Twoje dziecko nie radzi sobie z emocjami, grając w planszówki? Obraża się, krzyczy, płacze, obwinia wszystkich o swoje porażki? Zrzuca elementy gry na ziemię, kopie, ucieka? Masz już tego dosyć?
Twoje dziecko nie radzi sobie z emocjami, grając w planszówki? Obraża się, krzyczy, płacze, obwinia wszystkich o swoje porażki? Zrzuca elementy gry na ziemię, kopie, ucieka? Masz już tego dosyć?
Od niemal 20 lat zarabiam na życie przekazywaniem informacji. Każdego dnia staję na środku sali, czasem siadam na biurku, po turecku na podłodze, często też chodzę po pomieszczeniu, w którym jesteśmy. Przede mną siedzi, stoi lub biega prawie 30 osób. Kiedy do nich mówię, jedni patrzą na mnie (to najmniej liczna grupa...), ktoś dłubie w nosie, ktoś próbuje pod ławką zjeść w ukryciu batonika, kilka osób wyrywa się już do odpowiedzi i przerywają, bo właśnie przypomniało im się, że kiedyś mieli chomika, wczoraj przyjechała straż pożarna na ich ulicę lub pytają czy dzisiaj wyjdziemy na dwór. Ktoś w tym czasie buja się na krześle, ktoś spaceruje po sali, inny stuka kredkami o blat stołu, ktoś sprawdza jak głęboko wsadzi linijkę do gardła, a jakaś grupka gada jeszcze między sobą. Ile z tego, co mówię zostaje w głowach moich 6-10- letnich słuchaczy?
Od początku procesu socjalizacji jesteśmy kształtowani do spełniania czyiś oczekiwań, do przestrzegania norm społecznych, do dostosowywania się do sytuacji, ról społecznych, wartości znaczących dla nas osób. Robimy to zupełnie nieświadomie, by zostać zaakceptowanym, zauważonym, być w relacji. Jednak czyniąc to zabijamy cząstkę siebie- swoje potrzeby, emocje, to, kim naprawdę jesteśmy.
Już kilkulatki- bez względu na płeć- wiedzą, co to jest Lamborghini. Mimo jeszcze braku zrozumienia pojęcia bogactwa i nowoczesności, maluchy kojarzą, że jest to marka wyjątkowa, prestiżowa. Słyszalne u dorosłych zachwyty nad designem, głosem silnika, szybkością, sprawiają, że od najmłodszych lat Lamborghini jest marzeniem niejednego człowieka, i wiek nie ma tu znaczenia, choć może- im jest się starszym, tym pragnienie większe 😆
Zazwyczaj nazywa się je bezdzietnymi. Ale można i powiedzieć "niematki", "nigdyrodzicielki", "dzieciowolne", "niedzietne", "prokreosceptyczne". Ci co mają ostry język mówią: "bezdzietnice" albo "lambadziary". Za wyrażaniem się o nich, kryje się z pewnością stosunek do nich. A według mnie macierzyństwo, jak i decyzja o nie byciu rodzicem powinna być wyborem pary i nikomu innemu nic do tego!