czwartek, stycznia 31, 2013

TEST MATY/ NARZUTY/ DYWANIKU IGOLO

  
Zapowiadałam ostatnio, że wkrótce opowiem Wam o kolejnej rzeczy z wyprawki Franka. Oto ona:
mata mysz granatowa
Według producenta: dywanik został zaprojektowany i wykonany ręcznie z potrzeby piękna, by ozdabiać pokoje naszych dzieci niebanalnym wzornictwem. Połączyliśmy nowoczesny design z techniką patchworku uzyskując unikalny produkt na światową skalę. Nie epatujemy feerią multimedialnych efektów, pozostawiamy miejsce dla wyobraźni dziecka. Wykorzystujemy tylko bezpieczne polskie surowce, szyjemy w polskich szwalniach. Dołożyliśmy też starań aby odpowiadał specyficznym potrzebom maluchów, cierpiących na alergie. 
Rozmiar 80x130 cm
wykonana w technice patchworku
Dla niemowlaka - mięciutka mata do zabawy
Różne faktury materiału oraz kontrastowa kolorystyka stymulują rozwój malucha.
Dla starszaka niezwykle dekoracyjny dywanik lub narzuta na łóżko
Niezwykle przydatna w podróży.
Materiał użyty do produkcji to 100% bawełny bezpiecznej dla dziecka.
Barwniki użyte do barwienia tkaniny nie powodują podrażnień.
Przeznaczona do prania w pralce w temperaturze do 60 stopni.

Według mnie: jak robi myszka? Iiiiiiiiiiiiiii! Myszka jest dla Franka, ale on chętnie się nią podzieli ze starszym bratem. Franek prosił także, by zanim się urodzi przetestować produkt. No to Rysiu przetestował!
Ale cóż to właściwie jest?! To produkt wielofunkcyjny- mata do zabawy, dywanik, narzuta, cienki materacyk, podkładka i inne, w zależności od danej potrzeby. Obojętnie, czym by nie było jest śliczne! Piękny, subtelny i w dobrym stylu patchwork. Fajnie jest otaczać się takimi gustownymi rzeczami już od najmłodszych lat!
Produkt jest w 100% bezpieczny i ekologiczny. Miękki, bawełniany, starannie wykonany, higieniczny, gdyż można go prać w pralce. Kiedy kupowałam na allegro kołderkę dla Rysia okazało się, że 1. wygląda "na żywo" okropnie! 2. Po odwiedzinach znajomych stwierdziliśmy, że wszystkie nasze dzieciaki mają badziewną pościel 3. Kołderki nie wolno prać, ale wiadomo, że wyprać trzeba. Po wyjęciu jej z pralki, całe wnętrze pościeli znalazło się w jednym rogu, do tego postrzępione, a materiał zmechacony. I to po 1 praniu! Nie myślcie sobie, że nie umiem nastawić odpowiedniego programu w pralce. Po prostu kołdra była najgorszej jakości, chociaż zapewnienia producenta i cena na to nie wskazywały...
Tym bardziej cieszę się, że Franek będzie miał świetną kołderkę/ narzutę/ matę/ dywanik. Jeżeli chcielibyście używać maty do zabawy na podłodze, najlepiej zakupić od razu antypoślizgowy podkład.
Zapewniam Was osobiście, że mata/ narzuta jest bardzo dobrej jakości, wykonana ręcznie, a "na żywo" wygląda jeszcze efektywniej niż na zdjęciach. Nie grozi Wam więc niemiła niespodzianka po rozpakowaniu paczki. Kupując matę/ narzutę Igolo mamy 1 produkt, wiele funkcji i co najmniej kilka lat solidnego użytkowania!


środa, stycznia 30, 2013

TEST LIRENE FOLACYNA PROTELOMER

NAWILŻAJĄCO- REGENERUJĄCY KREM DO TWARZY I NA SZYJĘ 30+ LIRENE FOLACYNA PROTELOMER


Według producenta: Podstawą działania kremu jest połączenie odpowiednich do wieku dawek innowacyjnych kompleksów FoliMoist™ i proTELOMER™, chroniących DNA oraz dobór dodatkowych składników aktywnych, optymalnie dopasowanych do pielęgnacji skóry 30+: nawilżająco-ujędrniający kwas hialuronowy, odżywcze proteiny z pszenicy i masło Shea, wygładzający olej migdałowy. Efekty stosowania: intensywnie i dogłębnie nawilża, dodaje sprężystości i elastyczności, wzmacnia lipidową barierę ochronną skóry, wygładza pierwsze zmarszczki i linie mimiczne, przeciwdziała powstawaniu nowych zmarszczek. Twarz jest doskonale nawilżona, gładka i zachwyca promiennym wyglądem. Udowodnione rezultaty: - głęboko i długotrwale nawilża – 70%
- wygładza skórę – 80%
- poprawia jędrność skóry – 70%
- odżywia skórę – 77%


Według mnie: bardzo odpowiada mi konsystencja kremu- jest idealna właśnie na dzień- lekka, dzięki czemu nie czuć go, ani nie widać pod makijażem. Nie jest to kosmetyk matujący, jednak po wchłonięciu twarz się nie świeci. Jest bardzo łagodny, nie podrażnia wrażliwej skóry skłonnej do alergii. Delikatnie nawilża, wygładza. Mam wrażenie, że chroni przed wiatrem, mrozem i innymi zewnętrznymi szkodliwymi czynnikami środowiskowymi. Podoba mi się także subtelny i przyjemny zapach, który wprawia mnie w rano w dobry nastrój! Jego cena też wpływa na dobry humor ;)

AKTYWNY KREM PRZECIWZMARSZCZKOWY NA NOC 30+ LIRENE FOLACYNA PROTELOMER
Według producenta: Podstawą działania kremu jest połączenie odpowiednich do wieku dawek innowacyjnych kompleksów FoliMoist™ i proTELOMER™, chroniących DNA oraz dobór dodatkowych składników aktywnych, optymalnie dopasowanych do pielęgnacji skóry 30+: odżywcze proteiny z pszenicy, witamina E o właściwościach przeciwrodnikowych. Efekty stosowania: aktywuje intensywny proces odnowy i regeneracji, wygładza pierwsze zmarszczki i linie mimiczne, przeciwdziała powstawaniu nowych zmarszczek, wzmacnia naturalną sprężystość i elastyczność, intensywnie nawilża głębokie warstwy skóry.
Twarz jest odmłodzona i pełna blasku. Produkt objęty jest Dermoprogramem Lirene opracowanym przez Ekspertów Laboratorium Naukowego Lirene. Przebadano dermatologicznie. Potwierdzone BEZPIECZEŃSTWO i SKUTECZNOŚĆ.  Udowodnione rezultaty: wygładza skórę 96%, poprawia sprężystość i elastyczność 82%, głęboko i długotrwale nawilża 86%, przywraca skórze blask 86%.
93% badanych uważa, że krem nadaje aksamitną gładkość ich twarzy, 68% badanych potwierdza: „skóra jest piękniejsza i wygląda młodziej”.  

