poniedziałek, września 30, 2013

GRUNT TO DOBRA ORGANIZACJA

By jakoś przetrwać dzień i nie zwariować, potrzebuję dobrego planu dnia, a w niektórych kwestiach i rozkładu długoterminowego.

sobota, września 28, 2013

DEBIUT RECENZENCKI MOJEGO MĘŻA, CZYLI TEST LIRENE MEN

Dzięki Lirene Men powstaje nowa rubryka na moim blogu, tym razem z myślą o wszystkich tatusiach! Oto pierwszy post ODKRYWCZEGO TATY :) Mam nadzieję, że nie skończy się na jednym tekście i co jakiś czas coś tu będzie się pojawiać przygotowane specjalnie pod kątem ojcowskiego życia ;) Jeśli sami macie jakieś pomysły, dawajcie!

A teraz Lirene Men i głos mojego Męża...

LEKKI ODŚWIEŻAJĄCY KREM DO TWARZY ENERGY ON
[NAWILŻANIE ULTRA] LIRENE MEN


Według producenta: Lekki odświeżający krem do twarzy Energy ON przeznaczony jest dla każdego typu skóry. Twoja skóra wymaga silnego nawilżenia? Lekki odświeżający krem do twarzy Energy ON dba o odpowiednie nawodnienie skóry, zapewniając podczas aplikacji przyjemne uczucie delikatnego chłodu.
• Nawilża
• Odświeża
• Poprawia miękkość i gładkość skóry
• Daje uczucie chłodu na skórze
Składniki:
• hydrovance- D
• pantenol
• mentol
• gliceryna

Według Odkrywczego Taty: do czego to doszło, żeby faceci używali kremów do twarzy. Jeszcze kilka lat temu uważałem, że to babskie, ale w miarę upływu czasu, po pierwsze- coraz więcej kosmetyków przeznaczonych jest tylko dla mężczyzn; po drugie- zmieniła się moja skóra (starzeje się chyba) i potrzebuje czegoś, sam nie wiem czego, ale całe szczęście, Żona wie! Osobiście dopiero raczkuję poszukując kosmetyków dla siebie.
Lekki odświeżający krem do twarzy Energy On Lirene Men jest na pewno lekki, jak obiecuje nazwa i producent. Dobrze nawilża, więc stosuję go tylko na noc. Zostawia po sobie film, który szybko się wchłania. Jednak, nie wyczuwam, by "dawał uczucie chłodu na skórze". Delikatnie pachnie. Lubię go.



ŻEL DO MYCIA CIAŁA TWARZY I WŁOSÓW RELAX ON LIRENE MEN



Według producenta: Żel do mycia ciała twarzy i włosów Relax ON przeznaczony jest dla każdego typu skóry. Potrzebujesz uniwersalnego kosmetyku do codziennej pielęgnacji? Żel do mycia ciała twarzy i włosów Relax ON skutecznie myje i oczyszcza skórę, a dzięki odpowiedniej konsystencji wyjątkowo dobrze się pieni. Wygodne opakowanie i przyjemna formuła zapewniają komfort użytkowania i chwilę odprężenia podczas codziennej kąpieli.

Według Odkrywczego Taty: do niezbędnych produktów kosmetycznych dla facetów zdecydowanie należą żele pod prysznic. Choć jeszcze niektórzy regularnie o tym zapominają, czyżby nie przywykli?
Żel Lirene jest idealny dla mężczyzn- ma 100% męski, odświeżający zapach. Co najważniejsze myje i dobrze się pieni. Niczego więcej nie potrzeba. A przy okazji fajnie, że jest wydajny.


                         BALSAM PO GOLENIU COOL ON [ ŁAGODZENIE] LIRENE MEN

                                     

Według producenta: Balsam po goleniu Cool ON polecany jest dla cery wrażliwej. Twoja skóra która potrzebuje ukojenia i złagodzenia podrażnień po goleniu? Dzięki doskonałemu połączeniu składników aktywnych balsam po goleniu Cool ON kompleksowo pielęgnuje skórę wrażliwą, a także wyjątkowo szybko się wchłania, pozostawiając na skórze ochronny film. Balsam po goleniu Cool ON:
• Szybko łagodzi podrażnienia
• Doskonale nawilża
• Poprawia elastyczność skóry
Składniki:
• Olej babassu – nawilża i poprawia miękkość skóry
• Alantoina – wykazuje silne działanie kojące
• D-pantenol – koi i łagodzi podrażnienia
• Ekstrakt owocowy (z borówki czarnej, pomarańczy i cytryny)– tonizuje i odświeża skórę po goleniu

Według Odkrywczego Taty: kiedy podpatrywałem Ojca, gdy się golił, zawsze używanie Brutala, wydawało mi się takie męskie. Dziś już wydaje się głupotą, bo czy środek po goleniu musi nieprzyjemnie szczypać? Nie musi. Dziś mamy od tego balsamy after shave, takie jak ten Lirene Men Cool On. Łagodzi skórę po goleniu, nawilża, nie podrażnia, bardzo delikatnie pachnie. Całkowicie spełnia moje oczekiwania.


