poniedziałek, września 30, 2013

GRUNT TO DOBRA ORGANIZACJA

By jakoś przetrwać dzień i nie zwariować, potrzebuję dobrego planu dnia, a w niektórych kwestiach i rozkładu długoterminowego.

Obiady planuję zawsze na cały tydzień z góry, by w sobotę zrobić wielkie zakupy. Szkoda czasu codziennie biegać po potrzebne produkty, można to zrobić za jedną drogą i oszczędzić trochę czasu. Pieczywo czy świeże owoce i warzywa muszę kupować jednak na bieżąco. A jeśli macie dzieci, wiecie jak wyglądają zakupy z maluchami. Nawet, jeśli chodzi tylko o chleb...

Natomiast każdego dnia:
7.30-8 - Pobudka. Gdybym mogła, spałabym dłużej, ale jakoś dziwnie, skoro świt wszystkim równocześnie chce się siku, jesteśmy głodni, dzieciaki są pełne energii i gotowości do zabawy. Więc wstaję...

8-8.45 Przebieramy się z piżamek. Czasem muszę wykazać się dużą kreatywnością, by przekonać do tego ponad 2-letniego Rysia. Po porannej toalecie, zabieramy się za śniadanie. Normą jest, że dzieciaki są głodne  w tym samym czasie (a i mi wtedy burczy w brzuchu...), więc nauczyłam się przygotowywać posiłki dla Starszaka i siebie, jeść i  jednocześnie karmić Maluszka. Dobrze, że Starszak potrafi samodzielnie wcinać przy stole, uff!

8.45-8.47 Wszyscy najedzeni, więc mam 2 minuty (całe 2!), by umyć włosy...

8.48-9.15 Zabawa w domowe obowiązki. Zuza zamotana w chustę lub śpiąca w łóżeczku, Rysiak chętny do pomocy, Mama uzbrojona w profesjonalny sprzęt. To do dzieła! Ja odkurzam, Zuza wchodzi w błogi stan słysząc odkurzacz, Rysiak goni drania na rowerku biegowym. Dalej- mycie podłóg na mokro. Ja latam po mieszkaniu na mopie, Zuza nieświadoma sprawy śpi, Rysiak biega za mną i krzyczy "Mama fe, fe", co znaczy mokre, więc trzeba wytrzeć do sucha tym, co się akurat ma pod ręką; pieluchą, ręcznikiem, pluszakiem, ciuchem, skarpetą...
Codziennie jestem w stanie poświęcić czas tylko na niektóre obowiązki domowe. Jeśli więc nie odkurzam i nie myję podłóg, na przykład wstawiam pralkę. A wygląda to tak: Zuza oczywiście śpi. My z Ryszardem segregujemy brudne ciuchy według zaleceń Perfekcyjnej Pani Domu ;) . Otwieram pralkę i mam chwilę, by zrobić sobie kawę Inkę, a Młody w tym czasie, jak dziki, ładuje pralkę. Nie żebym go wykorzystywała, ma przy tym taką radochę, że nie miałabym sumienia mu tego zabronić! Wracam, dozuję środek piorący, wtykam kabel do kontaktu, a Młody przyciska guziki "40 st.", "Start". I idę prasować, a Rysiak zostaje i całe 45 minut pracy pralki stoi i patrzy w bęben, jak zahipnotyzowany. Po wypraniu, otwieram pralkę, Młody z dziką furią wrzuca ciuchy do kosza i szurając po podłodze podaje mi je na -nie-balkon-udający-balkon do wysuszenia. Wtedy też okazuje się czasem, że Syn jeszcze nie do końca opanował rozróżnianie kolorów i np. w czarnym wsadzie z praniem, znajduję czerwoną skarpetkę...

9.15-10 Czas na dokarmienie Zuzy. Trwa to tyle, bo po drodze zwykle jest wielka kupa, która wymaga specjalnego traktowania. Zazwyczaj z Rysiem potrzebujemy wówczas siebie nawzajem. Jedno ma ubabrane po łokcie ręce (w sensie to ja), a drugie podaje czystą pieluchę, woreczek do skażonego materiału, ciuszki. Często po przebraniu Sprawcy zdarzenia (w sensie Zuzki), trzeba od razu przebierać ją na nowo, bo się mocno ulało... Po zrzucie górą i dołem, Młoda jest głodna, więc znowu czas na karmienie.
Gdy w końcu Głodomór się naje, przebieramy się z Młodym. I znowu muszę wykazać się kreatywnością, by go do tego zachęcić. W międzyczasie odbieram jeszcze 2 telefony i pocztę. I znowu burczy mi w brzuchu (jak po każdym karmieniu piersią), ale nie ma już czasu. Rysiak dostaje przekąskę w rączkę i idziemy na spacer!

10-12 Spacer. Uff teraz, choć głodna mogę troszkę odpocząć. Zuzka znowu śpi, Rysiak szaleje na rowerku, ja idę bacznie uważając na ruchy Syna i myślę, co jeszcze muszę zrobić. W głębi duszy czekam też, aż spotkamy inną Mamę z Dzieckiem i będziemy mogli trochę pogadać i pobawić się razem.

12-12.30 Wracamy do domu i znowu ta moja kreatywność powinna się włączyć, ale jestem już cholernie głodna i nie mam cierpliwości. Codziennie. Wiem, że będę głodna i niecierpliwa, bo codziennie jest tak samo. A nie mogę temu zaradzić. Więc nie-kreatywnie poganiam Młodego, by się rozebrał z wierzchnich ciuchów i butów, umył ręce, zrobił siku i usiadł przy stole do II śniadania. Ale zazwyczaj on ma inne ważne sprawy w tym czasie. Kończy się buntem 2-latka.

12.30- 13 Jakoś udało się (a czasem i nie) zjeść coś, więc pora na mleko i drzemkę. Mleka domaga się i Maluch, więc oboje siorbią sobie razem...

13-15 Święty czas dla mnie. Dzieciaki śpią. A ja nie wiem sama, co mam zrobić aż ze 120 minutami tylko dla siebie!

15-16 Pobudka Rysia oraz wspólne robienie obiadu. Bardzo lubię ten czas. Syn z wielkim zaangażowaniem myje produkty, podaje, patrzy, miesza, wącha, smakuje, czeka na powrót Taty. Prawdziwa gospodyni z niego!

16-17 Wspólny obiad, rozmowy przy stole. Fajne, rodzinne chwile...

17-20 Zabawy, spacer, deser, odwiedziny, itp. , kolacja.

20-21 Kąpiele dzieci, czytanie książeczek, kołysanki, mleko i usypianie Dzieciaków.

po 21 Teoretycznie czas dla Rodziców, ale praktycznie zasypiam z Dziećmi...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdą opinię :) Twoje zdanie na ten temat jest dla mnie niezwykle ważne.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...