Według mnie: czy rzeczywiście jest to krem przeciwzmarszczkowy, okaże się dopiero w przyszłości. Tymczasem mogę o nim powiedzieć, że jest delikatnie nawilżający, jak dla mnie trochę za mało, ale pewnie dla cery tłustej czy mieszanej, by się sprawdził, gdyż nie jest ciężki. Ma lekką konsystencję, błyskawicznie się wchłania. Ma ładny, relaksujący zapach. Cena równie przystępna, jak kremu na dzień.

Moja Kuzynka z Niemiec zachwyca się kremami Lirene. Dlatego też zakupię jej i wyślę przedstawianą nowość- Lirene Folacyna proTelomer. Cieszę się, że nasze polskie kosmetyki są pożądane poza granicami rodzimego kraju :)

wtorek, stycznia 29, 2013

„CECYLKA KNEDELEK I ULICA NALEŚNIKOWA”, J. Krzyżanek, Wyd. Jedność 2013

Pamiętacie Cecylkę Knedelek? Tę, która mieszka w Starym Knedelkowie- bardzo smacznej miejscowości. Każdy jej mieszkaniec specjalizuje się w przyrządzaniu jakiejś pysznej potrawy, można więc powiedzieć, że mieszkają tam sami mistrzowie kuchni! Ulice w Starym Knedelkowie noszą także smakowite nazwy. Istnieje na przykład ulica Naleśnikowa, która co roku 13 czerwca obchodzi swoje święto. W ten dzień organizowany jest konkurs naleśnikowy. Mniammmmmm, chciałabym być w jury!

A Wy lubicie naleśniki? Jestem pewna, że uwielbiają je Wasze pociechy! Zatem musicie koniecznie podarować im książeczkę o „Cecylce Knedelek i ulicy Naleśnikowej”. Opowiada ona smaczną historię naleśnikową każdego z uczestników konkursu oraz zawiera przepyszne przepisy. Aż ślinka cieknie! Nie są to zwyczajne, znane wszystkim pomysły na placuszki, oj nie. To niecodzienne receptury na proste, aczkolwiek piękne i smakowite naleśniki. O niektórych można by rzec, że to rękodzieła! Zasmakują wszystkim- i dużym i małym łasuchom, a nawet niejadkom, bo nikt nie będzie w stanie się im oprzeć. Jeżeli oczywiście zdecydujecie się na ich przyrządzenie...

Pichcenie z Cecylką Knedelek to nie tylko przepisy na wyśmienite dania, ale także na udaną i pouczającą zabawę! To również uczta dla oczu- zabawne, kolorowe i piękne ilustracje, apetyczne zdjęcia i w końcu artystyczny finał na talerzu!

Zachęcam mocno do poznania kolejnych przygód Cecylki Knedelek. Pędźcie do księgarni i do patelni!

poniedziałek, stycznia 28, 2013

WYPRAWKA DLA FRANKA- ZACZYNAMY :)

Wielkimi krokami zbliża się połowa ciąży. Za około 20 tygodni będziemy już 4-osobową rodzinką! Już wiemy, że mężczyźni w tym domu będą mieli przewagę- drugi maluch okazuje się być także chłopcem i to Frankiem ;) Albo będę traktowana jak księżniczka albo jak kopciuszek. Na razie, biegam z odkurzaczem i ścierką za każdym...

Czas zacząć przygotowywać wyprawkę. Dużo zostało po Rysiu, jestem też bogatsza w doświadczenie i już mniej więcej wiem, co będzie potrzebne, a co zbędne, na co zwracać uwagę, które produkty się sprawdziły. Na przykład kosmetyki pielęgnacyjne. Na pewno wybierzemy krem na pupę zapobiegający podrażnieniom i odparzeniom pieluszkowym PHARMACERIS- sprawdza się u Rysia. 

Zawiera tlenek cynku, który chroni przed pieluszkowym zapaleniem skóry oraz d-pantenol, łagodzący podrażnienia. Krem nadaje się do pielęgnacji przy każdej zmianie pieluszki. Jest hipoalergiczny, nie zawiera parabenów, barwników, kompozycji zapachowej, co jest niezwykle ważne przy pielęgnacji noworodków. Jego rzadka konsystencja sprawia, że szybko i łatwo się rozprowadza.







Drugim sprawdzonym i lubianym przez nas kosmetykiem, który kupimy Frankowi będzie żel do mycia ciała i głowy PHARMACERIS BABY. 
Także hipoalergiczny, bez parabenów, konserwantów, barwników, sles, sls, mydła i kompozycji zapachowej. Super delikatnie myje ciało i główkę maleństwa. Chroni bez wysuszeniem i podrażnieniem skóry, nawilża, wygładza, odżywia. Wystarczy kilka kropli wlać do wanienki, by już był skuteczny, a przy tym jest wydajny. Co ważne, ma wygodne opakowanie, które umożliwia prosto i szybko zastosować płyn, nawet jedną ręką :)






Z serii PHARMACERIS BABY wybierzemy też balsam nawilżający do ciała

Po każdej kąpieli warto dodatkowo nawilżyć małe ciałko. Hipoalergiczny, bez parabenów, konserwantów, barwników i kompozycji zapachowej balsam Pharmaceris nadaje się nawet do skóry atopowej. Łagodzi podrażnienia, zaczerwienienia, zapobiega swędzeniu, tworzy ochronny film przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi. Szybko się wchłania, nie pozostawia tłustej warstwy, nie plami ubrań. Łatwo się rozprowadza. Można go używać do delikatnego masażu maluszka.