Podsumowanie testu: powyższe produkty mają dobrą cenę, świetnie się sprawdzają, więc na pewno kupię je ponownie.

środa, września 25, 2013

KLUB MAMA I JA

W ramach współpracy z producentem wody Wosana Mama i ja, przypominam (lub informuję, jeśli ktoś jeszcze nie wie), że 16 września wystartował ostatni, trzeci etap Klubu Moja Mama i ja. To ostatnia okazja, by na stronie  www.klubmamaija.pl zarejestrować się i przystąpić do Klubu. Zarejestrowane użytkowniczki zyskują możliwość uczestniczenia w systemie punktowym. Samo zbieranie punktów odbywa się poprzez zakup wody „Mama i ja”, wypełnianie ankiety dostępnej na stronie Klubu oraz polecanie Klubu znajomym mamom. Na uwieńczenie trzeciego etapu, którego zakończenie nastąpi 15 października, 100 osób z największą ilością punktów otrzyma nagrody w postaci zniżek do sklepu smyk.com. Każdy nowy klubowicz otrzymuje rabat na fotobooka w empikfoto.

Dołącz do Klubu Moja Mama i ja www. klubmamaija.pl, zbieraj punkty i wygrywaj nagrody.



poniedziałek, września 23, 2013

TEST EMOLIENTOWEGO KREMU ODŻYWCZEGO NA NOC PHARMACERIS E

Według producenta: Wskazania: codzienna pielęgnacja skóry przesuszonej, wrażliwej, skłonnej do łuszczenia się i podrażnień, ze skłonnością do atopowego zapalenia skóry.

Działanie: synergiczne działanie aktywnych emolientów, doskonale odżywia i przywraca nawilżenie głębokich warstw naskórka, nadając skórze miękkość i elastyczność. Specjalistyczna receptura kremu, wzbogacona kompleksem lipidowym naśladującym składem i strukturą naturalny płaszcz hydrolipidowy skóry, pomaga uzupełnić braki w naturalnej naskórkowej warstwie ochronnej. Specjalnie wyselekcjonowane składniki łagodzące silnie koją, delikatnie zmiękczają i przywracają komfort nawet najbardziej przesuszonej skórze. Zawarte w kremie proteiny jedwabiu nadają skórze niezwykłą gładkość i ukojenie.


Według mnie: okazuje się, że mam łuszczycę :( Okropieństwo, choć i tak mam łagodną postać. Dlatego też mam takie problemy z cerą i skórą głowy... Raz następuje remisja i myślę już, że w końcu jestem zdrowa, by za kilka miesięcy nastąpił znowu atak choroby :(
Choć emolientowy krem odżywczy na noc Pharmaceris E nie jest lekiem na moją przypadłość, jednak widzę, że przynosi mi ulgę. Cera, która cierpi na łuszczycę ma suche, swędzące, czasem zaczerwienione plamy/ płaty. Gdy użyje się nieodpowiedniego kosmetyku, skóra szczypie, piecze, objawy się nasilają. Po kremie emolientowym nic mam opisanych dolegliwości- nie szczypie, nie piecze, brak zaczerwień, suche miejsca stają się mniej widoczne. Cera jest też nawilżona, miękka, gładka, zrelaksowana, a ja sama- szczęśliwa, bo czuję się lepiej!
Krem emolientowy jest dosyć tłusty i ciężki, ale taki być musi. Nie jest przeznaczony na dzień, więc makijażu na niego nie nałożymy. Cera po nim świeci się, jak po każdym tłustym kremie, ale dzięki tym wszystkim cechom, krem ten spełnia właśnie swoje zadanie- chroni naskórek, koi i nawilża. Łatwo się rozprowadza, bardzo delikatnie pachnie.
Stosuję go już kilka tygodni i jestem zadowolona. Na pewno zostanie ze mną dłużej :)

niedziela, września 22, 2013

ZDROWE NIEMOWLĘ – bezpłatne WARSZTATY DLA MAM W POZNANIU

Czy Wy też macie mnóstwo wątpliwości jeśli chodzi o szczepienia? Szczepić czy jednak nie? Jedni lekarze zalecają, inni odradzają. Doświadczeni znajomi zachęcają, inni wręcz odwrotnie. I bądź tu rodzicu mądry! Co w końcu zrobić?! Sama mam z tym problem. Mam jednak nadzieję, że wkrótce dowiem się więcej na ten temat uczestnicząc w bezpłatnych warsztatach edukacyjnych pod hasłem „Zdrowe Niemowlę”. Realizowane są one w ramach ogólnopolskiej kampanii „Powstrzymaj Rotawirusy”


Spotkanie odbędzie się 10 października w siedzibie Okręgowej Izby Pielęgniarek i Położnych, ul. Grunwaldzka 65 w Poznaniu o godz. 11:00, na które zapraszamy zarówno kobiety w ciąży, jak i młode mamy. Warsztaty te odbywają się także w innych dużych miastach.

