czwartek, października 16, 2014

O TRUDACH FOTOGRAFII JESIENNEJ Z DZIEĆMI W ROLI GŁÓWNEJ


Jesień uwielbiam właściwie tylko i wyłącznie za piękno kolorów. Czerwień, pomarańcz, żółć, złoto, delikatny brąz. To są zdecydowanie "moje" kolory.

Wykorzystując tę piękną kolorystykę warto zrobić kilka fotek na łonie natury. W zeszłym roku powstała tak udana jesienna sesja zdjęciowa Starszaka. Wśród złotych liści Młody stał nieruchomo, zachwycając się przyrodą, a ja mogłam pstrykać do woli. Kilkadziesiąt zdjęć do dziś napawa mnie dumą, co jest rzadkością. Postanowiłam i w tym roku podczas jesiennego spaceru uruchomić moje trzecie oko.

Najpierw poszukałam odpowiedniego miejsca- w miarę mało zaludnionego (by inni nie wchodzili w kadr), cichego (by nie rozpraszać dźwiękami Dzieciaków), daleko od ulic (ze względów bezpieczeństwa) z dużą ilością kolorowych drzew i krzewów (wiadomo, dla pięknego i naturalnego tła), odpowiednio nasłonecznionego (bo w fachowej literaturze zwracano na to uwagę ;)  ). Specjalnie też wyczekiwałam słonecznego dnia, bo przecież w deszczu nie byłoby tak pięknie. Wydawało się, że mam już wszystko zaplanowane. Pamiętałam nawet, by Dzieciaki nie były głodne, zmęczone, nie chciało im się siku... Plan zapięty na ostatni guzik.

W zeszłym tygodniu było wiele okazji do realizacji mojego planu. Ruszamy wiec do osiedlowego parku. Piękno przyrody aż prosi się o jej uwiecznienie. Marzy mi się urocza sesja Starszego Brata z Młodszą Siostrą. Wysadzam Zuzkę z wózka, tłumaczę Maluchom, że mogą się razem pobawić liśćmi, pokazuję im kolorowe rośliny, staram się zarazić ich zachwytem. I zaczęło się...

Próba 1: Zuza jak tylko poczuła powiew wolności postanowiła wiać, jak najdalej stąd. Rysiek upatrzył sobie stos liści w przeciwny kierunku. Lecę najpierw po jednego, później dopadam drugiego. Mam oczy z każdej strony głowy, lecz z pewnością brak mi oka trzeciego.

Próba 2: Rysiek postanowił zakopać się w stosie mokrych liści. Zuzia próbuje zjeść psią kupę...

Próba 3: Daję im do rąk cudownie czerwono- złote liście. Ustawiam ich obok siebie i szybciutko się odsuwam, próbując pstryknąć.
-Przepraszam!- woła ktoś za moimi plecami. Odwracam się. To starsza pani. Może czegoś potrzebuje?
- Tak?- pytam uprzejmie, zaniechując próby uwiecznienia zainteresowanego Rodzeństwa.
- Pani jest mamą czy fotografem?
Zanim zdążyłam coś powiedzieć, Dzieciaki były już w zupełnie skrajnych miejscach parku...

Próba 4: Tłumaczę sobie w myślach, że to przecież dzieci- muszą się ruszać. Ustawiam tryb fotografowania "Sport" i robię się coraz bardziej niecierpliwa, bo trudno ich oboje złapać w jednym kadrze. A przecież o to mi chodzi...


Próba 5: Zmieniam miejsce, myśląc, że może to ułatwi mi zadanie.
- Ku...a! Wracam już do domu 2 godziny i ciągle spotykam kogoś znajomego- słyszę za plecami znajomy głos.
- Hej, hej. Leć do domu, nie zatrzymuję. Dzieci pewnie masz głodne...- mówię otwarcie i w myślach, błagam, by Znajoma sobie poszła.
- Nie, no co ty. Co słychać? O widzę, że zdjęcia robisz? I co? Lubią pozować? ...- Taaaa, to sobie porobiłam zdjęcia i tym razem...

W tym roku mam doła zamiast cudnych fotek. Beznadziejny ze mnie fotograf...

1 komentarz:

  1. hehe nieźle. U nas Kacper w takim wieku, że wszystkie zdjęcia w jednej pozycji i ruszone :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdą opinię :) Twoje zdanie na ten temat jest dla mnie niezwykle ważne.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...