niedziela, lipca 27, 2014

O NARZUCANIU DZIECIOM SWOJEGO ZDANIA O INNYCH

Kiedy byłam dzieckiem- choć i zdarza się to nawet teraz, kiedy jestem dorosła- moi Rodzice narzucali mi swoje zdanie. Działo się to we wszelakich sytuacjach, ale dzisiaj najbardziej mam im za złe, że nastawiali mnie przeciwko pewnym ludziom- obcym, znajomym, bliskim. Często słyszałam-
"Z tym się nie zadawaj, bo: jest prosty/ przemądrzały/ źle się uczy/ źle się zachowuje/ źle traktuje matkę, ojca, .../ nie lubimy go/ jest głupi/ nie bo nie" etc. Powodów zawsze było i jest mnóstwo.

Jako dziecko ślepo i naiwnie wierzyłam w każde słowo Mamy i Taty. Jak to dziecko. Później zaczęłam się buntować, choć z różnym skutkiem. Kiedyś, już jako dorosła zarzuciłam Im, że odebrali mi szansę na poznanie się na ludziach, na samodzielnym wyrobieniu o nich zdania, na samodzielne podejmowanie decyzji, na przeżycie być może przykrości, być może radości, obojętnie jakich emocji i przekonań, ale wynikłych z własnych wyborów. Niestety nie zostałam zrozumiana i nadal, choć już bez żadnego wpływu, próbują narzucić mi swoje racje.

To nie jest post o żalu do Rodziców, choć po części jednak tak wyszło.

Wyciągnęłam wnioski z tej trudnej i przykrej lekcji życia. A chyba najważniejszy z nich odnosi się do moich Dzieci. Nigdy nie narzucę Im swojego zdania i opinii o konkretnych ludziach. Choćbym ich znała bardzo dobrze, nie odezwę się słowem. Oczywiście mogę podejrzewać, kto może zranić emocjonalnie moje Pociechy. Do kogo lepiej odnosić się z dystansem. Na kogo uważać. Też wolałabym, by z kimś tam się nie zadawały. Ale siedzę cicho. Niech sami się przekonają, poczują, poznają, wyrobią własne zdanie, polubią bądź nie.

Gdzieś jest granica. Jeśli ktokolwiek będzie się do niej zbliżał, zareaguję, lecz nie wcześniej, nie bez naprawdę istotnego powodu.

Nie wiem, czy dobrze robię. Czy nie usłyszę kiedyś od własnych Dzieci, że nie uchroniłam Ich przed krzywdą, bólem psychicznym, przed złą relacją... Lecz tu i teraz myślę sobie, że na tym polega bycie ŚWIADOMYM RODZICEM- być w pobliżu, ale pozwolić Dzieciom na samodzielne poznawanie świata i ludzi, na doświadczanie, naukę. Pozostaje mi mieć nadzieję, że moje Dwa Skarby będą szczęśliwe i mądre. Będą mnie też cenić, szanować, kochać.
Czy to się nam uda?

3 komentarze:

  1. hmmm... daje do myślenia... ja też tak miałam i w sumie nadal mam, że rodzice czasem próbują coś narzucić. Ale nie jestem pewna w 100% jak zachowam się w przypadku swoich dzieci... czas pokaże jakie sytuacje będą i jakie reakcje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Najlepiej szukać złotego środka. Tak przynajmniej ja robię. Ani rozpamiętywać przeszłość, ani gdybać o przyszłości. A uczyć się, doświadczać świata dookoła nas. Każde doświadczenie nas buduje, uczy i otwiera na kolejne. To jak te doświadczenia odbieramy jest istotą. Dla mnie nieważne jest jakie doświadczenia mam dobre czy złe ważne iż są niezmienną częścią mojego życia. I powinnam je akceptować.
    Dziecku mojemu narzucać zdania nie będę i nigdy tego nie robię, ale informuję rozmawiam, daję wybór- jednakże zawsze zgodny z tym czego serce pożąda.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaje mi się, że możesz wpaść w drugą skrajnosc, która też nie jest dobra. Dzieci pewnie same się będą pytać. Ale wydaje mi się, że ważne jest żeby ich nauczyc jak, na jakich zasadach rozpoznawać,co jest jakaś oznaka, zeby byly uważne, ale też potrafiły dać kredyt zaufania.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdą opinię :) Twoje zdanie na ten temat jest dla mnie niezwykle ważne.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...