Celem warsztatów jest edukowanie i podnoszenie świadomości wśród rodziców na temat
wartości szczepień oraz metod profilaktyki zakażeń rotawirusowych, zwłaszcza w grupie
niemowląt. Patronat merytoryczny nad projektem objęła Naczelna Rada Pielęgniarek i
Położnych. Spotkanie poprowadzi Dorota Kalinowska, znany psycholog rozwojowy. Gościem
spotkania będzie blogująca mama (i tak się składa, że to będę ja :) ), która podzieli się z uczestnikami swoim doświadczeniem i zagadnieniami podejmowanymi na blogu.
Zapraszamy mamy ze swoimi pociechami, którym oferujemy kącik zabaw i opiekę.

Aby potwierdzić swoją obecność należy zarejestrować się za pośrednictwem serwisu
www.powstrzymajrotawirusy.pl. Liczba miejsc jest ograniczona.

piątek, września 20, 2013

MUFFINKI Z MALINOWĄ NIESPODZIANKĄ

Uwielbiam muffiny! To takie praktyczne babeczki- już po porcjowane, w kolorowych papierkach, w sam raz na kilka kęsów, można je wziąć do rączki wychodząc z domu lub ... ukraść z przyjęcia ;) Bardzo mi schlebia, gdy ktoś opuszczając imprezę, którą organizuję, mówi "Wezmę sobie babeczkę na drogę, mogę?". No pewnie, że możecie! Bierzcie i smacznego!

Składniki: 
200g mąki
150g mleka
130g cukru brązowego
łyżeczka sody oczyszczonej
szczypta soli
jajko
0,5 szklanki oleju
torebka cukru waniliowego
3 czubate łyżki wiórków kokosowych
świeże maliny
odrobina mąki ziemniaczanej

Przygotowanie:

Do przesianej mąki dodać cukier, cukier waniliowy, sodę, sól, wiórki kokosowe i wymieszać. W osobnej misce utrzeć jajko z cukrem, a następnie ciągle mieszając dodać stopniowo olej i mleko. Do suchych składników wlać mokre i dokładnie połączyć mikserem.

Foremki wyłożyć papilotkami do muffinek. Nałożyć ciasto do 1/3 wysokości foremek, powkładać na nie maliny (ok.3 sztuk) obtoczone delikatnie w mące ziemniaczanej (by nie opadły i by nie puściły soku), a następnie nałożyć jeszcze trochę ciasta do 2/3 wysokości foremek.

Piec w 180 st. C ok. 20-30 minut, do suchego patyczka.
Studzić na kratce. Na koniec można oprószyć cukrem pudrem.

środa, września 18, 2013

PILAW Z FASOLKĄ MUNG



Fasolka Mung to najdelikatniejsza z fasolek. Nie wymaga długiego moczenia ani długiego gotowania. Jest delikatna w smaku i baaaardzo zdrowa! Jadłam i przygotowywałam ją pierwszy raz. Przypadła mi do gustu, tym bardziej, że karmię piersią i wzdymające produkty nie są wskazane. A po fasolce Mung, nie było żadnego problemu ze wzdęciami, kolkami lub innymi sensacjami u mojego Maluszka ;)

100g Fasoli Mung (ugotowanej) zaspokaja ponad 50% zapotrzebowania organizmu na błonnik. Dodatkowo ziarna tej fasoli obfitują w białko, witaminy B1, B2, B5, B6, B9(kwas foliowy), K, E, C i A oraz wiele pierwiastków takich jak: magnez, mangan, selen, wapń, fosfor, żelazo, miedź, potas i cynk. Fasola Mung i potrawy przygotowane na jej bazie ma zbawienny wpływ na układ nerwowy człowieka dlatego poleca się ją osobom narażonym na duży stres oraz kobietom planującym ciążę i w ciąży (ze względu na wysoki poziom kwasu foliowego).