A wkrótce przedstawię kolejny produkt dla Franka, tym razem nie będą to kosmetyki...

piątek, stycznia 25, 2013

„WYCHOWANIE W DUCHU EMPATII”, M.B. Rosenberg, Wyd. MiND 2012

Mało jest ludzi znanych i cenionych, którzy publicznie potrafią się przyznać do swoich porażek. Tym bardziej mało jest specjalistów z dziedziny pedagogiki czy psychologii, którzy otwarcie mówią o swoich wychowawczych błędach. Jednak Marshall B. Rosenberg nie wstydzi się głosić wszem i wobec o swoich niedoskonałościach w roli ojca. Jest na tyle mądrym i świadomym rodzicem, by porażki poddawać refleksji, wyciągać z nich naukę, nie powtarzać błędów i przekazywać innym swoje doświadczenia.

środa, stycznia 23, 2013

TEST DERMOKOSMETYKÓW PHARMACERIS A

Od pierwszych tygodni ciąży miałam okropne problemy z cerą, a w końcu dostałam swędzącej i czerwonej wysypki od pasa w górę. Szczegółowe badania w szpitalu nic nie wykazały, lekarz stwierdził, że to prawdopodobnie reakcja organizmu na burzę hormonalną. Dziecku nic nie zagrażało, więc pozostało mi tylko czekać, aż samo przejdzie. Ok, to była dobra wiadomość, jednak chciałam chociaż dobrze wyglądać na twarzy. Wypróbowałam kilka łagodnych kosmetyków- rysiowych, próbki od dermatologa dla dzieci z ATP, hipoalergicznych, a po zerowych rezultatach pobiegłam do apteki po pomoc. Farmaceutka poleciła mi drogi (oczywiście) krem znanej firmy dla wrażliwców, który „na pewno pomoże”. Hmmm, jeżeli szczypanie, pieczenie i łuszczenie jest ratunkiem dla cery, to dziękuję bardzo, to nie dla mnie. Po tygodniu stosowania odstawiłam krem, godząc się na brzydotę. Aż tu nagle, niespodziewanie otrzymałam zestaw 4 dermokosmetyków z serii Pharmaceris A, przeznaczonych do skóry alergicznej i wrażliwej. Dlaczego właściwe sama o nich nie pomyślałam, skoro znałam markę i byłam z niej zadowolona?!

Dermokosmetyki z linii Pharmaceris A polecane są dla osób, które nie mogą stosować tradycyjnych kosmetyków, a chcą zapewnić skórze pełną i zarazem bezpieczną pielęgnację. Działają kojąco i łagodząco, a dzięki niezwykle delikatnej formule są bezpieczne nawet dla bardzo wrażliwej skóry.

ŁAGODZĄCA PIANKA MYJĄCA DO TWARZY I OCZU PHARMACERIS A

Według producenta: wskazania: pianka do codziennego mycia twarzy i oczu dla skóry szczególnie wrażliwej i podatnej na alergię. Preparat odpowiedni dla skóry w każdym wieku. Zastępuje tradycyjne mydło. Działanie: delikatna i przyjemna w użyciu pianka skutecznie usuwa zanieczyszczenia oraz makijaż. D-pantenol oraz glucam® przywracają odpowiedni poziom nawilżenia eliminując uczucie suchości i nadmiernego napięcia naskórka. Innowacyjna immuno-prebiotic formula łagodzi podrażnienia i zmniejsza nadwrażliwość skóry. Pianka nie zawiera mydła. Bez/ parabenów, mydła, alergenów, sls, sles, kompozycji zapachowej.

Według mnie: nie przepadam za myciem twarzy w sposób, który wymaga użycia wody. Kończy się to zawsze ściągniętą skórą. Nie podeszłam więc z zachwytem do otrzymanej pianki. Jednak ciekawość była silniejsza. I tym razem nie zawiodłam się na marce Pharmaceris. Pianka jest rewelacyjna. Już sama forma, czyli właśnie pianka pozwala na przyjemne oczyszczenie twarzy, delikatnie, bez podrażnień, skutecznie i przy tym wydajnie. Skóra po takim myciu jest gładka, miękka i czysta. Żel a pianka to zupełnie inne, kolosalnie różniące się od siebie kosmetyki. Powiedziałabym tak: mydło- XIX wiek; żel- XX wiek; pianka XXI wiek. Jest to produkt nowoczesny i skuteczny. A przy tym ma świetne opakowanie z pompką- super wygoda i wydajność. Już teraz wiem, że nie ma sensu wracać do żeli do mycia twarzy! Spróbujcie i oceńcie same. Myślę, że będziecie miały podobne zdanie.

ŁAGODZĄCY TONIK NAWILŻAJĄCY DO TWARZY PHARMACERIS A

Według producenta: wskazania: Tonik do codziennego oczyszczania i pielęgnacji skóry szczególnie wrażliwej i podatnej na alergię. Preparat odpowiedni dla skóry w każdym wieku.
Działanie: Tonik przywraca skórze prawidłowe ph usuwając zanieczyszczenia i pozostałości makijażu. Innowacyjna immuno-prebiotic formula łagodzi podrażnienia i zmniejsza nadwrażliwość skóry. Kwas hialuronowy dogłębnie nawilża zapewniając długotrwałe uczucie komfortu. Bez/ parabenów, alergenów, alkoholu, kompozycji zapachowej
 
Według mnie: po umyciu twarzy nie wyobrażam sobie nie użyć toniku. Bez tego kosmetyku nie ma pełnej pielęgnacji. To faza przejściowa między oczyszczaniem a nawilżaniem skóry. Tonik nawilżający do twarzy Pharmaceris A łagodzi podrażnienia- tak, jak obiecuje producent. Przyjemnie
wchłania się w skórę, pozostawiając ją miękką i przygotowaną do dalszej pielęgnacji. Uzupełnia działanie łagodzącej pianki myjącej Pharmaceris A.

MULTILIPIDOWY KREM ODŻYWCZY DO TWARZY PHARMACERIS A

Według producenta: wskazania: Krem polecany do codziennej pielęgnacji skóry szczególnie wrażliwej i skłonnej do alergii. Stanowi także doskonałą ochronę przed zimnem i mrozem. Działanie: Delikatny krem lipidowy doskonale odżywia, uelastycznia i natłuszcza skórę. Zapewnia doskonałe nawilżenie dzięki zawartości wosków roślinnych, które chronią przed utratą wody. Skóra staje się gładka i miękka dzięki glicerynie i hialuronianowi sodu. Krem zapobiega podrażnieniom i łagodzi zaczerwienienia dzięki D-pantenolowi, który koi i pomaga w regeneracji naskórka. Efekt: Elastyczna i odżywiona skóra bez podrażnień. Bez/ parabenów, alergenów, kompozycji zapachowej.

