słowa kluczowe to jednak tylko jeden z wielu sposobów na skuteczne pozycjonowanie. Instalacja wtyczek SEO będzie kolejnym z nich. Wybór jest ogromny, tak że każdy bloger powinien znaleźć rozwiązanie na miarę swoich potrzeb. Odpowiednio skonfigurowana wtyczka będzie wsparciem właściwej optymalizacji dla każdego wpisu w blogu. Innymi narzędziami bez których trudno sobie wyobrazić skuteczną kampanię promocyjną bloga są Google Webmaster Tools oraz Google Analytics. Instalacja obu komponentów jest niezwykle prosta. Na analizie ruchu na blogu powinno zależeć każdemu blogerowi, który pragnie generować wartościowe odwiedziny. Istnieją jednak popularne działania, które wbrew pozorom przynoszą więcej szkody niż pożytku. Warto je ograniczyć, a najlepiej całkowicie ich unikać. Należy do nich double content czyli dublowanie takiej samej treści w wielu miejscach. Nie warto również inwestować w zakup linków prowadzących do bloga naszego autorstwa. Teoretycznie mogą one podnieść pozycje w wynikach wyszukiwania, jednak najczęściej działają zupełnie na odwrót, a to dlatego, że np. pochodzą z witryn o niskiej jakości. M.in. regularne tworzenie dobrych treści pozwoli uniknąć spadku w rankingach popularności.

poniedziałek, kwietnia 28, 2014

"ARTYSTA W PRZEDSZKOLU I SZKOLE", U. i T. Michalski, Wyd. Jedność 2014


Na pytanie, "jakie znasz techniki plastyczne?", większość wymieni rysowanie i malowanie. To najpopularniejsze pomysły na artystyczną zabawę. Tylko ile można rysować i malować?! W końcu to się staje nudne! Co zatem robić w przedszkolu i szkole lub w czasie deszczowego popołudnia, by poczuć się jak prawdziwy artysta? Oryginalne i o różnych stopniu trudności techniki plastyczne opisano w książce "Artysta w przedszkolu i szkole".

Autorzy proponują monotypię, stemplowanie, linoryty, akwaforty, wycinanki, papierowe witraże, pulpy, mozaiki, samodzielne wykonanie czerpanego papieru, modelowanie z plasteliny, gliny, kaszerowanie, papierowe rzeźby z wykorzystaniem papieru klajstrowego, piłowanie drewna piłą, raszplowanie, piłowanie pilnikiem, dłutowanie, modne ostatnimi czasy filcowanie na mokro i sucho, wyoblanie i grawerowanie folii metalowej, gipsowe bandażowanie, gipsowe odlewy i inne! Szczerze się przyznam, że niektórych nazw dotychczas nie słyszałam, a i samych technik nie miałam okazji poznać! A są one i ciekawe i bardzo kreatywne. W książce jest ich tyle, że jeśli rzeczywiście je wykorzystamy, nie sposób, by się nudzić! Każda propozycja jest dokładnie opisana, przedstawiona na fotografii, a trudniejsze techniki zawierają ponadto wskazówki. Musicie jednak wiedzieć, że zabawy te są na tyle twórcze, że wymagają udziału i dzieci i dorosłych. Powiedzmy, że ani dzieci nie poradzą sobie bez opiekunów, ani opiekunowie bez dzieci :) Jedni muszą czerpać od drugich! Jak dla mnie to tylko zaleta.

Dzięki "Artyście w przedszkolu i szkole" spędzimy kreatywnie czas wspólnie z pociechą, a także nauczymy się współpracy, wymiany doświadczeń, cierpliwości, jak i rozwiniemy umiejętności manualne. Zarówno my- dorośli, jak i nasze pociechy. Jesteście na to gotowi?

piątek, kwietnia 25, 2014

MAMA IDZIE NA KAWĘ


Właśnie startuje największa tegoroczna inicjatywa społeczna skierowana do wszystkich mam –„Mama idzie na kawę”. Akcja powstała, aby zachęcić mamy do wyjścia z domu, złapania oddechu, odkrycia przyjaznych miejsc i młodych polskich firm, i być może do podjęcia odważnych decyzji w życiu zawodowym. „Mama idzie na kawę” już połączyła ponad 100 młodych polskich firm i kawiarni, przyjaznych mamom i otwartych na pozytywne, świeże pomysły. Codziennie dołączają nowe.

Macierzyństwo to piękne i wzruszające chwile, ale równie często trudne i zaskakujące doświadczenie. Wiele młodych mam miewa podobne rozterki, jak połączyć bycie dobrą mamą z realizowaniem ambicji zawodowych oraz jak i gdzie spędzać czas z małym towarzyszem u boku.