Składniki: 
100g fasolki Mung (w dobrej cenie i dobrej jakości dostępna w sklepie internetowym skworcu.com.pl)
1 papryka zielona
1 papryka czerwona
200g pieczarek
100g fileta z kurczaka lub indyka
1 cebula
1 duży ząbek czosnku
liść laurowy
ziele angielskie
0,5 łyżeczki kurkumy
szczypta imbiru w proszku
0,5 łyżeczki słodkiej papryki
3 łyżki przecieru pomidorowego
szklanka gorącej wody

oliwa
sól, pieprz

Przygotowanie:Fasolę Mung zalać wodą i moczyć ok. 2-3 godzin. Następnie ugotować w tej samej wodzie do miękkości (zaledwie ok. 20-25 minut), odcedzić z wody. Mięso pokroić w kostkę, cebulę w piórka, obsmażyć razem, przełożyć na talerz. Papryki okroić z gniazd nasiennych, pokroić w 1 cm paski. Pieczarki pokroić w dużą kostkę. Na dużą patelnię lub do garnka o nieprzywierającym dnie wlać odrobinę oliwy, podsmażyć najpierw pieczarki (ok. 5 min.) posypując delikatnie solą i pieprzem. Następnie dodać paprykę, czosnek przeciśnięty przez praskę, słodką paprykę, ziele angielskie, liść laurowy, kurkumę, imbir. Wymieszać, podsmażyć ok. 1 minuty. Dalej dodać przecier pomidorowy rozpuszczony w szklance gorącej wody. Po wymieszaniu dusić pod przykryciem ok. 10 minut. Następnie dodać fasolkę Mung oraz mięso z cebulą. Dusić razem jeszcze ok. 5 minut. Doprawić ewentualnie do smaku. Gotowe!
Pilaw podawać z ugotowanym na sypko ryżem.
Smacznego!

poniedziałek, września 16, 2013

NIE LUKRUJĘ MACIERZYŃSTWA

Często słyszę, że nie wyglądam na matkę 2 maluchów. Słyszę to od rodziny, znajomych, a nawet od położnej. Że jestem uśmiechnięta, wyglądam na wypoczętą, mam posprzątane mieszkanie i jeszcze czas dla siebie. A przecież MATKA powinna być zaniedbana- zero makijażu, niedopasowane i porozciągane ciuchy na sobie. Bałagan w domu. No i koniecznie powinna narzekać, jakie ma ciężkie życie, dzieci są okropne (nie słuchają się/chorują/ robią bałagan/ nie rozwijają tak, jakbyśmy chcieli itp.), a mąż- szkoda mówić (nie pomaga/ wiecznie nieobecny/ nie interesuje się rodziną itp.)! Taka MATKA powinna też mieć ponury wyraz twarzy, by zmęczenie od razu rzucało się w oczy. Bez uśmiechu, pogody ducha, werwy życiowej...

A ja co?
Gdy ktoś pyta,  nigdy nie ukrywam prawdy, że jest mi ciężko. Chwilami mam dosyć. Chciałabym czasem wyjść gdzieś sama i nie myśleć o tym, co muszę lub powinnam jeszcze dzisiaj zrobić. Rysiu przechodzi bunt 2-latka, Zuzia co 3 godziny domaga się piersi, czasem karmienie się przeciąga, a poza tym oboje- i Syn i Córka- potrzebują uwagi i miłości. Jest jeszcze Mąż (też potrzebuje uwagi i miłości) i na końcu ja ze swoimi zaniedbanymi potrzebami...

Tak, jest ciężko, ale nie mówię o tym każdej napotkanej na ulicy osobie. Nie czekam, aż spotkam kogokolwiek, by zwierzyć się jej: "K..., moje dziecko wytrąca mnie z równowagi!". Nie oczekuję od nikogo pomocy, wolę wszystko zrobić sama...

Mam deficyt snu, ciągłe zaległości w obowiązkach domowych, nie wspominając już nawet o zaległościach towarzyskich. Nie lukruję macierzyństwa, lecz nie robię też masakry. Czasem wieczorem padam ze zmęczenia, czasem nie potrafię skleić poprawnie zdania, ale jestem szczęśliwą mamą. Mam cudowne, kochane i zdrowe Brzdące, wspaniałego Męża. Mam to, o czym zawsze marzyłam- nie mogę narzekać... Jestem szczęśliwa, więc się uśmiecham...

piątek, września 13, 2013

TEST KSYLITOLU, JOGURTOWIEC- CIASTO NA KSYLITOLU

Dostałam ostatnio paczkę produktów ze sklepu internetowego skworcu.com.pl, a wśród nich KSYLITOL. Wiecie już co to jest? Postanowiłam przetestować ten biały proszek- upiekłam jogurtowiec, a zamiast cukru dodałam właście ksylitol.

KSYLITOL jest białą, krystaliczną substancją, która wygląda i smakuje jak cukier. To tak zwany alkohol cukrowy, uzyskiwany najczęściej z drzewa brzozy.