Według mnie: jako pierwsze rzuca się w oczy opakowanie- najpierw tekturowe pudełko (które zresztą nadaje kosmetykowi odrobinkę luksusu), a później produkt z pompką, czyli coś co uwielbiam i doceniam! Dzięki temu, kosmetyk nie psuje się szybko, nie docierają do niego bakterie, powietrze, jest dużo wydajniejszy. Sam krem można stosować i na dzień i na noc, zazwyczaj jednak stosuję na noc. Szybko się wchłania, ale pozostawia delikatnie lepką warstwę i przez to jest widoczny na twarzy. Mimo wszystko to jego jedyna wada. Przynosi natychmiastową ulgę podrażnionej skórze. Łagodzi, koi, nawilża, regeneruje. Już po pierwszym zastosowaniu moje paskudne uczulenie było mniej widoczne i mniej dokuczliwe, a po kilku dniach stosowania całej serii Pharmaceris A łącznie z kremem sprawiło, że cerę miałam gładką, nawilżoną, miękką, bez wysypki! Wreszcie przestałam straszyć i wstydzić się swojej twarzy. Jestem bardzo zadowolona!

LEKKI KREM GŁĘGOKO NAWILŻAJĄCY DO TWARZY SPF 20 PHARMACERIS A

Według producenta: wskazania: krem do codziennej pielęgnacji skóry nadwrażliwej, podatnej na alergię, z tendencją do odwodnienia i przesuszenia. Działanie: krem długotrwale nawilża, wygładza oraz przywraca skórze miękkość i elastyczność. Wyselekcjonowane substancje nawilżająco-odżywcze (zielona alga, glucam®, ekstrakt z trawy azjatyckiej, wosk z oliwek) wzmacniają płaszcz hydrolipidowy skóry. Skutecznie chronią przed odwodnieniem oraz przesuszeniem naskórka w wyniku działania niekorzystnych czynników zewnętrznych. Zawarte filtry uv chronią skórę przed fotostarzeniem. Zaawansowane naukowo, innowacyjne formuły immuno-prebiotic oraz leukine-barrier ukierunkowane są na regulację systemu immunologicznego skóry i łagodzenie podrażnień. Stymulują wzrost ochronnej, fizjologicznej mikroflory naskórka, zmniejszając nadwrażliwość skóry. Aktywnie zapobiegają podrażnieniom, zaczerwienieniom, świądowi oraz pieczeniu, wpływając na zdrowy wygląd i stan skóry. Bez/ parabenów, alergenów, kompozycji zapachowej.

Według mnie: i tutaj mamy opakowanie tekturowe, a później produkt z pompką. Ten krem stosuję na dzień, pod makijaż. Wchłania się szybko, nie pozostawiając śladu czy tłustej, świecącej warstwy. Świetnie chroni twarz przed mrozem, wiatrem, a także słońcem, gdyż posiada filtr SPF 20. Nadaje się więc na każdą porę roku. Odpowiednio nawilża, ale nie przetłuszcza. Koi i łagodzi podrażnienia. Stanowi uzupełnienie pielęgnacji dermokosmetykami Pharmaceris A. Świetny produkt, wart zakupu i polecenia innym. Idealny dla cery wrażliwej.

piątek, stycznia 18, 2013

„MAGIC MOLLY. KOTEK CZAROWNICY”, H. Webb, Wyd. Znak Emotikon 2013

Rodzice małych uczniów pytają mnie czasem, co zrobić, by ich dzieci chciały czytać coś poza obowiązującą czytanką czy lekturą. Przede wszystkim nie ma sensu zmuszać- to przynosi zawsze odwrotny skutek, który trudno jest odkręcić w przyszłości. Podpowiadam, by zachęcać, wspólnie wybrać się do księgarni lub biblioteki i pozwolić wybrać dziecku, to co ma ochotę samodzielnie przeczytać. Możemy mu w tym pomóc, proponując książki, które związane są z zainteresowaniami młodego czytelnika. Dziewczynki bardzo często szaleją na punkcie mody lub zwierzaków. Jeśli Wasza córka wybiera to drugie, mam dziś dla Was tytuł, który na pewno ją zachwyci, a i Wy możecie być spokojni, że to odpowiednia lektura dla młodej damy.

Magic Molly. Kotek czarownicy” to pierwsza książeczka z bestsellerowej serii o przygodach dziewczynki, potrafiącej rozmawiać ze zwierzętami. Ta 7-latka obdarzona niezwykłym darem, całym swoim dziecięcym sercem kocha wszystkie zwierzaki i chce zostać weterynarzem, jak jej tata. Pierwsza jej przygoda opowiada o kocie...

Pewnego dnia, zwyczajnego jak każdy inny, mieszkanka miasteczka znajduje małego kotka. Ponieważ troszczy się o zwierzęta, zabiera go do weterynarza. Tam, jak co dzień zagląda Molly. Jest zauroczona kotkiem, czuje, że jest niezwykły i potrzebuje jej pomocy. Futrzak jest zdrowy, energiczny, emanuje tajemniczą magią, lecz niestety zgubił się podczas odkrywczej zabawy. Nie potrafi wrócić do swojego domu, wydaje się, że właściciel go nie szuka, a też nikt nie chce go zaadoptować, bo ma w sobie coś „dziwnego”. Molly nie może zapomnieć o kotku, a on o niej! Jak zakończy się ta historia? Podpowiem, że ciekawie. Dziewczynka będzie musiała przezwyciężyć w sobie swój lęk, dowie się też czegoś nowego o sobie.

To powieść magiczna, ciepła, pełna dobrej mocy. Napisana prostym językiem, odpowiednią czcionką dla początkujących czytelników, nie powinno więc być problemu z jej samodzielnym zrozumieniem i przeczytaniem.