„Sama mam 3 letniego synka. Wiem, że będąc mamą trudno jest być nadal częścią dorosłego świata i dotrzymać mu tempa. Ale to nie jest niemożliwe i według mnie jest bardzo potrzebne. Pomysł akcji „Mama idzie na kawę” powstał po to, aby pokazać, że jako mama nadal możesz iść za głosem serca, zaś rodzicielstwo to nie ograniczenie, lecz rodzaj wolności, która może inspirować do działania” – tłumaczy Agnieszka Czajkowska-Starzyk, pomysłodawczyni projektu i właścicielka firmy Colorstories.

„Mama idzie na kawę” to akcja społeczna skierowana do wszystkich mam (i tatusiów). Zasady są proste: od 15 maja do 15 czerwca, w wybranych kawiarniach i restauracjach w całej Polsce, od poniedziałku do piątku w godz. 9:00 - 18:00, każdy rodzic, który pojawi się z dzieckiem do lat 10, oraz kobiety oczekujące potomstwa (z bobasami jeszcze w brzuchu), będą mogli napić się dowolnej kawy z 50% rabatem. Dodatkowo, otrzymają katalog pełen informacji o młodych polskich firmach dla dzieci. Katalog oraz pełna lista firm i kawiarni jest dostępna na stronie www.mamaidzienakawe.pl.

Akcja "Mama idzie na kawę" połączyła już 50 pozytywnych miejsc przyjaznych mamom w Warszawie. Zainteresowanie akcją rośnie tak dynamicznie, że już zgłaszają się miejsca z całej Polski. Akcję współtworzy również ponad 50 fantastycznych firm wyznaczających nowe trendy w modzie, designie i usługach dla dzieci, w większości założonych również przez mamy. Ogromne zainteresowanie akcją potwierdza potrzebę młodych mam, aby realizować swoje pragnienia, także zawodowe, nie rezygnując z niepowtarzalnych chwil, jakie daje macierzyństwo. „Mama idzie na kawę” i wszystkie współtworzące ją miejsca i firmy to dowód na to, że macierzyństwo nie zamyka drogi do rozwoju, ale pozwala spojrzeć szerzej i dokonać nowych, odważnych wyborów.

Pomysłodawcą i inicjatorem akcji „Mama idzie na kawę” jest Agnieszka Czajkowska-Starzyk, właścicielka firmy Colorstories, a współorganizatorem akcji jest warszawska kawiarnia Kubek w Kubek.

Popieram akcję i z chęcią się do niej przyłączam! Trzymam kciuki za wszystkie młode mamy, w tym za samą siebie, by choć raz w tygodniu udało się wyjść gdzieś czy to na kawkę z koleżanką czy na zakupy, rolki, zumbe, ... nie ważne gdzie, ważne by wyjść na moment i odetchnąć.
Przyłączajcie się i Wy!!!

czwartek, kwietnia 24, 2014

GRA PLANSZOWA "PIZZA XXL", Wyd. Egmont 2014

Moja Rodzinka nie tylko lubi jeść pizze, ale i grać w Pizze! Jak to? Właśnie ukazała się nowa gra planszowa "Pizza XXL". Oczywiście musieliśmy od razu ją mieć ;) Nie żałujemy, bo dostarcza nam dużo zabawy, śmiechu i jest kolejną propozycją spędzania czasu wolnego z dziećmi.

Gra przeznaczona jest dla 2-5 graczy w wieku od 6. roku życia, jednak upraszczając bardzo zasady zabawy, nada się już dla 3-latka (wersję dla maluchów opisuję poniżej). Runda trwa maksymalnie 15-20 minut, jest więc to szybka gra, w którą można zagrać w poczekalni np. u lekarza, w podróży pociągiem, w domu czekając na obiad oraz w każdej innej chwili, gdy mamy mało czasu. Zabawa jest idealna dla dzieci, które mają mało cierpliwości, szybko się nudzą, mają problemy ze skupieniem uwagi przez dłuższy czas. Spodoba się więc i dzieciom z ADHD.

"Pizza XXL"  to dwa warianty gry zaproponowane przez wydawcę- jest to wariant imprezowy oraz pamięciowy. Jak już wspomniałam powyżej, dostosowałam zabawę także dla mojego 3-latka. Mamy zatem kilka możliwości- takie rozrywki właśnie uwielbiam!

Imprezowy wariant gry polega na przygotowaniu 3 pizz.
Potasowane kartoniki z pizzami układamy w stos i odkładamy na bok. Jedna osoba wybiera 3 pizze i odkryte układa na środku stołu. Zakryte kartoniki ze składnikami układamy obok. Pierwszy gracz odkrywa jeden dowolny składnik. Następnie, po kolei każdy z graczy robi to samo. Pizza będzie gotowa, gdy na stole zostaną odkryte 3 składniki plus ser. Wygrywa ten, kto pierwszy zauważy gotowy placek :)

Po zdobyciu pierwszej pizzy, rozpoczyna się kolejna runda, a później następna i następna- aż do momentu, gdy jeden z graczy zdobędzie 3 pizze.
Liczy się refleks i spostrzegawczość!



