Od niemal 20 lat zarabiam na życie przekazywaniem informacji. Każdego dnia staję na środku sali, czasem siadam na biurku, po turecku na podłodze, często też chodzę po pomieszczeniu, w którym jesteśmy. Przede mną siedzi, stoi lub biega prawie 30 osób. Kiedy do nich mówię, jedni patrzą na mnie (to najmniej liczna grupa...), ktoś dłubie w nosie, ktoś próbuje pod ławką zjeść w ukryciu batonika, kilka osób wyrywa się już do odpowiedzi i przerywają, bo właśnie przypomniało im się, że kiedyś mieli chomika, wczoraj przyjechała straż pożarna na ich ulicę lub pytają czy dzisiaj wyjdziemy na dwór. Ktoś w tym czasie buja się na krześle, ktoś spaceruje po sali, inny stuka kredkami o blat stołu, ktoś sprawdza jak głęboko wsadzi linijkę do gardła, a jakaś grupka gada jeszcze między sobą. Ile z tego, co mówię zostaje w głowach moich 6-10- letnich słuchaczy?