Ponadto z serią książek „Magic Molly” związana jest akcja Wydawnictwa Znak we współpracy z Towarzystwem Opieki Nad Zwierzętami, skierowana do szkół podstawowych. Klasy mające ochotę pomóc bezdomnym zwierzętom z całej Polski, powinny przygotować prace plastyczne. 2O wybranych klas zostanie honorowymi sponsorami zwierzaka w wybranym schronisku. Koszty utrzymania pupila pokryje Wydawnictwo Znak. Akcja super, więc zachęcam wszystkich do udziału! Nauczmy nasze dzieci, jak należy dbać o zwierzaki!

wtorek, stycznia 15, 2013

TEST PRODUKTÓW UNDER TWENTY ANTI ACNE!

Za moich młodzieńczych czasów, popularnych środkiem przeciw rozszerzonym porom, zaskórnikom, pryszczom i wszelkim niedoskonałościom cery, związanym z okresem dojrzewania, był... kwas salicylowy. Taki produkt uniwersalny. Poleciła mi go jakieś 15 lat temu moja pierwsza kosmetyczka. Kosmetologia w tamtym czasach nie była raczej na wysokim poziomie, dlatego też ów cud- produkt- kwas salicylowy po długotrwałym stosowaniu pozbawił ochrony moją młodą cerę i spieprzył ją pewnie już na zawsze (sorry za dosłowność)...
Dzisiaj półki drogerii, a nawet aptek (kto 20 lat temu myślałby, że kosmetyki będzie można nabyć w aptekach?!) uginają się od propozycji na wszelakie problemy ze skórą. I dzisiaj mam nadzieję, że nie ma już kosmetyczek, które polecałyby swoim młodym klientkom kwas salicylowy lub inny „genialny” produkt!

Popularną marką kosmetyków dla nastolatek (ale zaznaczmy- nie tylko nastolatki mają problemy z zaskórnikami) jest Under Twenty. Nie mnie już je testować, ale poprosiłam o to moją młodszą siostrę (już z kategorii wiekowej 20+). Mogę tylko żałować, że urodziłam się tak wcześnie...

TONIK ŁAGODZĄCO-MATUJĄCY PRZECIW ROZSZERZONYM POROM UNDER TWENTY ANTI ACNE!

Według producenta: produkt matuje, wspomaga redukcję wykwitów zapalnych, zapobiega niedoskonałością

Według Siostry: tonik ma bardzo ładny zapach, nie czuć alkoholu (jak w większości toników). Matuje, tak jak obiecuje producent i co ważne- nie wysusza cery, co się często zdarza w innych kosmetykach tego typu. Opakowanie estetycznie wygląda, zachęca do zakupu. Poza tym jest praktyczne, podczas użytkowania.






PEELING MYJĄCY PRZECIW ZASKÓRNIKOM UNDER TWENTY ANTI ACNE!

Według producenta: wyraźnie wygładza naskórek, skutecznie oczyszcza, redukuje zaskórniki, matuje.

Według Siostry: stosuję według zaleceń producenta 2-3 razy w tygodniu i widzę rezultaty. Produkt posiada wygładzające perełki, które sprawiają, że skóra wydaje się naprawdę głęboko oczyszczona, nie świeci się, jest gładka. Polecam!

poniedziałek, stycznia 14, 2013

KONKURS SYLWESTROWO- NOWOROCZNY- DOGRYWKA

     

Ponieważ po ogłoszeniu wyników konkursu, dziewczyny które zostały wytypowane na zwyciężczynie, nie zgłosiły się po nagrody, jesteśmy zmuszeni ogłosić wyniki ponownie!
Dla tych z Was, które spełniły wszystkie warunki konkursu oznacza to kolejną szansę.
Zatem!
 
 Książeczki z serii  "Oczami Maluszka" wygrywają:
Beata Jagielska
Marta Żółtowska

Gratuluję i pilnie czekam na adresy, na które mają zostać wysłane nagrody
(kontakt do mnie: odkrywczamama@gmail.com).Mam nadzieję, że Dziewczyny czytają regularnie bloga i tym razem książeczki szybko znajdą swoje właścicielki :)

Sponsorem nagród w konkursie sylwestrowo- noworocznym jest
sklep internetowy DzieciNatury.pl
  

niedziela, stycznia 13, 2013

ZUPA MEKSYKAŃSKA

Składniki:
ćwiartka z kurczaka
2 cebule
3 ząbki czosnku
czerwona papryka
papryczka chili (jeśli zupę będą jadły młodsze dzieci, nie dodajemy chili)
zielona papryka
puszka kukurydzy
puszka pokrojonych pomidorów
70g makaronu nitki
oliwa
sól, pieprz
natka pietruszki
1 łyżeczka przyprawy do rosołu lub bulionu eko

Przygotowanie:
Papryczkę chili oczyszczoną z nasion, cebulę oraz czosnek siekamy i podsmażamy na oliwie. Solimy i pieprzymy. Dodajemy pokrojoną w kostkę paprykę, dusimy razem ok. 10 minut. W tym czasie zagotowujemy w garnku ok. 2 litrów wody. Wkładamy do niej ćwiartkę kurczaka oczyszczoną ze skóry, dodajemy łyżeczkę przyprawy do rosołu lub bulionu eko. Gdy kurczak się podgotuje, wyjmujemy go i drobno porcjujemy. Do pozostałej gotującej się ciągle wody/ rosołu dodajemy makaron. Po ok. 7 minutach przelewamy do zupy warzywa z patelni, pomidory i kukurydzę. Mieszamy, zagotowujemy i wyłączamy kuchenkę. Doprawiamy do smaku. Dekorujemy natką pietruszki. Można podawać ze śmietaną.

piątek, stycznia 11, 2013

POSZUKIWANE: ANGELINA I BASIA!

  Barbara Sala
 Angelina Kisielewska
 
wygrały w sylwestrowo- noworocznym konkursie blogowym.
Niestety nie zgłosiły się jeszcze ze swoimi danymi adresowymi,
a nagrody czekają!
Jeśli znacie Basię lub Angelinę, dajcie im znać!!!

Czekam do niedzieli 13 stycznia (włącznie), jeśli się nie odezwą wybiorę kolejnych zwycięzców (a te niestety przepadną)...