Celem pamięciowego wariantu gry jest znalezienie składników do swojej pizzy.
Ze stosu pizz, każdy gracz wybiera jedną, którą odkrywa i układa przed sobą. Zakryte kartoniki ze składnikami układamy na stole. Pierwszy gracz odkrywa dowolny składnik. Jeśli pasuje do jego pizzy, odkrywa kolejny, jeśli także pasuje to kolejny- do momentu aż zdobędzie wszystkie potrzebne składniki do swojej pizzy ALBO odkryje niepotrzebny składnik lub muchę. Wówczas zakrywamy wszystkie odkryte składniki, a do gry przystępuje następny gracz. Gra kończy się, gdy pierwszy z graczy przygotuje 3 swoje pizze.

W uproszczonym wariancie gry dostosowanym dla 3-latka celem jest także znalezienie składników do swojej pizzy. Ze stosu pizz, maluch otrzymuje jedną, którą kładzie przed sobą. Kartoniki ze składnikami zostają ułożone obok, tak by dziecko je widziało (są więc odkryte). Następnie musi znaleźć prawidłowe składniki swojej pizzy i ułożyć je dookoła niej. Malec "wygrywa", gdy udało mu się zrobić to bezbłędnie. Wówczas, jako punkt otrzymuje kartonik ze swoją pizzą, a składniki odkłada na miejsce. Dalej, otrzymuje kolejną pizze i znowu dopasowuje do niej składniki. Gdy mu się to nie uda, dajemy mu szansę, podpowiadamy. Chodzi przecież o dobrą zabawę, satysfakcję dziecka, wspólnie spędzony czas. Nie martwcie się, że dajecie brzdącowi wygrać, że nigdy nie nauczy się przegrywać. Spokojnie! Tylko na początku maluszek będzie potrzebować pomocy, później będzie bardziej spostrzegawczy. A naukę przegrywania dostanie przy innej okazji...

Polecamy grę "Pizza XXL", tym bardziej, że jest to rozrywka z serii Wydawnictwa Egmont Dobra gra, w dobrej cenie (ok. 19zł). 



wtorek, kwietnia 22, 2014

TEST BALSAMU MAGIA ZŁOTA NA SKÓRZE (GOLDEN CHARM) LIRENE

Moim zdaniem: kilka miesięcy temu, pisałam o Balsamie kuszące rubiny na skórze (Rubin Charm) Lirene. Tym razem przetestowałam inny produkt z tej serii Lirene- Balsam magia złota na skórze.  
O ile Rubin Charm nadaje się raczej na wieczorne wyjścia, Golden Charm jest idealny w ciągu dnia.
Rozświetla skórę delikatnymi drobinkami złota, nadając ciekawy efekt. Jest to na tyle subtelne rozświetlenie, że spokojnie-moim zdaniem- można stosować ten kosmetyk nawet przed pracą w biurze, banku, czy innym "oficjalnym" miejscu. Ponieważ efekt to rozświetlenie, a nie połysk!
Balsam świetnie wygląda rozprowadzony na szyi, dekolcie, ramionach. Skóra promienieje, wygląda na młodszą, zdrowszą i zrelaksowaną.
Poza tym produkt nawilża i zmiękcza. Balsam też ładnie i delikatnie pachnie, lecz zapach ten bardzo szybko się ulatnia, co mnie cieszy, gdyż nie gryzie się z zapachem mojej ulubionej wody toaletowej.
Golden Charm Lirene zachwyca mnie codziennie już od kilku tygodni, a tym bardziej teraz, kiedy słońce podkreśla efekt subtelnego rozświetlenia. Polecam i Wam Drogie Kobietki!

Zdaniem producenta: Balsam Golden Charm jest przeznaczony do każdego typu cery.
Chcesz, aby Twoją skórę otulił magiczny złoty pył?
Balsam Golden Charm sprawi, że poczujesz prawdziwą magię złotych drobinek, a Twoja skóra rozbłyśnie szlachetnym blaskiem złota oraz stanie się miękka w dotyku i jedwabista. Zmysłowy zapach balsamu podkreśli Twoją kobiecość i naturalne piękno.