W przeciwieństwie do glukozy, fruktozy, sacharozy i laktozy ksylitol nie fermentuje w przewodzie pokarmowym, lecz jest powoli przetwarzany w organizmie z minimalnym udziałem insuliny. Jego indeks glikemiczny (GI8) jest ponad 14-krotnie niższy niż w przypadku cukru.

Ksylitol jest stopniowo przyswajany przez organizm ludzki,osiągając wartość kaloryczną niższą o 40% niż inne węglowodany. Korzystną zwłaszcza dla diabetyków cechą ksylitolu jest znacznie mniejszy wzrost poziomu cukru we krwi (o przeszło 60% serum insuliny mniej w krytycznym czasie 30 min. niż dla glukozy czy cukru). Dzięki temu umożliwia diabetykom skuteczniejszą kontrolę poziomu glukozy we krwi, poziomu lipidów oraz wagi ciała.

Według światowej literatury ksylitol:
- Ma działanie bakteriobójcze, stabilizuje równowagę zasadowo-kwasową, hamuje rozwój grzybicy i drożdżaków,
- Wspomaga mineralizację (przyswajanie wapnia przez kości),
- Przeciwdziała próchnicy, wzmacnia szkliwo, chroni dziąsła,
- Wzmacnia układ immunologiczny,
- Zmniejsza łaknienie na słodycze, a ponadto ma o prawie połowę mniej kalorii niż zwykły cukier,
- Ma właściwości opóźniające proces przedwczesnego starzenia się,
- Redukuje wydzielanie insuliny przez co przeciwdziała otyłości,
- Stymuluje napływanie śliny, co przeciwdziała wysychaniu śluzówki w ustach.
- Jest skutecznym środkiem przeciwko szkodliwym bakteriom jelit, np. Helicobacterpylori, mającej udział w owrzodzeniu żołądka.
- Wspomaga usuwanie wolnych rodników, przyczyniając się do przedłużenia sprawności tkanek i narządów.
- Wskazany dla osób chcących odchudzać się (bez ascetycznego odmawiania sobie słodyczy) ze względu na to, iż poza bezspornymi zaletami (zmniejszenie zapotrzebowania na insulinę i własnościami bakteriobójczymi) dostarcza on organizmowi o 40% mniej kalorii niż cukier, a jest (w 100%) równie słodki. Wartość energetyczna: 240 kcal (1000 kJ) / 100g.

Fińscy naukowcy utrzymują, że dla wzmocnienia kości wskazane jest spożywanie do 40 g KSYLITOLU dziennie. Natomiast JECFA - organ doradczy WHO i FAO - stwierdził, że dla KSYLITOLU nie istnieje granica spożycia (ADI - dopuszczalna dzienna dawka), co znaczy, że jest on bezpieczny niezależnie od spożywanej ilości dziennej. Nadużywanie może mieć skutki przeczyszczające.

Zakres temperatur w jakich można stosować KSYLITOL jest szeroki (pieczenie, gotowanie, mrożenie). Produkt nie fermentuje, nie ulega karmelizacji.


JOGURTOWIEC- CIASTO NA KSYLITOLU




Składniki:

1 mały jogurt naturalny 150g lub 180g
OPAKOWANIE PO JOGURCIE ZOSTAWIAMY, GDYŻ POSŁUŻY NAM JAKO MIARKA DO RESZTY SKŁADNIKÓW!

2 kubeczki (po jogurcie) mąki
3/4 kubeczka ksylitolu lub jeśli macie cukier to 1,5 kubeczka cukru
1 cukier waniliowy, a w wersji zdrowszej 1 łyżeczka naturalnego ekstraktu waniliowego
0,5 kubeczka oliwy
3 jaja
szczypta soli
1 łyżeczka proszku do pieczenia
owoce na wierzch, np. śliwki, gruszki, jabłka, maliny, brzoskwinie, morele itp. (użyłam gruszek)
odrobina mąki ziemniaczanej (do obtoczenia owoców)

Przygotowanie:
Wszystkie składniki oprócz owoców i mąki ziemniaczanej zmiksować na gładką masę. Wlać na natłuszczoną i obsypaną bułką tartą blachę. Pokrojone owoce obtoczyć w mące ziemniaczanej tą stroną, którą będą dotykać ciasta (dzięki mące ziemniaczanej nie będzie zakalca oraz owoce nie opadną na dno ciasta).

Piec w temp. 170 stopni C ok. 30-35 min. (do suchego patyczka). Wyłączyć piekarnik i jeszcze na 10 minut zostawić w nim ciasto.