środa, stycznia 09, 2013

„SUBTELNA REWOLUCJA. LICZENIE OD PIERWSZEGO ROKU ŻYCIA”, G. Doman, J. Doman, Wyd. Helion 2012

Nigdy nie byłam dobra z matmy. Nienawidziłam jej, nie raz ryczałam z jej powodu. I nie raz miałam z nią problemy, zwłaszcza w szkole średniej. Wiem na pewno, że to nie ja będę odrabiać lekcje z matematyki z moimi dziećmi, a „zatrudniony” do tego zadania będzie Tata. Jednak nigdy nie będę krytykować tej dziedziny nauki i mówić o niej cokolwiek złego, bo nie chcę by moje Pociechy podzielały moje podejście. Właściwie to byłabym skłonna nawet rozpocząć kształcenie Rysia w zakresie liczenia teraz, póki jestem w stanie przewyższać poziomem moje Dziecko ;) Przekonałam się do tego po lekturze „Subtelnej rewolucji. Liczenie od pierwszego roku życia”.

O autorze- Glennie Domanie- pisałam już wielokrotnie w odniesieniu do tablic do wczesnej nauki czytania MagWords czy poradników opracowanych na podstawie metody nauczania Domana. Słyszałam także o nim na studiach, poznałam wiele artykułów na temat jego działań, jednak nigdy dotąd nie miałam okazji przeczytać JEGO książki. I teraz dopiero mogę stwierdzić, że to wszystko, co wiedziałam wcześniej o nim i jego pracy, było niczym, a właściwie ciągle tym samym, w porównaniu z tym, czego dowiedziałam się z książki „Subtelna rewolucja...”.

Pochłonęłam ten poradnik w jeden długi wieczór, gdyż nie mogłam się od niego oderwać. Doświadczenie Domana, wnioski, podejście do pracy z dziećmi i rodzicami zapiera dech w piersiach. To opis niesamowitej podróży w głąb dziecięcego procesu nauczania, jednak ujęty błyskotliwie, krótko i zwięźle. Nie wyobrażajcie sobie, że ponad 200 stron książki traktuje o metodzie wczesnego nauczania matematyki. Tego sama bym nie przeżyła!!!

Niektóre prawdy Domana najchętniej zapisałabym wielkimi literami i powiesiła przy wejściu do każdej szkoły: „Rodzic nie może nigdy zapomnieć, że nauka to najbardziej ekscytująca zabawa, a nie praca. Nauka to nagroda, nie kara. Nauka to przyjemność, a nie obowiązek. Nauka to przywilej, a nie pozbawianie czegoś (...)”.

A jeśli chodzi o nauczanie liczenia, to im wcześniej, tym lepiej dla dziecka. Sami nie musimy być matematycznymi geniuszami, by uczyć nasze maluchy. Podobno matematyka jest tak prosta i zrozumiała, że tylko my dorośli (niektórzy oczywiście) mamy z nią problem, gdyż doszukujemy się w niej nie wiadomo czego.
Doman przekonuje:
„Małe dzieci chcą się uczyć liczyć.
Małe dzieci mogą się nauczyć liczyć (i im młodsze dziecko, tym to jest łatwiejsze).
Małe dzieci powinny się nauczyć liczyć (ponieważ dzięki temu nauczą się tego lepiej i łatwiej)”.

I jeszcze jedno. Łatwiej nauczyć nowych umiejętności roczne dziecko, niż dwuletnie. Łatwiej nauczyć nowych umiejętności dwuletnie dziecko, niż 3-latka. Łatwiej nauczyć nowych umiejętności 3-latka, niż 4-latka. Łatwiej nauczyć nowych umiejętności 4-latka, niż 5-latka. A później jest już coraz trudniej...

Nauczmy nasze małe pociechy czegoś więcej niż głosi stara „matematyczna” maksyma- „Umiesz liczyć, licz na siebie”...

Książka do nabycia w księgarni internetowej Septem.pl

wtorek, stycznia 08, 2013

KONKURS SYLWESTROWO-NOWOROCZNY ZAKOŃCZONY- WYNIKI

     


 Książeczki z serii  "Oczami Maluszka" otrzymują:
  Barbara Sala
 Angelina Kisielewska

Gratuluję i czekam na adresy, na które mają zostać wysłane nagrody
(kontakt do mnie: odkrywczamama@gmail.com).

Sponsorem nagród w konkursie sylwestrowo- noworocznym jest
sklep internetowy DzieciNatury.pl
  

WARSZTATY FOTOGRAFICZNE DLA MAM

Jeśli masz aparat fotograficzny i chciałabyś uwiecznić nim wyjątkowe momenty dzieciństwa Twojej Pociechy, a jednak coś Ci z tym nie wychodzi...
Jeśli boisz się swojego aparatu...
Jeśli uwielbiasz pstrykać...
Jeśli nie rozstajesz się z aparatem...
Jeśli jesteś mamą...
Jeśli jesteś w ciąży...
Jeśli chciałabyś interesująco i praktycznie spędzić przedpołudnie...
Jeśli jesteś z Poznania lub okolic...

Zachęcam gorąco do udziału w warsztatach fotograficznych dla mam i kobiet oczekujących dziecka!


Zajęcia odbywać się będą w 2 różnych miejscach Poznania, tak by mamy z różnych dzielnic miasta mogły dogodnie dojechać (chociaż korków być nie powinno, gdyż zajęcia odbywać się będą w godz. 10-12). Jednym z miejsc organizacji warsztatów jest
Kobieciarnia http://kobieciarnia.dwaslimaki.pl/oferta/foto-warsztaty-dla-mam/ ,
drugim- Nastawnia http://nastawniapoc.pl/wydarzenia.html.
Odsyłam do linków, gdyż znajdziecie tam ważne informacje organizacyjne.

Myślę, że te warsztaty to coś, czego brakowało nam- mamom w Poznaniu. Wreszcie będziemy miały okazję nauczyć się jak profesjonalnie obsługiwać aparat, kreatywnie spędzić czas (i to z dziećmi!)  i spotkać się w swoim gronie. Sami swoi, nie będzie się czego wstydzić przy zadawaniu pytań ;) Też będę brała udział w tych zajęciach, więc mam nadzieję, że po nich mój Mąż przestanie już mówić- "Z tym zdjęciem nic się nie da zrobić..." :(

Zatem do zobaczenia wkrótce w  Kobieciarni lub Nastawni w Poznaniu na Foto Warsztatach dla Mam!

poniedziałek, stycznia 07, 2013

TEST KREMÓW DO RĄK LIRENE

Zima to czas, kiedy dłonie narażone są na wysuszenie, szorstkość, a nawet pękanie skóry. Kiedy zapominamy o rękawiczkach, wystarczy jeden spacer i problem gotowy. Mnie się to niestety zdarza , pchając wózek, idąc za rękę z Rysiem, rozmawiając przez telefon na dworze...
Dlatego krem do rąk to jeden z moich podstawowych i niezbędnych kosmetyków.
Tym razem przetestowałam kremy do rąk Lirene...