środa, kwietnia 16, 2014

"CUKIER, SÓL, TŁUSZCZ. JAK UZALEŻNIAJĄ NAS KONCERNY SPOŻYWCZE", M. Moss, Wyd. Galaktyka 2014


O tym, że cukier, sól i tłuszcz są niezdrowe, wie już każdy człowiek na świecie. Często czytamy w kolorowej prasie, że składniki te powodują wiele schorzeń, między innymi otyłość, cukrzycę, choroby układ krążenia. Tak, tak, to już słyszeliśmy wiele razy. Wszystko wiemy .... i co z tego?
Nie każdy już zdaje sobie sprawę, że nawet nie korzystając z solniczki, stojąca stale w wielu domach na jadalnianym stole, i tak przekraczamy dozwoloną całodzienną jej dawkę! Nie jedząc codziennie na obiad mięsa i tak zjadamy więcej tłuszczu, niż jest w stanie spalić nasz organizm! Unikając słodyczy i tak przesładzamy sobie życie! Jak to możliwe? Te trzy proste składniki- cukier, sól, tłuszcz- obecne są w KAŻDYM produkcie spożywczym wyprodukowanym przemysłowo! Producenci rozdrabniają je, miażdżą, zmieniają strukturę jak się da, byle tylko upchnąć ich jak najwięcej, także pod zmienioną lub bardziej skomplikowaną nazwą.

Lecz dlaczego tak bardzo zależy producentom na faszerowaniu nas cukrem, solą i tłuszczem?
Sól potęguje uczucie łaknienia już od pierwszego kęsa. Tłuszcz uwydatnia smak potraw, a także zwiększa łaknienie. Natomiast cukier uzależnia, wpływając na ośrodek przyjemności znajdujący się w mózgu, działając podobnie jak kokaina. Wykorzystując właściwości tych 3 składników, wypuszczając na rynek produkt spożywczy, producenci opracowują matematyczny współczynnik ilości cukru, tłuszczu i soli w danym produkcie, by konsument chciał po niego sięgnąć jeszcze raz, i raz, i raz, a się uzależni!

Poza tym:
- tłuszcz jest tanim, głównym składnikiem wysoko przetworzonej żywności;
- smak słony całkiem nieświadomie kojarzy się ludziom z zaspokajaniem uczucia głodu;
- sól nie tylko pobudza kubki smakowe, ale i konserwuje żywność i "eliminuje efekty uboczne procesów produkcyjnych".
Zachęcam do zapoznania się z krótkimi filmikami poniżej:



Nie łudźmy się, że takie praktyki stosuje się tylko w USA. Są one powszechne także i u nas w Polsce!

Sprytną taktyką producentów artykułów spożywczych jest promowanie jednego zdrowego składnika produktu, opierając na nim kampanię reklamową (np. wzbogacone witaminami płatki śniadaniowe). Wszystko po to, by uśpić czujność konsumentów, by zapewnić ich, że nie ma powodu do sprawdzania listy składników, które w rzeczywistości zawierają mnóstwo soli, cukru i tłuszczu.

Nad całym procesem tworzenia produktu, który wywoła "jedzeniowy błogostan" pracuje masa ludzi- chemicy laboratoryjni, specjaliści od żywienia, biolodzy behawioralni, technolodzy żywności, marketingowcy, ale też i projektanci opakowań i sami prezesi koncernów.

Micheal Moss w swej książce bardzo wnikliwie porusza temat uzależniania nas przez koncerny spożywcze. To fascynująca, ale i także przerażająca lektura. Poznanie się na sztuczkach producentów żywności sprawi, że zmienicie podejście do przetworzonych produktów.

Na zakończenie przytoczę wypowiedź prof. psychologii i zdrowia publicznego z Uniwesytetu Yale, Kelly Brownell (za M. Moss, w: "Cukier, sól, tłuszcz"): Jako kultura wyrażamy głęboki sprzeciw wobec propagowania wyrobów tytoniowych wśród dzieci, ale bezczynnie godzimy się z analogicznymi działaniami ze strony koncernów spożywczych. Tymczasem negatywny wpływ niewłaściwej diety na zdrowie jest porównywalny do wpływu palenia tytoniu.
Bardzo uświadamiająca, obszernie poruszająca temat lektura!