Ocena ksylitolu: wyszło pyszne, słodziutkie ciasto! Ksylitol przypadł mi do gustu. Skoro jest zdrowszy od białego cukru, to będę go czasem używać. Tylko czasem, bo jest jednak droższy od powszechnego i niezdrowego białego rafinowanego cukru :(

Ksylitol oraz ekstrakt waniliowy do kupienia w atrakcyjnej cenie w sklepie internetowym: skworcu,com.pl


środa, września 11, 2013

KOCHAM- NIE DAJĘ KLAPSÓW, BO KLAPS TO TEŻ BICIE


Bicie dzieci jest proste. Klaps i po sprawie. Jak to określiła pani Falandysz w programie „Pytanie na śniadanie” – klaps kończy problem. Kończy, ale nie rozwiązuje.
Warto jednak uczyć dziecko rozwiązywania problemów, a nie kończenia ich przemocą. I choć według mnie niebicie dzieci jest jeszcze prostsze, dla tych, którzy chcieliby przestać bić, ale nie wiedzą, jak, oraz dla tych, którzy nie popierają kar cielesnych, ale je stosują, przygotowałam „instrukcję niebicia dzieci” w pięciu punktach.
  1. Przypomnij sobie swoje prawdziwe uczucia, emocje i myśli, gdy jako dziecko doświadczałeś kary cielesnej. Czy naprawdę już wtedy uważałeś, że bicie jest dobre, skuteczne i zasłużone? Czy, po otrzymaniu lania lub klapsa, byłeś „grzeczny”, bo dzięki karze zrozumiałeś nieprawidłowość swego postępowania, czy ze strachu przed kolejnym biciem?
  2. Uświadom sobie, że – choć „lanie ci nie zaszkodziło” i mimo bycia bitym (nie dzięki temu!) wyrosłeś na porządnego człowieka – wszystkie kary cielesne, jakich doświadczyłeś w dzieciństwie, były zbędne, a twoi rodzice, bijąc cię, popełniali błąd. Robili to „dla twojego dobra”, bo inaczej nie umieli, ale każdej kary cielesnej można było uniknąć – zawsze jest alternatywa, a dziecka nigdy nie „trzeba” uderzyć.
  3. Pamiętaj o własnym dzieciństwie. Miej przed oczami jego prawdziwy obraz, prawdziwe emocje i myśli dziecka, a nie to, co musiałeś sobie wmówić jako dziecko
    i zracjonalizować jako dorosły, by nie czuć krzywdy i cierpienia doznawanego ze strony własnych rodziców.
  4. Gdy uświadomisz sobie, że wcale nie „musiałeś” być bity, i będziesz potrafił spojrzeć na bicie oczami dziecka (siebie samego sprzed lat!), sam uznasz, że nie chcesz powtarzać błędów własnych rodziców i krzywdzić swojego dziecka. I teraz już po prostu…
  5. Nie bij.
Ponieważ jednak przekazywane z pokolenia na pokolenie wzorce wychowawcze są głęboko zakorzenione w każdym z nas, czasem trudno jest przerwać to błędne koło przemocy wobec dzieci – bicie bywa odruchem.
Jeśli już wiesz, że kary cielesne nie są dobre ani skuteczne, ale zdarza ci się uderzyć swoje dziecko, miej odwagę przyznać się do błędu – i przed samym sobą, i przed własnym dzieckiem. Twój autorytet nie tylko nie dozna uszczerbku, ale wręcz przeciwnie – umocni się
i utrwali. Tylko ludzie silni, odważni i godni szacunku umieją przyznać się do błędu. Przyznając,
że źle zrobiłeś, i przepraszając, nie tylko wzmocnisz swój autorytet, ale też odbudujesz poczucie bezpieczeństwa dziecka i jego zaufanie do ciebie.
Gdy przyznasz się do błędu i nie będziesz usprawiedliwiał własnego zachowania ani „tradycją” bicia dzieci, ani zachowaniem dziecka (pamiętaj, że nigdy nie „trzeba” dać dziecku klapsa! dziecko nigdy nie „zasługuje” na bicie!), ani niczym innym, następnym razem… po prostu nie uderzysz.

Anna Golus

Tekst pochodzi ze strony stopklapsom.pl.

sobota, września 07, 2013

"ODŻYWIANIE DLA ZDROWIA", P. Pitchford, Wyd. Galaktyka 2013


"Większość diet nie stanowi trwałego rozwiązania problemu odchudzania  ani nie przynosi żadnych innych obiecanych korzyści. Bywa, iż syndrom niepowodzenia diety, który może powtarzać się wiele razy, wynika z niezrównoważonego sposobu żywienia, w którym ważną rolę odgrywają pokarmy pozbawione wartości odżywczych. Osoba stosująca dietę może mądrze wyczuć tenże brak równowagi i zaprzestać  stosowania takiego planu. Inny przypadek niepowodzenia: stosowany plan odżywiania może nie wspierać obecnego stanu zdrowia albo nie pasować do rodzaju ciała i konstytucji danej osoby. Ostatnim powodem porażki jest zbyt krótki okres przejściowy lub jego brak. Tymczasem pozwoliłby on odpowiednio do nowej diety przystosować styl życia, emocje i całą mentalność"
(z Wprowadzenia "Odżywiania dla zdrowia").