KREM DLA ZNISZCZONYCH DŁONI LIRENE RATUNEK



Według producenta: Krem dla zniszczonych dłoni do specjalistycznej pielęgnacji zniszczonej i spierzchniętej skóry dłoni. Szybko łagodzi uczucie pieczenia i szorstkości. Bogata receptura kremu łączy siłę aktywnych składników: - Masło Shea – odżywia i łagodzi podrażnienia,- Alantoina – nawilża i zmiękcza skórę. Stosowanie: Niewielką ilość kremu wmasować w skórę dłoni. Stosować kilka razy dziennie oraz jako kuracja na noc. Przy skłonności do uporczywego pierzchnięcia naskórka stosować krem jako stałą, systematyczną pielęgnację dłoni. Krem szybko się wchłania. Ukojenie i natychmiastowa ulga dla skóry już po pierwszej aplikacji.

Według mnie: krem jest rzadkiej konsystencji. Łatwo się rozprowadza, szybko wchłania. Przynosi natychmiastową ulgę suchym dłoniom. Póki jest na dłoniach tworzy ochronną warstwę, nawilża, lecz po spłukaniu niestety należy powtórzyć kremowanie, gdyż powraca uczucie ściągniętej i wysuszonej skóry. Krem szczególnie zachwycił mnie zapachem oraz poręczną tubką, która mieści się w damskiej torebce :) Chociaż tubka w połączeniu z konsystencją daje pewną wadę, a mianowicie produkt okazuje się mało wydajny...

KREM DO RĄK I PAZNOKCI LIRENE PARAFINOWY


Według producenta: polecany jest do pielęgnacji skóry suchej oraz do wzmocnienia paznokci. Krem skutecznie likwiduje szorstkość naskórka dzięki Formule Parafinowej o właściwościach odżywczych, ochraniających płaszcz lipidowy skóry.
  • Parafina stała – nawilża i zatrzymuje wilgoć w skórze.
  • Olej parafinowy – nawilża, wygładza i zmiękcza skórę.
  • Biotyna (witamina H) – utrzymuje prawidłowy stan skóry. Zapobiega szorstkości i suchości skóry.
  • Niacyna (witamina B3, wit. PP) – przyspiesza proces regeneracji skóry.
Krem szybko się wchłania pozostawiając na skórze ochronny film. Przy skłonności do uporczywego pierzchnięcia naskórka stosować krem jako stałą, systematyczną pielęgnację dłoni.

Według mnie: Parafina zmiękcza, nawilża, tworzy barierę ochronną na skórze, nie pozwalając jej na utratę wody. Ponadto zabezpiecza przed szkodliwym wpływem czynników zewnętrznych. Kosmetyki z jej zawartością okazują się genialne i taki też jest parafinowy krem do rąk Lirene.
Wyraźnie wygładza, nawilża, zmiękcza, niweluje szorstkość i uczucie wysuszenia, napięcia skóry już od pierwszego zastosowania. Nawet po umyciu uczucie to pozostaje. Zauważyłam też, że zmiękcza skórki przy paznokciach, co oczywiście jest ogromnym, kolejnym plusem kremu. Szybko się wchłania, nie lepi się i super pachnie! Polecam na zimę :)

KREM KURACJA DO RĄK LIRENE REGENERACJA


Według producenta: polecany jest do specjalistycznej pielęgnacji skóry bardzo suchej, szorstkiej i zniszczonej. Receptura kremu, dzięki formule DermoProtect, zapewnia natychmiastową regenerację, a także specjalistyczną pomoc w szczególnie niesprzyjających warunkach np. zimą lub podczas codziennych domowych czynności.
  • Alantoina – łagodzi podrażnienia, wygładza i zmiękcza skórę.
  • Masło Shea – ma działanie łagodzące i odżywiające naskórek.
  • Gliceryna – silnie nawilża skórę, poprawia miękkość naskórka.
Krem szybko się wchłania pozostawiając na skórze ochronny film zabezpieczający skórę przed wysuszaniem.
Stosować kilka razy dziennie oraz jako kurację na noc. Przy skłonności do uporczywego pierzchnięcia naskórka stosować krem jako stałą pielęgnację dłoni.
Według mnie: dobrze się rozprowadza, błyskawicznie wchłania, nie brudzi, nie tłuści. Od pierwszego zastosowania daje świetne efekty, przede wszystkim przynosi ulgę spierzchniętej, a nawet popękanej skórze dłoni. Nawilża, zmiękcza i naprawdę regeneruje. Im dłużej i bardziej regularnie się go stosuje, tym piękniejsze i zdrowsze są dłonie. Muszę sprezentować kurację do rąk Lirene- Regeneracja mojemu tacie, który zawsze zimą ma problemy ze skórą dłoni (pęka mu skóra, aż do krwi), ale też potrzebne mu będą rękawiczki, których nigdy nie nosi...

CYTRYNOWY KREM DO RĄK LIRENE WYGŁADZENIE


Według producenta: polecany jest do codziennej pielęgnacji skóry przesuszającej się.
Receptura kremu zapewnia intensywne nawilżenie, wygładzenie skóry dłoni, zabezpieczając ją przed niszczącym działaniem chlorowanej wody i detergentów. Dzięki lekkiej formule krem łatwo się wchłania, pozostawiając skórę miękką i gładką w dotyku.
  • Sok z cytryny – wygładza i zmiękcza skórę.
  • Hialuronian sodu – zabezpiecza skórę przed wpływem niekorzystnych czynników zewnętrznych.
  • Gliceryna – nawilża skórę, poprawia miękkość naskórka.
Według mnie: jednym ze składników cytrynowego kremu do rąk Lirene jest gliceryna. Pamiętam za czasów mojego dzieciństwa jedyny krem do rąk- glicerynowy właśnie. Pachniał okropnie, był tłusty, długo i beznadziejnie się wchłaniał, posmarowane nim popękane dłonie okropnie szczypały. Brrr. Ale i tak ciągle go używaliśmy, bo nic innego na rynku kosmetycznym nie było (przynajmniej nie przypominam sobie). Dziś, jak widać, mamy zatrzęsienie produktów pielęgnacyjnych do rąk, ale dla tradycjonalistów znajdzie się i krem glicerynowy. Jednak jest to już krem z innej epoki, wreszcie na miarę potrzeb! Tym razem jest to produkt Lirene, a nie jak dawniej Polleny. Współczesny cytrynowy krem glicerynowy ładnie pachnie, szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustej warstwy. Nawilża, wygładza i zmiękcza, nie szczypie, ani nie piecze przy zetknięciu z popękaną skórą. Opakowanie produktu estetycznie wygląda, jest wygodne i ekonomiczne. I taki właśnie jest cytrynowy krem do rąk Lirene (z gliceryną).