poniedziałek, kwietnia 14, 2014

WOJNA O PRZEDSZKOLA, CZYLI REKRUTACJA 2014

Kilka tygodni temu zakończył się pierwszy etap rekrutacji do przedszkoli. Nasz prawie 3-letni Rysio z uśmiechem i dumą odwiedzał pobliskie placówki, poznawał wychowawczynie, bawił się z rówieśnikami, mógł wejść do przedszkolnych sal i poczuć się, jak prawdziwy przedszkolak. Wszystko to w ramach tak zwanych "Dni otwartych". Organizacja tego typu prezentacji przedszkola bardzo niemile mnie zaskoczyła. Spodziewałam się raczej tego, do czego przyzwyczaiłam się w swoim miejscu pracy- w szkole podstawowej. To znaczy uśmiechniętej dyrekcji, pomocnego grona pedagogicznego, przedstawicieli Rady Rodziców, z którymi można szczerze porozmawiać, przedstawicieli uczniów, zajęć pokazowych, upominków dla przyszłych wychowanków, kolorowych wystaw z pracami dzieci, a także miłej ogólnej atmosfery miejsca. Tak robi się to u nas w szkole i wcale nie jesteśmy ideałami czy wyjątkami, dzieje się tak we wielu instytucjach tego typu. Dodam- publicznych instytucjach! Tymczasem odwiedzając przedszkola i występując po raz pierwszy w takim miejscu w roli Rodzica, usłyszeliśmy od jednej pani dyrektor, że nie będzie z nami "rozmawiać w takich warunkach, proszę wyprowadzić dzieci do drugiej sali"... Pani, która jest dyrektorem przedszkola powinna być przyzwyczajona do głośnego sposobu bycia trzylatków i zdawać sobie sprawę, że taka sytuacja prawdopodobnie w większości przypadków wywoła stres u malucha i może zrazić do tego miejsca! A poza tym zraża rodziców takich zachowaniem. Zero serdeczności, uśmiechu, podejścia do dzieci. Brrr, nie chciałabym mieć już kontaktu z tą kobietą... Całe szczęście, reszta grona pedagogicznego oraz pracowników wykazała więcej zaangażowania.

sobota, kwietnia 12, 2014

"SKRZAT GOTUJE BEZ LAKTOZY", B. Barszcz, M. Barszcz, Wyd. Skrzat 2014

To nie jest kolejna dietetyczna moda. To konieczność wielu ludzi na całym świecie. Dieta bez laktozy, czyli cukru występującego w mleku. Co ciekawe, skłonność do nietolerancji laktozy zależna jest od szerokości geograficznej. "W Polsce szacuje się, że problem ten dotyka 1,5% dzieci i niemowląt oraz 25% dorosłych. Niektóre populacje, np. Azjaci zamieszkujący Daleki Wschód, obciążone są tą przypadłością prawie w 100%"! Ogólnie na całym świecie dotyczy to aż 70% ludności (Źródło danych: "Skrzat gotuje bez laktozy").

Nietolerancja laktozy wywołuje takie dolegliwości jak biegunki, bóle brzucha, wzdęcia, odbijanie, wymioty, wysypkę lub przewlekłe zmiany skórne, a nawet w skrajnych przypadkach- wstrząs anafilaktyczny.

Niemowlętom uczulonym na białka mleka krowiego podaje się hydrolizaty białkowe, to znaczy mleko modyfikowane z białkiem rozbitym na drobne cząsteczki. Dzięki temu ryzyko wystąpienia alergii jest znikome. Im młodsze dziecko, tym łatwiej "godzi się" na dietę pozbawioną laktozy. Niemowlę przy pierwszych próbach podawania hydrolizatów często się krzywi, lecz z głodu często się poddaje. Maluch 2-3-letni, jak i starsze dziecko zaczyna się jednak buntować. Z jakiej racji ma nie dostać budyniu lub białego sera? Przecież inni je jedzą, więc ono też chce! Kilkulatek nie rozumie czym jest alergia. Ale na pewno musi to być coś złego, skoro nie wolno jeść wszystkiego, co się chce i skoro mama stresuje się każdym daniem, a nawet produktem spożywczym...

Nadchodzą jednak posiłki ratownicze! Yyy to znaczy oddziały ratunkowe w postaci małych skrzacików pod dowództwem Skrzata. Skrzat gotuje bez laktozy i nauczy tej umiejętności każdą mamę, a nawet każdego tatę! Trzeba go tylko zaprosić do swojej kuchni, zrobić trochę miejsca dla reszty skrzaciej armii, poszukać pomocnika, w którego najlepiej wcieli się dziecko oraz przygotować odpowiednie produkty.

Skrzat doskonale zna gusta kulinarne najmłodszych, dlatego też proponuje mnóstwo przepisów na słodkości. Na przykład ciasteczka, muffinki, ciasta, omlety, racuszki. Myślicie, że na diecie bez laktozy, nie można zajadać się budyniem? No to jesteście w błędzie. Koniecznie ze swoimi maluchami spróbujcie masy budyniowej pana Karpia ;)


Rodzice jednak woleliby, by ich dzieci jadły "konkrety", a  nie tylko słodycze. Proszę bardzo i na to Skrzat także coś poradzi. Może życzą sobie Państwo leczo strusia Fabiana albo pasztet z cukinii żółwicy Stefanii? A może placki ziemniaczane kwoki Ireny? Mmmm, pasta z tuńczyka i sera tofu biedronki Marysi smakuje wybornie, koniecznie musicie skosztować.

Jeśli Skrzat zagości u Was na dobre, jestem pewna, że zaprosi Was do swojego Klubu Kucharzy Wyjątkowych. Ach, co to za zaszczyt!!!

