czwartek, lipca 28, 2011

WITAJ NA ŚWIECIE SYNKU

(Zapiski między karmieniem, przewijaniem a czkawką...)

I stało się- nadszedł ten długo wyczekiwany dzień i moment. W niedzielę 24 lipca o godz. 21.00 przyszedł na świat nasz Synek Rysiu!!! W momencie narodzin ważył 3400g i mierzył 55cm.

A jak to wszystko przebiegło?
W niedzielę rano odniosłam wrażenie, że odeszły mi wody. Było ich jednak tak mało, że nie byłam pewna, czy to jest to. Dla pewności pojechaliśmy do wybranego na poród szpitala. Tam po wielu formalnościach, kilku badaniach, niezbyt wielkich uprzejmościach personelu, dziesiątkach minut stresu dowiedziałam się (Mąż musiał zostać w poczekalni), że zaczęła się akcja porodowa (skurcze co 6 min., mimo iż ich wcale nie czułam oraz sączące się wody płodowe) nie przyjmą mnie, gdyż porodówka jest zapełniona! Ze łzami w oczach podjęłam decyzję o kolejnym szpitalu. Tam przyjęli mnie natychmiast, znowu wykonano wszystkie badania (bezbolesne skurcze jednak co 15 min.), zapoznano z rokowaniami na najbliższe godziny. Ponieważ zapowiadało się na długie wyczekiwanie postępów porodu, zdecydowaliśmy z Mężem, by pojechał do domu na obiad i przywiózł sobie kanapki lub popcorn ;) . I rzeczywiście przez wiele godzin nic się nie działo, a czekano na skurcze i zwiększającą się ilość wypływających wód płodowych. W końcu o 16.30 lekarz prowadzący przebił mi całkowicie pęcherz płodowy, na to wszedł mąż i o godz. 17 zaczęły się skurcze. Przez cały czas pobytu na porodówce mogłam spacerować, ćwiczyć, ale najbardziej pomocne okazało się… uwieszanie na Mężu i wydzieranie się. Nie wyobrażam sobie tych ciężkich chwil bez Niego. Dał mi niesamowite wsparcie i siłę. Bez Niego nie wiem, czy dałabym radę...

I tak, po 5 godzinach porodu (bo tej fazy do godz. 17 nie liczymy) bez znieczulenia (jestem z siebie dumna!) urodził się piękny Rysio. Ma niesamowicie gęste, długie, czarne włoski, piękne spojrzenie i w ogóle cały jest uroczy! Nasz kochany Synek!

Wczoraj wróciliśmy do domu i pierwszą nieprzespaną noc mamy już za sobą...

Muszę pochwalić szpital, w którym rodziłam- im. Raszei w Poznaniu. Od pierwszych minut pobytu tam, każdy odnosił się do nas z szacunkiem, uprzejmością i okazywał pełen profesjonalizm. Po raz pierwszy przebywałam w szpitalu, bałam się tego wcześniej, a było naprawdę dobrze. Sale są odremontowane, wyposażone w łazienkę, porodówka jednoosobowa, dużo przestrzeni, zapewniony komfort i intymność, sale na oddziale położniczym dwuosobowe z łazienką. Polecam wszystkim ciężarówkom z Poznania poród w tym szpitalu! Będziecie na pewno zadowolone!

3 komentarze:

  1. Ogromne gratulacje!!!! Życzę Wam zdrowia,spokoju i jak najmniej problemów z maluchem :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratulacje!! Podczytuję co jakiś czas, zwłaszcza, że we wrześniu też będę rodzić w Poznaniu.
    W związku z tym mam pytanko: tam gdzie Cię odesłali z powodu przepełnienia to była Polna czy Św. Rodziny? A może Lutycka?

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdą opinię :) Twoje zdanie na ten temat jest dla mnie niezwykle ważne.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...