czwartek, stycznia 03, 2013

PULPECIKI W SOSIE POMIDOROWYM

I znowu kulinarnie :)

Składniki:
250g dowolnego mięsa mielonego
puszka krojonych pomidorów
ok. 50g sera mozzarella w kawałku
łyżka śmietany lub startej mozzarelli
małe jajko
mała cebula
2 ząbki czosnku
łyżeczka majeranku
ewentualnie zarodki pszenne (zamiast bułki tartej)
sól, pieprz
odrobina oliwy

Przygotowanie:
Mięso mielone wkładamy do większej miski. Drobno siekamy cebulę, przeciskamy przez praskę czosnek, dodajemy do mięsa. Kroimy kostki mozzarelli o bokach ok.1cm. Do mięsa wbijamy jajko, doprawiamy majerankiem, solą i pieprzem. Łączymy dokładnie, mieszając ręką. Jeśli masa jest bardzo mokra dodajemy odrobinę zarodków pszennych. Bierzemy kostkę mozzarelli i obklejamy ją mięsem mielonym, formując małe pulpeciki. Ulepione pulpety wkładamy do parownika i gotujemy (nie podaję czasu, gdyż każdy parownik, parowar czy inne urządzenie do gotowania na parze ma inny czas gotowania). W tym czasie przygotowujemy sos. Na patelni rozgrzewamy odrobinę oliwy, na której przesmażamy minutę przeciśnięty przez praskę czosnek. Dodajemy pokrojone pomidory z puszki, solimy, pieprzymy, a następnie dusimy pod przykryciem ok. 5 minut. Dodajemy -do wyboru- łyżkę śmietany, serka mascarpone lub starty ser mozzarella. Mieszamy, by ser połączył się z pomidorami. Ugotowane pulpeciki wkładamy do sosu, dusimy razem jeszcze ok. 5 minut, polewając je sosem. Można na koniec posypać natką pietruszki lub dodać listki bazylii.

środa, stycznia 02, 2013

„MAMIE NA RATUNEK. NAUKA KORZYSTANIA Z NOCNIKA”, dr L. Sonna, Wyd. Helion 2010



Rysiak nadal nie jest zainteresowany swoim nocnikiem. Nie zmuszam go, czekam na właściwy moment, kiedy dojrzeje go pożegnania z pieluchami. Jednak, po cichu liczę, że nastąpi to zanim pojawi się drugie Maleństwo. Nie ukrywam, że ułatwiłoby mi to organizację oraz ograniczyło pieluchowe wydatki. Mamy więc jakieś pół roku na naukę...

Nie próżnuję w tym temacie. Postanowiłam sięgnąć po kolejny poradnik- „Nauka korzystania z nocnika”. Czy dowiedziałam się czegoś nowego? Całe szczęście- tak. Warto przeczytać tę książeczkę, ponieważ zawiera same praktyczne porady. Każda teoria jest zachętą do wypróbowania jej w praktyce. Czytając poradnik, rodzic może odnosić wrażenie, że nauka korzystania w nocnika nie jest „masakrą” czy końcem świata. Autorka otwarcie pisze, że w czasie treningu czystości cała rodzina musi się starać, by pomóc maluchowi, ale jest to normalny etap w naszym rodzinnym życiu, coś do przeżycia i już. Bez dramatu.

Znajdziemy tu wiele wskazówek, ćwiczeń, sprawdzonych metod dla dzieci w każdym wieku, to znaczy od niemowlaka po kilkulatka. Podkreślane są tu często 3 zasady: cierpliwość, konsekwencja i empatia. Ogromnym plusem poradnika jest też zamieszczenie w nim polskich tytułów książeczek dla dzieci, które mogą oswoić ich z tematem nocnika, wypróżniania się itp. Dorośli znajdą tu także tytuły innych poradników poruszających omawiany tu temat- wszystkie dostępne w języku polskim. Są też podane ciekawe strony internetowe.

W pewnych kwestiach mam jednak odmienne zdanie niż autorka:

  1. Dr L. Sonna podpowiada, by głośno komunikować dziecku, że ma smrodek w pieluszce, snuje smród, jego kupa śmierdzi i trzeba się tego pozbyć itp. Owszem, nasze odchody nie pachną pięknie, jednak- opierając się na psychologii dziecka- najmłodsi „utożsamiają” się z tym, co z nich wychodzi. Jeśli będziemy powtarzać, że kupa, którą zrobił maluch jest obrzydliwa, fuj i śmierdzi, będzie on odnosił takie komunikaty do swojej osoby- „to ja jestem obrzydliwy, śmierdzę itp.”! Dlatego nigdy nie mówmy w taki sposób o odchodach dzieci. Powiedzmy zwyczajnie np. „Zrobiłeś kupkę. Musimy teraz przewinąć pieluszkę”.
  2. Każdy trening musi prowadzić do sukcesu malucha. Autorka podkreśla, by nie nagradzać dzieci słodyczami, lecz i tak proponuje cukierek czy ciasteczko, gdyby żadna inna metoda nie zadziałała. Według mnie, NIGDY nie wolno nagradzać słodyczami czy fast foodami! W taki oto sposób wykształcamy złe nawyki nie tylko żywieniowe, ale wpływające na cały styl życia człowieka!



Mimo tych 2 wad (według mnie), warto przeczytać poradnik. Każdy znajdzie w nim coś dla siebie. A i tak zawsze musimy być czujnymi rodzicami. Nawet jeśli na coś muszę przymknąć oko, z czymś się nie zgadzam, mogę skorzystać z innej rady, odpowiadającej mnie i mojej rodzinie...