Myślę, że ze Skrzatem w kuchni i Wam i dzieciom będzie lżej...

czwartek, kwietnia 10, 2014

"NOWOCZESNE ZASADY ODŻYWIANIA W PRAKTYCE. 120 PRZEPISÓW NA DANIA ROŚLINNE", L. Campbell, Wyd. Galaktyka 2014

Od kiedy zostaliśmy rodzicami, bardzo rzadko wychodzimy z Mężem na miasto na obiad. W ciągu 3 lat, stało się to "aż" 3 razy... Ostatni raz, w zeszły weekend. Ulegliśmy modzie na burgery i poszliśmy na "prawdziwą", mieloną wołowinę. Nie jem mięsa często, nie przepadam za nim jakoś, ale mimo to skusiłam się na nowe smakowe doznania. I co? Przechodzę na wegetarianizm! To, co nam podano było-moim zdaniem- obrzydliwe, tfu, fe, ble, pluję na samo wspomnienie. Nigdy więcej nie zjem takiego mięsa! I poważnie, przechodzę na pół-wegetariazm. Dania mięsne jem z moją rodziną raz, dwa razy w tygodniu, a reszta posiłków jest roślinna. I pyszna! W przygotowywaniu różnorodnego wegepożywienia pomaga mi książka "Nowoczesne zasady odżywiania w praktyce".

Można to wydanie traktować jako uzupełnienie poprzednich tytułów "Nowoczesne zasady odżywiania" i "Ukryta prawda" Colin'a T. Campbell'a, lub jako odrębną książkę, poradnik z przepisami na dania roślinne. Zostały one opracowane przez córkę słynnego doktora, promującego dietę niskoprzetworzoną opartą na produktach roślinnych (NOPR) (recenzja "Ukrytej prawdy"). Leanne Campbell przedstawia czytelnikom własną drogę do diety roślinnej, rozwiewa wątpliwości, czy można karmić tak dzieci, a także podaje wiele wskazówek dotyczących przygotowywania dań bezmięsnych oraz na temat odżywiania się tego typu.

Po krótkim, lecz praktycznym wstępie, autorka podaje aż 120 przepisów, które podzieliła na kategorie:
chleby i babeczki
śniadania
przystawki i sałatki
zupy i gulasze
kanapki
dania główne
przekąski
desery

Każdy przepis zawiera informacje o czasie przygotowania i gotowania, jak i ilości porcji z podanych składników. Co bardzo miło mnie zaskoczyło, większość dań przyrządza się szybko i nie są one za bardzo skomplikowane. To duża zaleta, gdyż w czasach, kiedy wszystko jest fast, przydaje się czasem i wegefast :)

Proponowane dania są naprawdę pyszne, sycące i mogą stanowić konkurencję dla dań typowo mięsnych. Osobiście zamiast pieczeni z wieprzowiny wybieram teraz aromatyczną pieczeń z marchewki, zamiast fasoli po bretońsku- fasolę po dominikańsku, zamiast schabowego- gulasz szpinakowy z soczewicą, jak i mnóstwo innych jarskich smakowitości. Uwielbiam warzywa, owoce, ziarna i orzechy, a potrawy z nich są zdrowe, smaczne i różnorodne smakowo.

Niech żyją dania roślinne! Niech żyją "Nowoczesne zasady odżywiania w praktyce"!
Polecam nie tylko wegetarianom, ale też i smakoszom, szukającym bogactwa smaku oraz tym, którzy zwracają uwagę na to, co jedzą- by było naturalne i pełne witamin.

wtorek, kwietnia 08, 2014

TEST TONIKU 3W1 REDUKCJA PRZEBARWIEŃ LIRENE ORAZ ŻELU OCZYSZCZANIE 3W1 ŻEL MYJĄCY+PEELING+MASKA REDUKCJA PRZEBARWIEŃ LIRENE

TONIK 3W1 REDUKCJA PRZEBARWIEŃ LIRENE

Moim zdaniem: zawsze na początku wiosny, babcia mówiła mi, że dostałam "marcowych piegów" od pierwszych mocniejszych promieni słonecznych. Piegi te rzeczywiście pojawiają się na mojej skórze wokół oczu. Poza tymi sezonowymi cętkami, nie mam piegów. Uważam, że delikatnie "piegowate" kobiety są piękne, dlatego co roku czekam na te swoje subtelne przebarwienia. I nigdy bym nie pomyślała, by się ich pozbyć! Tymczasem dostałam do przetestowania dwa produkty do redukcji przebarwień, które mimo wszystko chętnie przetestowałam :)
Tonik oczyszcza skórę z makijażu i nadmiaru sebum. Niestety po jego zastosowaniu, wystąpiła u mnie reakcja alergiczna :( Nie jestem w stanie więc ocenić jego innych właściwości.
Mam bardzo wrażliwą cerę i fakt, że tonik mnie uczula, nie znaczy, że akurat u Was się nie sprawdzi. Dajcie znać, co o nim sądzicie!