Zdrowa dieta to tak naprawdę styl odżywiania, który powinniśmy stosować przez całe życie. Jednak, jak sprawić, by to co jemy było zdrowe i jednocześnie nam smakowało? Wielu twierdzi wręcz, że to co pozytywnie wpływa na nasz organizm nie może dobrze smakować. Są też i tacy- i jest ich wielu- którzy nie wierzą we wpływ odżywiania na stan ducha i ciała. Tymczasem to nieprawda! WSZYSTKO, co jemy oddziałuje na nas, na każdy nasz układ, każdy organ, każdą komórkę. Na duszę i ciało. Abyśmy dobrze się czuli niezbędne jest utrzymanie homeostazy, czyli harmonii. To prawda, że odżywianie ma wpływ na duszę! Nie jest to trend popularny w nowoczesnej i rozwijającej się kulturze Zachodu, gdzie nastawieni jesteśmy głównie na konsumpcjonizm, rywalizację i gonitwę za wszystkim. Tymczasem powinniśmy poznać i czerpać to, co najlepsze z kultury Wschodu- spokój, opanowanie, wiara w naturę, sattwiczny styl życia (czyli praktyki moralne i duchowe, wartości prowadzące do równowagi).

"Odżywianie dla zdrowia" to biblia zdrowego odżywiania. To kopalnia najmądrzejszych, sprawdzonych, najnowszych, ale też i ponadczasowych informacji o prawidłowej diecie, zdrowiu i jego zaburzeniach, a także tradycyjne przepisy kulinarne. To połączenie całej tradycyjnej mądrości Wschodu i najnowszej nauki Zachodu. To aż prawie 800 stron treści, których nigdzie indziej nie znajdziesz w jednej tylko książce.

Kiedy zaczęłam czytać "Odżywianie dla zdrowia" pochłonęłam od razu pierwsze 200 stron, lecz nie byłam w stanie czytać dalej. Miałam w głowie tysiąc myśli, byłam zaskoczona tym, czego się dowiedziałam, oburzona, ale i szczęśliwa, że w końcu WIEM, chciałam to przekazać wszystkim, których znam, chciałam czytać dalej, lecz nadmiar nowych informacji zmuszał mnie do "przepracowania" nowych treści. Później przyszedł etap wprowadzania zmian w moim niedoskonałym stylu życia, przygotowywanie posiłków z nieznanych mi dotąd produktów (fasola mung, adzuki, spirulina, grzyby shiitake itd. - o niektórych wkrótce na blogu!), jak i dalsze doczytywanie się kolejnych rewelacji między Wschodem a Zachodem.

Ta książka między innymi traktuje o:
- dietetycznych wzorcach i kierunkach,
- podstawach diagnozy i leczenia,
- Yin i Yang,
- życiowej sile Qi,
- fizjologii pokarmów rozgrzewającyh i ochładzających,
- termicznej naturze ludzi, objawach gorąca i zimna, przyczynach i zaleceniach,
- budowaniu zewnętrznej i wewnętrznej odporności,
- nadmiarach i niedoborach w organizmie,
- powodach i sposobach przechodzenia na nową dietę,
- podstawach wiedzy o żywieniu,
- poszczególnych składnikach pożywienia (woda, białko i wit. B12, oleje i tłuszcze, substancje słodzące, sól, przyprawy, kofeina, dodatki korzenne, witaminy i suplementy, wapń, produkty z pokarmów zielonych)- bardzo szczegółowo i praktycznie opisane!
- radowaniu się z pożywienia,
- przejadaniu się,
- łączeniu pokarmów,
- postach i oczyszczaniu,
- pożywieniu i odżywianiu dzieci,
- dostrojeniu odżywiania się do pór roku,
- leczniczym zastosowaniu pięciu smaków,
- pięciu Elementach (Drzewa, Ognia, Ziemi, Metalu,Wody) i systemach narządowych,
- chorobach i ich leczeniu za pomocą diety,
- gotowaniu wibracyjnym,
- właściwościach żywności roślinnej,
- programie oczyszczania z pasożytów,
- wpływie leczenia kanałowego zębów na zdrowie,
a także podano tu setki prostych i oryginalnych przepisów na dania z produktów roślinnych.

Informacji nowych, ciekawych i praktycznych o żywieniu człowieka jest tu ogrom. To kompendium wiedzy o zdrowym odżywianiu powinno stać się biblią nie tylko dietetyków, ale także nas wszystkich. Bo przecież każdemu powinno zależeć na zdrowiu, a co za tym się kryje- prawidłowym odżywianiu.