Zdaniem producenta: Multifunkcyjny tonik 3w1 odpowiada na najważniejsze potrzeby skóry:
• skutecznie oczyszcza skórę twarzy
łagodnie usuwając makijaż i wszelkie zanieczyszczenia,
• naturalnie rozjaśnia skórę, nadając jej blask
dzięki właściwościom kwasu migdałowego, który redukuje nadmierną produkcję melaniny, dając efekt wybielenia przebarwień,
• tonizuje i wyrównuje koloryt
jednocześnie zmniejszając widoczność porów,
• nawilża i odświeża skórę
przywracając jej komfort, dzięki obecności glicerolu i łagodzącego d-pantenolu.
Udowodnione rezultaty:*
93% skutecznego oczyszczenia twarzy,
70% rozjaśnienia,
100% odświeżenia skóry.

Przebadano dermatologicznie.

 ŻEL OCZYSZCZANIE 3W1 ŻEL MYJĄCY+PEELING+MASKA REDUKCJA PRZEBARWIEŃ LIRENE


Moim zdaniem: w odróżnieniu od toniku, żel oczyszczający jest rewelacyjny! Jest delikatny i nie uczula, moja skóra po nim jest gładka, miękka, oczyszczona, nawilżona i pełna blasku. Kosmetyk ten ma też fajną, gęstą konsystencję, peelingujące drobinki, i świetny zapach. Sprawdza się podczas codziennej pielęgnacji, jak i zabiegów od czasu do czasu.
Żel 3w1 zostaje w mojej kosmetyczce! Polecam szczególnie zszarzałej, zmęczonej skórze.

Zdaniem producenta: Multifunkcyjna formuła oczyszczająca 3w1 odpowiada na najważniejsze potrzeby skóry:
• skutecznie i głęboko oczyszcza skórę łagodnie usuwając martwy naskórek i odblokowując pory, dzięki delikatnym drobinkom peelingującym,
• naturalnie rozjaśnia skórę, przywracając jej blask dzięki wit. C, która redukuje nadmierną produkcję melaniny i hamuje negatywny wpływ promieniowania UV na komórki,
• poprawia elastyczność, jędrność i gładkość skóry poprzez działanie kwasu hialuronowego i witaminy E,
• długotrwale nawilża i odżywia skórę dzięki zawartości olejku bawełnianego i mikroelementów soli morskich, które ograniczają utratę wody z naskórka.

W efekcie skóra twarzy jest oczyszczona, rozjaśniona i gładka.
Udowodnione rezultaty:*
78% skutecznego i głębokiego oczyszczenia 70% rozjaśnienia, 100% wygładzenia

Przebadano dermatologicznie.

piątek, kwietnia 04, 2014

"TO DZIEWCZYNKA/ TO CHŁOPIEC. PIERWSZE TRZY LATA ŻYCIA", Wyd. Olesiejuk 2013

Oto kolejne propozycje albumów, przeznaczonych do utrwalania niezwykłych wspomnień z pierwszych trzech lat życia dziecka. Tym razem, są to książeczki przeznaczone osobno dla dziewczynki, osobno dla chłopca. Ze wszystkich znanych mi publikacji tego typu, to właśnie ten tytuł wybrałam dla swojej Córeczki. Dlaczego?

W albumie jest miejsce na mnóstwo ważnych informacji, ale też i tych zabawnych, wyjątkowych, niecodziennych. Pierwsze słowa mamy i taty na temat maleństwa, życzenia od najbliższych, kartki z gratulacjami, cechy charakterystyczne, znak zodiaku, odbicie stópki i rączki, kamienie milowe rozwoju, to tematy, które znajdziemy w każdej książeczce tego typu. Lecz w "To dziewczynka"/"To chłopiec" można i warto zanotować np.: informacje o rodzicach (kiedy się urodzili, co uwielbiali w dzieciństwie), kolejność wyrzynania się ząbków, reakcje po przebudzeniu się (nasza Zuzka zawsze płacze. Ba, wręcz wyje...), kąpielowe zabawy, przepisy na ulubione potrawy berbecia, rytuały przy zasypianiu, rozkłady dnia na różnych etapach rozwoju, ulubione miejsca do spacerowania, ... i jeszcze kilkadziesiąt innych szczególnych i cennych faktów do zapisania z życia malucha.

Nadzwyczajną treść uzupełnić muszą rodzinne fotografie, a od strony ilustratora są to kolorowe, proste i wesołe ilustracje. Całość została wydana oczywiście w twardej oprawie, by książka przetrwała lata, a raczej dekady ;)

Polecam na prezent z okazji narodzin, chrztu lub jako zakup dla swojego maleństwa.

środa, kwietnia 02, 2014

"BIBLIOTECZKA MALUCHA", Wyd. Olesiejuk 2012

"Biblioteczka malucha" to osiem książeczek na temat dziecka. To coś na wzór Pierwszego albumu dziecka, lecz w wersji de luxe lub- jak kto woli- na wypasie ;) To cudowna pamiątka dla maluszka i jego rodziców, a także elegancki prezent z okazji narodzin lub chrzcin. To wyjątkowe wydanie, bardzo różniące się od wszystkich innych albumów tego typu.

Pierwsza książeczka, która wchodzi w skład kompletu to "Oto jestem...". A w niej znajduje się miejsce na opis początku istnienia maluszka, od "fasolki" po same narodziny (całe szczęście bez wcześniejszego etapu ;) ...). Mama może wpisać, jak oznajmiła tacie wspaniałą nowinę, tata- co pomyślał, gdy usłyszał po raz pierwszy bicie małego serduszka. Jak wyglądała przyszła mama z wielkim brzuszkiem, kiedy po raz pierwszy poczuła ruchy maleństwa, jak zorientowała się, że zaczął się poród, jak on przebiegał, jakie imię nadano maluchowi, jakiego jest znaku zodiaku... Mała książeczka, a tyle ważnych informacji!

"Dziennik mojej mamy", czyli mnóstwo stron na matczyne zapiski. Mogą być o ciąży, o pierwszych dniach z maluszkiem w domu, o pierwszych latach, przygodach, pierwsze zdania, śmieszne historie..., wszystko to, o czym warto pamiętać, co chciałybyśmy opowiedzieć naszemu dziecku o nim samym.

"Przedstawiam wam moją rodzinę" to album z miejscem na wklejenie zdjęć mamy, taty, rodzeństwa, ukochanej przytulanki, domowego zwierzaka, rodziny ze strony mamy i taty, oraz wszystkich innych bliskich sercu.

"Co powiedzieli... Gratulacje od przyjaciół", czyli jak rodzice ogłosili światu informację o narodzinach dzieciaczka, co napisali bliscy, jakimi prezentami obdarowali nowego członka rodziny, jak wyglądały kartki z gratulacjami...

"Moje pierwsze zdjęcia", czyli album na zdjęcia maleństwa.

"Rosnę z każdym dniem", to najoryginalniejsza książeczka ze wszystkich z kompletu. Zamieszczono w niej miarkę wzrostu oraz miejsca na odcisk stópki i dłoni. Świetna sprawa, móc na przestrzeni miesięcy porównywać wzrost swojego dziecka. Dopiero wtedy widać, jak szybko maluch rośnie!
Znalazło się też miejsce na anegdoty i pierwsze słowa. Cenny notatnik, gdyż nawet najśmieszniejsze wypowiedzi brzdąców czasem trudno zapamiętać. Ja na pewno wpiszę wersję piosenki "Kosi kosi łapci" mojego Rysia. Oto ona:
"kusia kusia (tłum. kosi kosi łapci)
baba brumbra (pojedziem do babci)
baba da mleka (babcia da nam mleczka)
dziadzia da jeść (a dziadek ciasteczka).
:))
Pewnie za kilka lat nie pamiętałabym już skomplikowanego tekstu piosenki mojego Syna...

"Mój pierwszy raz...", czyli wcale nie ten pierwszy raz, który przychodzi nam do głowy (rodzice, a takie mają sprośne myśli!) ;) . Chodzi oczywiście o pierwszy dzień po narodzinach, pierwszy sen, pierwszy dzień w domu, pierwszą kąpiel, pierwszą noc w swoim pokoju, pierwszy uśmiech, spacer, wizytę u lekarza i wszystkie te pierwsze umiejętności, na które tak czekają rodzice! Fajnie jest je pamiętać.

"Ja w kolejnych miesiącach życia", czyli miejsce na zdjęcia i zapiski z dalszego etapu dzieciństwa malucha.

Wszystkie książeczki są urocze. Wydano je w twardej oprawie, a tekst zachowano w pierwszej osobie. Powstaje więc wrażenie, że to maleństwo opowiada historie swoich wczesnych lat.

Osiem tomów książeczek umieszczono w pudełku, które stanowi oryginalną biblioteczkę. Mało tego. Znalazło się nawet miejsce na szufladkę, do której koniecznie trzeba włożyć na pamiątkę pierwszy kosmyk włosów, pierwsze mleczaki, być może pierwsze prace plastyczne i inne skarby.

"Biblioteczka malucha" to cudowny kuferek na zachowanie wspomnień z najpiękniejszych lat naszego berbecia. Z pewnością warto go mieć!