Gorąco zachęcam do lektury i bardzo mocno polecam!


wtorek, września 03, 2013

SAŁATKA Z TORTELLlNI



W tej sałatce fajne jest to, że bazą są pierożki tortellini, a składniki za każdym razem mogą być zupełnie inne. Możecie też dodać- zamiast poniższych składników (1 lub więcej) np. szynkę, brokuł, paprykę, kukurydzę. Pamiętajcie tylko o tortellini!
Pomysł na tę pyszną sałatkę przekazała mi sąsiadka Asia :)


Składniki:

opakowanie tortellini
3 pomidory
3 ogórki (mogą być zielone, mogą być kiszone lub małosolne)
sałata (też dowolna)
ser feta

sos:
majonez
jogurt naturalny
sól, pieprz

Wszystko składniki sosu dodajemy w proporcjach według uznania, bo przecież każdy lubi zjeść "po swojemu" :)

Przygotowanie:
Tortellini gotujemy al dente i pozostawiamy do wystygnięcia. Kroimy pomidory i ogórki oraz ser feta na mniej więcej równe części. Rwiemy na mniejsze kawałki sałatę. Przygotowujemy sos, mieszając wszystkie jego składniki. Następnie w dużej misce mieszamy wystudzone tortellini z pozostałymi produktami oraz z sosem. Jakie to proste...
Smacznego!


niedziela, września 01, 2013

TEST H-KERATINEUM SKONCENTROWANEGO SZAMPONU WZMACNIAJĄCEGO DO WŁOSÓW OSŁABIONYCH PHARMACERIS H

Według producenta: Wskazania: codzienna pielęgnacja włosów osłabionych, z tendencją do wypadania, normalnych i przetłuszczających się. Działanie: Unikalna receptura stworzona przez Centrum Naukowo-Badawcze Dr Irena Eris doskonale myje, intensywnie regeneruje oraz zmniejsza wypadanie włosów, nawet do 70%*. Wyciąg z liści czerwonych winorośli zawierający wysokie stężenie witaminy P i związki polifenolowe znacząco wpływa na lepsze odżywienie cebulek włosów. Flawonoidy wspomagają ich odporność i przyspieszają naturalny wzrost. Prowitamina B5 chroni włosy przed szkodliwym działaniem czynników atmosferycznych. Szampon posiada pH neutralne dla skóry.
Efekt:Szampon intensywnie wzmacnia włosy, zapobiega ich wypadaniu i rozdwajaniu się końcówek. Po zastosowaniu włosy mają naturalny połysk, łatwo się rozczesują i są bardziej podatne na układanie.
Sposób użycia:Nanieść szampon na mokre włosy. Wmasować w skórę głowy aż do powstania piany. Pozostawić na ok. 1-2 minut. Dokładnie spłukać wodą. W razie potrzeby czynność powtórzyć. W przypadku dostania się produktu do oczu, natychmiast przepłukać je wodą. Nie zaleca się stosowania szamponu do włosów silnie tlenionych.


Według mnie:
Boże, jak mi włosy wypadają! A jak się łamią i wysuszają! Są o-k-r-o-p-n-e! Odważę się przyznać, że jeszcze takich okropnych włosów nie miałam :( A to wszystko przez karmienie piersią...
Szukam ratunku, stąd ten post...
Podczas karmienia piersią Rysia, suplementacja witaminami nie przyniosła efektów. Tym razem więc stawiam na odpowiednie odżywianie się (nie tylko ryżem, gotowanym kurczakiem i marchewką...) oraz produkty zewnętrzne.
Jestem po kilku zastosowaniach szamponu wzmacniającego Pharmaceris H i z pierwszych efektów jestem zadowolona. Wypadanie włosów zmniejszyło się. Włosy po umyciu łatwo rozczesać, są gładkie i lśniące, mniej się puszą, mniej łamią. Moje włosy zawsze nie były idealne, więc efektu, o którym marzę (proste, podatne na układanie, bez efektu puszenia itd. co się będę rozpisywać...) nigdy nie osiągnę, bo taka ich natura. Ale szampon warty jest stosowania. Mam nadzieję, że im dłuższego, tym coraz lepiej! Zaletą jest też to, że jest niesamowicie wydajny- wystarczy mała ilość, by uzyskać efekt piany.
Ciekawa jestem efektów odżywki z tej samej serii (wpisuję na listę zakupów).


To mój pierwszy produkt Pharmaceris do włosów. Ponieważ całkiem mnie zadowolił, na pewno sięgnę po inne, szczególnie szampon przeciwłupieżowy...

Polecam i Wam tę serię dermokosmetyków do wypróbowania według potrzeb skóry głowy i włosów.